Poseł Samoobrony awanturował się na lotnisku

Jacek Gałęzewski, Marcin Kowalski
14.06.2006 , aktualizacja: 14.06.2006 12:53
A A A Drukuj
Jan Bestry, poseł Samoobrony, wymachując parlamentarną legitymacją, odmówił poddania się obowiązkowej kontroli. Dyrektor portu chciał zatuszować sprawę.
Poseł Jan Bestry
Fot. Monika Skolimowska/ AG
Poseł Jan Bestry
Poniedziałkowe popołudnie: poseł Bestry pojawia się w hali bydgoskiego lotniska. Na pasie startowym czeka jego prywatny samolot Piper (wart ponad milion złotych), którym rano przyleciał do Bydgoszczy na serię służbowych spotkań.

Według procedury każdy odlatujący - nieważne czy rejsowym, czy prywatnym samolotem - musi przebrnąć przez kontrolę bezpieczeństwa. Trzeba przejść przez tzw. bramkę i oddać bagaż do prześwietlenia.

Bestry przechodzi przez bramkę, wykrywacz metalu zaczyna piszczeć. Pracownik Służby Ochrony Lotniska prosi posła do siebie. Chce go sprawdzić ręcznym wykrywaczem. Bestry - jak mówią nasi informatorzy, świadkowie zdarzenia - jest zbulwersowany. Gwałtownym ruchem wyciąga legitymację poselską i macha nią przed oczami ochroniarzy. Prawie krzyczy: - Odmawiam poddania się kontroli. Jestem posłem na Sejm! VIP-em! I proszę mnie tak traktować.

Kontrolerzy stoją jak wryci. Przez kilka minut nie wiedzą, co zrobić. W końcu jeden z nich dzwoni do straży granicznej po pomoc. Za telefon chwyta też Bestry - łączy się z Andrzejem Ilkowem, dyrektorem Portu Lotniczego.

Bestry nieprzypadkowo szuka właśnie jego. Poseł jest wiceprzewodniczącym Sejmowej Komisji Infrastruktury. Wie, że bydgoski Port Lotniczy od miesięcy walczy z Lasami Państwowymi o wycięcie dużej połaci drzew, które utrudniają nawigację samolotów. Żeby to zrobić, niezbędna jest opinia Urzędu Lotnictwa Cywilnego, a z jego szefostwem Bestry ma dobry kontakt. Dyrektor Ilków w końcu zjawia się w hali odlotów.

Wersja dyrektora: - Przyjechałem, ale nie dlatego, że poseł mnie wzywał. On się wcale nie awanturował i nie odmówił kontroli, tylko się rozmyślił w jej trakcie. Tak się zdarza. A ja wiedziałem, o której poseł będzie odlatywał i chciałem przy okazji porozmawiać o problemach portu lotniczego. Spotkaliśmy się w hali, poszliśmy do mojego gabinetu. Zresztą nie byliśmy w biurze sami. W spotkaniu uczestniczył też pełniący dyżur oficer straży granicznej.

- Po co oficer? - pytamy.

- Poprosiłem go, bo poseł zaproponował, żebyśmy pogadali o zasadach bezpieczeństwa na lotnisku. To wszystko.

Wersja oficera: - Nie byłem na pogawędce z posłem i dyrektorem, bo nie wolno mi robić takich rzeczy na służbie. Wkroczyłem do akcji na prośbę ochroniarzy, którzy nie wiedzieli, jak zareagować na odmowę poddania się procedurom przez posła. Poinformowałem pana Bestrego, że zwolnienie z kontroli przysługuje jedynie prezydentowi, premierowi i marszałkom parlamentu, a nie - jak on twierdził - szeregowym posłom. Powiedziałem, że nie odleci, jeśli nie dostosuje się do przepisów. Wysłuchał mnie i dał się sprawdzić.

Słowa oficera potwierdza notatka służbowa sporządzona przez Witolda Popielewskiego, wicekomendanta posterunku straży granicznej na lotnisku.

Wersja posła: - Co pan mi tu za głupoty opowiada! - krzyczał wczoraj na nas. - Pierdołami jakimiś się zajmujecie. Nie możecie przeżyć, że ta koalicja skończy z władzą dziennikarzy. Mam na głowie inne sprawy, a nie jakieś głupoty.

Ustaliliśmy też na koniec, że poseł Bestry dotrzymał słowa danego dyrektorowi i wstawił się w Urzędzie Lotnictwa Cywilnego w sprawie bydgoskiego portu. Wczoraj przedstawiciel ULC dzwonił do Ilkowa z informacją, że niebawem sprawa wycinki drzew zostanie załatwiona pozytywnie.

Podziel się