Napieraj zeznawał jako świadek w procesie parlamentarzystów PiS - posła Jacka Tomczaka i senatora Przemysława Aleksandrowicza - którzy zostali oskarżeni przez cztery lesbijki o zniesławienie. Na konferencji prasowej w listopadzie 2004 roku sześciu działaczy PiS, w tym Tomczak i Aleksandrowicz, wydało oświadczenie, w którym zaprotestowali przeciwko zgodzie prezydenta Poznania na marsz Równości. W oświadczeniu napisali: "Szczególny niepokój budzi użyty przez organizatorów ogólny zwrot o tzw. orientacji seksualnej. Zwrot ten sugeruje, że chodzić tu może również o promowanie takich skłonności jak pedofilia, zoofilia czy nekrofilia".
Napieraj, który współredagował to oświadczenie, bronił wczoraj w sądzie zawartych w nim tez. - Intencją osób je piszących nie było z całą pewnością obrażanie kogokolwiek - przekonywał. - Chcieliśmy poprzez nie zapytać organizatorów marszu, o prawa jakich orientacji seksualnych chcą walczyć. Tym bardziej, że publicznie wiadomo - Napieraj nabrał powietrza - że wielu działaczy środowisk homoseksualnych jest również zaangażowanych w promowanie innych postaw seksualnych, takich jak choćby pedofilia.
W dalszych zeznaniach działacz PiS mówił m.in.: - Chcieliśmy się dowiedzieć, czy podczas marszu nie dojdzie do promowania pedofilii. Nie jest przecież tajemnicą, że pomiędzy homoseksualistami i pedofilami istnieje swoista unia personalna.
W rozmowie z reporterem "Gazety" po wyjściu z sali, Norbert Napieraj podtrzymał wszystko, co powiedział przed sądem.