Bruksela karci nas za bałagan w telekomunikacji

Bałagan w Urzędzie Komunikacji Elektronicznej może nas drogo kosztować. Komisja Europejska jest o krok od pozwania Polski do unijnego Trybunału Sprawiedliwości za poważne opóźnienia we wprowadzaniu wspólnotowych przepisów telekomunikacyjnych
Bruksela karci za telekomunikację

Bałagan w Urzędzie Komunikacji Elektronicznej może nas drogo kosztować. Komisja Europejska jest o krok od pozwania Polski do unijnego Trybunału Sprawiedliwości za poważne opóźnienia we wprowadzaniu wspólnotowych przepisów telekomunikacyjnych

Zgodnie z unijnym prawem - obowiązującym już od czterech lat - wszystkie państwa członkowskie mają obowiązek sporządzenia i dostarczenia do Brukseli raportów na temat stanu konkurencji na rynku telekomunikacyjnym. Także Polska. A może - zwłaszcza Polska.

Bo akurat w naszym wypadku pojawia się coraz więcej wątpliwości, czy konkurencje nie jest zbyt słaba. Np. polski urząd antymonopolowy (UOKiK) stwierdził niedawno, że trzech operatorów na rynku telefonii komórkowej ma tzw. kolektywną pozycję dominującą, co może blokować rozwój konkurencji.

Tymczasem Warszawa raportów nie wysłała (zalegają z tym jeszcze tylko Belgowie).

Cierpliwość Brukseli w końcu się wyczerpała. Po pierwszym zeszłorocznym ostrzeżeniu Komisja Europejska postanowiła we wtorek wysłać drugie i ostatnie. Jeżeli w ciągu najbliższych kilku tygodni na biuru komisarz Viviane Reding nie pojawią się nasze raporty (powinno ich być 18, oddzielnie dla każdego segmentu rynku), KE pozwie nas do sądu.

Niestety, nie pojawią się. - Powinniśmy je dostarczyć do września 2004 r. Wszystkie będą gotowe nie wcześniej niż w końcu tego roku - powiedziała nam p.o. prezesa UKE Anna Streżyńska.

Jej zdaniem cztery są już opracowane i czekają na podpis prezesa urzędu.

Tego jednak jeszcze nie wybrano i odpowiadający za rynek UKE jest całkowicie sparaliżowany. I to także bardzo irytuje Komisję Europejską. - Wiemy, że polski urząd jest bez głowy. Oczywiście, sprawy organizacyjne związane z regulatorem rynku należą do kompetencji państwa członkowskiego. Jednakże ma ono obowiązek zagwarantować, że ten regulator będzie działał dobrze - powiedział "Gazecie" Martin Selmayr, rzecznik prasowy komisarz Reding. - Obecna sytuacja jest bardzo niepokojąca i jeśli będzie nadal trwać, może zaszkodzić konsumentom w Polsce.

Niepokój KE jest tym większy, że obawia się ona o niezależność polityczną UKE. Na skutek rozgrywek wewnątrz PiS odpadła z konkursu uważana za pewniaka Anna Streżyńska. Tymczasem premier Marcinkiewicz zapowiada, że nie podpisze innej nominacji. Być może więc konkurs trzeba będzie powtórzyć. Jakby tego było mało, prowadząca go Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji nie ma obecnie przewodniczącej, więc każda jej decyzja może być uznana za nielegalną.

W przyszłym tygodniu komisarz Reding ma przyjechać do Warszawy. I nie jest tajemnicą, że podniesie obie te sprawy (niezależności oraz paraliżu decyzyjnego) w rozmowach z przedstawicielami rządu.

Jeszcze przed wizytą Reding w Warszawie może się wyjaśnić sprawa dwóch innych wiszących nad Polską spraw telekomunikacyjnych. Jeszcze w grudniu ubiegłego roku Komisja Europejska formalnie zadecydowała, że Polskę można pozwać do unijnego sądu w sprawie przenoszenia numerów oraz w sprawie dostępu do informacji o numerach abonentów. Ta pierwsza sprawa jest szczególnie paląca. Z wielomiesięcznym opóźnieniem polscy operatorzy umożliwili zabieranie numeru tym klientom, którzy chcą zmienić sieć. Przywilejem tym nie objęto jednak ponad 15 mln użytkowników telefonów komórkowych na kartę (pre paid).

Bruksela postanowiła wstrzymać się z pozwem, dając Polsce dodatkowe trzy miesiące. Jednak ten dodatkowy czas upłynął 1 kwietnia. - W ciągu najbliższych dni sprawdzimy, czy Polska nadrobiła zaległości, tak jak obiecywała. Jeśli nie, sprawa pójdzie do sądu - powiedział "Gazecie" jeden z urzędników dyrekcji generalnej ds. telekomunikacji.