Koszenie wiceministrów rolnictwa

Jedna odeszła za "bzdety", drugi - "bo miał dość", a trzeci odejdzie za to, że jest z poprzedniej ekipy. Wiceministrów rolnictwa ubywa błyskawicznie. Resortem niedługo będzie kierował sam minister - bliski współpracownik szefa PiS - i jeden zastępca
W ministerstwie rolnictwa, które nadzoruje przepływ miliardów unijnych euro dla wsi, błyskawicznie ubywa kadr. Jak dowiaduje się "Gazeta", w czwartek do dymisji podał się wiceminister Lech Różański. Złożył podanie i wrócił do rodzinnego Poznania, "bo miał wszystkiego dość". W piątek doniesienia "Gazety" potwierdziło biuro prasowe ministerstwa. Wprawdzie z informacji przekazanych przez CIR wynika, że premier nie podjął jeszcze decyzji co do przyjęcia dymisji to minister Jurgiel złożył już na ręce Kazimierza Marcinkiewicza wnioski o powołanie dwóch nowych wiceministrów.

Szykuje się też kolejna dymisja - na dziś premier wezwał do siebie prof. Andrzeja Kowalskiego, również wiceministra rolnictwa, jeszcze z poprzedniej ekipy. Jeśli nie odwoła go premier, Kowalski najprawdopodobniej sam odejdzie, bo chce startować w konkursie na szefa Instytutu Ekonomiki i Gospodarki Żywnościowej. A ponieważ w jury konkursu zasiadają przedstawiciele Ministerstwa Rolnictwa, musi wcześniej złożyć dymisję, by nie być posądzonym o wywieranie nacisku. Konkurs musi się rozstrzygnąć do końca kwietnia.

Trzy tygodnie temu z wielkim hukiem z ministerstwem pożegnała się wiceminister Stanisława Okularczyk - za to, że publicznie nazwała "bzdetami" przedwyborcze obietnice PiS składane rolnikom. Oskarżyła też ministra rolnictwa, że toleruje w resorcie lobbowanie za określonymi rozporządzeniami i decyzjami.

Lech Różański podał się do dymisji po tym, jak "Gazeta" opisała jego pomysły dotyczące zakazu wprowadzenia w Polsce uprawiania roślin z nasion modyfikowanych genetycznie, ich importu, nawet w postaci pasz, a także prowadzenia wszelkich badań nad takimi organizmami. Wywołało to prawdziwą burzę w środowisku naukowców, którzy uznali, że takiej ingerencji w badania naukowe w Polsce jeszcze nie było. Oprotestował to senat SGGW, rektorzy wyższych uczelni, a nawet Ministerstwo Edukacji. To nie pierwsza taka wpadka wiceministra Różańskiego. Poprzednio zasłynął, kiedy z trybuny sejmowej oświadczył, że Polska wystąpi do Brukseli o odszkodowanie dla naszych eksporterów żywności do Rosji po tym, jak Rosjanie oskarżyli nas o fałszowanie świadectw eksportowych.

Resortem będzie teraz kierował minister Krzysztof Jurgiel z jednym tylko zastępcą. Los Jurgiela też zresztą niedawno wisiał na włosku. Według nieoficjalnych informacji po awanturze wokół wypowiedzi Stanisławy Okularczyk groziła mu dymisja. Premier wysłał nawet kontrolerów do resortu. Ale Jurgiel zachował stanowisko. - To bardzo zaufany człowiek Jarosława Kaczyńskiego, należy do starej gwardii, takich Kaczyński nie odwołuje - mówił Janusz Piechociński z PSL.

Zamieszanie w resorcie to niejedyna wpadka Jurgiela. Niedawno poniósł też spektakularną porażkę w unijnych rozmowach na temat reformy rynku cukru. Nie negocjował, "bo to poniżej jego godności", a kiedy było już za późno, chciał wetować gotową już umowę. Tymczasem Ministerstwo Rolnictwa odpowiada za ogromny obszar gospodarczy. Pilnuje zgodności naszej polityki rolnej z unijną, przepływu miliardów euro z unijnych funduszy dla obszarów wiejskich, nadzorując agencje rolne, odpowiada za interwencję na rynkach rolnych i dopłaty bezpośrednie dla rolników. A w końcu nadal musi walczyć w Brukseli o jak najlepsze warunki dla rolnictwa w ramach Wspólnej Polityki Rolnej. Już w marcu będzie się bowiem toczyć bój o dodatkowe limity produkcyjne dla dostawców mleka.