Wolne usługi nie dla nas?

Nie ma już prawie szans, żeby dyrektywa usługowa zachowała swój pierwotny kształt, korzystny dla polskich firm. Liberalnych zapisów nie chce bronić Komisja Europejska, tym bardziej że podkopują je sami Polacy.
Wszystko rozstrzygnie się w ciągu trzech dni. We wtorek w Parlamencie Europejskim odbędzie się debata o dyrektywie, a w czwartek - głosowanie. I wiele wskazuje na to, że PE tak przerobi dyrektywę, że przestanie być podobna do swojej pierwotnej, liberalnej wersji. Dlaczego? Bo dwie najważniejsze siły polityczne europarlamentu (Europejska Partia Socjalistyczna i chadecka Europejska Partia Ludowa) po miesiącach sporów są o krok od kompromisu. Jeżeli ich ostatnie ustalenia potwierdzą się w głosowaniu, to z dyrektywy zniknie kluczowy zapis o "zasadzie kraju pochodzenia" (pozwalający wykonywać usługi za granicą na podstawie krajowych reguł), znikną też te zapisy, które miały utrudnić państwom narzucanie dodatkowych administracyjnych barier dla pracowników delegowanych do pracy za granicą.

Do dyrektywy zostanie dodany zapis, że o ile państwa UE mają zapewnić "wolność świadczenia usług", o tyle jednocześnie - ze względu na ochronę "polityki socjalnej" i konsumentów - usługodawcy z zagranicy zostaną poddani ograniczeniom. Ograniczony zostanie też zakres dyrektywy (nie będzie już dotyczyć tzw. usług publicznych - opieki zdrowotnej, usług komunalnych itp.).

Takie poprawki to zwycięstwo europejskich socjalistów.

Może lepiej bez?

Rozwadnianie przepisów nie podoba się jednak ani polskim eurodeputowanym, ani polskim przedsiębiorcom, ani naszemu rządowi. Polska, wraz z Wielką Brytanią, Holandią, Węgrami, Czechami i Szwecją, przesłała list do komisarza ds. rynku wewnętrznego Charliego McCreevy'ego, w obronie dyrektywy. - Chyba lepiej byłoby w ogóle ją odrzucić, niż pozwolić, by została zaakceptowana najgorsza wersja kompromisu politycznego, daleka od propozycji byłego komisarza Fritsa Bolkesteina. Do prawa UE zostaną wprowadzone niebezpieczne, ogólnikowe pojęcia typu "polityka socjalna". Swobodę świadczenia usług będzie nawet trudniej egzekwować przed unijnymi trybunałami, niż teraz - alarmuje Jacek Protasiewicz (PO), członek frakcji chadeckiej w PE. I zapowiada, że Polacy z różnych frakcji PE do końca będą ratować korzystne dla nas zapisy.

Łagodna Komisja

Korzystnych dla polskich firm zapisów najwyraźniej jednak nie chce bronić Komisja Europejska. Jej przedstawiciele zapowiadają, że nawet jeśli parlament tekst dyrektywy rozwodni, to i tak KE nie przerwie prac nad nią. - Potrzebujemy dyrektywy, która doprowadzałaby do otwarcia rynków usługowych. To, co leży teraz na stole, idzie w tym kierunku - mówi Oliver Drewes, rzecznik komisarza McCreevy'ego.

Wprawdzie Komisja ma z ostateczną reakcją poczekać do wtorku, gdy swoje stanowisko przedstawi parlament, ale wydaje się, że decyzja już zapadła. Sim Kallas, wiceprzewodniczący KE, mówi, że najgorszym scenariuszem byłoby zupełne odrzucenie dyrektywy. Widać więc, że większość członków Komisji, łącznie z przewodniczącym José Manuelem Barroso, uważa, że nawet z rozwodnioną dyrektywą rynek usług będzie funkcjonował lepiej niż bez niej.

Inaczej widzi to Protasiewicz. - Komisja boi się konfliktu z Francją, Niemcami. I za wszelką cenę chce osiągnąć kompromis - mówi. - Być może trzeba będzie zablokować tę zbyt zmienioną dyrektywę na forum unijnych rządów.

Nie tylko on jest zaniepokojony. - Nie będzie dobrym sygnałem dla państw członkowskich i Komisji Europejskiej, jeśli eurodeputowani przyjmą dyrektywę usługową w takim kształcie, który nie zapewni skutecznego ograniczenia barier dla ponadgranicznego świadczenia usług - oświadczyła Polska Konfederacja Pracodawców Prywatnych "Lewiatan".

Związki wiedzą lepiej

Ale starania naszych eurodeputowanych, rządu i przedsiębiorców torpedują... polskie związki zawodowe - "Solidarność" i OPZZ, które chcą protestować przeciwko dyrektywie. Swój sprzeciw chcą też wyrazić Zieloni 2004, organizacje alterglobalistyczne (np. ATTAC) i anarchiści.

- Nie jesteśmy przeciw dyrektywie usługowej w ogóle, ale przeciwko jej kilku przepisom. Popieramy np. znoszenie barier administracyjnych w świadczeniu usług w Europie - zapewnia "Gazetę" Katarzyna Drabczyk, szef biura eksperckiego "Solidarności". - Ale obawiamy się, że pracownicy wyjeżdżający do innego kraju będą zaniżać tam standardy pracy.

Także prezydium OPZZ przyjęło uchwałę, w której odrzuca dyrektywę usługową, a w szczególności - zasadę kraju pochodzenia.

- Zamiast zasady miejsca pochodzenia, musi być zasada miejsca świadczenia usługi - podkreśla Bartek Lech z Zielonych 2004. I odrzuca twierdzenia, że polskie firmy skorzystałyby na liberalnej dyrektywie. - To tylko pozorne korzyści, w krótkim terminie. Niedługo wejdą do Unii biedniejsze państwa. A więc polskie firmy nie będą już najtańsze. Wtedy polskie firmy mogą się przenieść do tańszych krajów UE i stosować niższe standardy zabezpieczeń społecznych, może dojść do dumpingu socjalnego - mówi Lech.

Polscy przeciwnicy dyrektywy organizują w sobotę protesty, m.in. w Warszawie, Olsztynie, Wrocławiu i Katowicach. - Mamy nadzieję, że tylko na wiec w Warszawie przyjdzie kilka tysięcy osób. Akcję organizują m.in. anarchiści, ATTAC, Zieloni - mówi Marek Szolc, rzecznik ATTAC Polska.

Z kolei 14 lutego nasi związkowcy chcą wziąć udział w gigantycznej demonstracji w Strasburgu. - Będzie od nas około 300 osób - mówi Patrycja Gutowska, rzecznik OPZZ.