Polska prasa o pakcie stabilizacyjnym

Prasa obszernie komentuje zawarty wczoraj pakt stabilizacyjny PiS, Samoobrony i LPR. Gazety zwracają uwagę, że liderzy tych partii podpisali porozumienia na antenie TV Trwam i Radia Maryja, a pozostałych mediów nie wpuścili.
Marek Beylin z "Gazety Wyborczej" zauważa, że sojusznicze partie dały wyłączność na transmisję mediom ojca Rydzyka, jakby chciały pokazać dziennikarzom innych mediów, jak się zasłużyć władzy. A naprawdę okazały pogardę odbiorcom mediów publicznych i komercyjnych. " Czy odzwierciedla to ich stosunek do obywateli?- zastanawia się dziennikarz. Jego zdaniem pakt PiS, Samoobrony i LPR to hańba dla polskiej polityki. Dziennikarz "Gazety Wyborczej" uważa, że nowi sojusznicy rządu chcą ograniczać demokrację i katastrofalnie drenować budżet państwa. Marek dodaje, że Jarosławowi Kaczyńskiemu wydaje się, że kontroluje Giertycha i Leppera, ale oni trzymają go za gardło i będą wymuszać na nim swe szaleńcze projekty. Co gorsza, dodaje komentator Gazety Wyborczej, dzięki szefowi PiS mogą chwycić za gardło całą Polskę. " W PiS jest wielu przyzwoitych ludzi, przejętych niesprawiedliwością społeczną i złym stanem państwa. Czy przełkną ten upokarzający sojusz i wbrew historii uwierzą, że cel uświęca środki ?" - zastanawia się komentator.

Dziennikarz "Rzeczpospolitej" Bogumił Luft ocenia, że podpisaniu paktu towarzyszył szokujący akt arogancji. Powstało wrażenie, że to nie polskie społeczeństwo, a tylko jego część związana z koncernem medialnym ojca Rydzyka jest adresatem propozycji przemian zapisanej w pakcie. "Rzeczpospolita" zauważa, że nie wiadomo, na ile będzie to porozumienie skuteczne i trwałe, jednak - dodaje komentaror gazety - wiadomość o podpisaniu aktu nie jest wiadomością tylko złą. Po miesiącach chaosu rodzi się szansa na realizację jakiegoś programu rządzenia. Teraz dopiero, zanim zostaną wezwani do kolejnych wyborów, Polacy będą mogli oceniać konkretne działania tych polityków, którym udzielili największego zaufania. PiS nie będzie miało już wymówki, że ktoś rzuca rządowi kłody pod nogi - pisze komentator "Rzeczpospolitej".

"Życie Warszawy" przytacza opinię Andrzeja Sadowskiego z Centrum Adama Smitha. Jego zdaniem, być może koszty, jakie trzeba będzie zapłacić za stworzenie trwałej większości parlamentarnej będą mniejsze niż korzyści, jakie uzyskamy dzięki szansie przeprowadzenia reform systemowych. Mamy oddzielną administrację, która ma dzielić środki dla najbardziej potrzebujących, a która przejada jedną trzecią tych pieniędzy. W tym kontekście - ocenia Andrzej Sadowski - wprowadzenie senioralnego, na które rocznie potrzeba miliard złotych, nie jest dużym zagrożeniem dla gospodarki. Natomiast jeśli administracja państwowa zacznie poszerzać kontrolę nad gospodarką, to jeszcze bardziej będzie rosnąć szara strefa. W końcu ubiegłego roku po raz pierwszy Główny Urząd Statystyczny poinformował, ile stworzono miejsc pracy w... szarej strefie - komentuje gość "Życia Warszawy"

"Trybuna" ocenia, że - jak pisze - wymęczony, zawarty w atmosferze skandalu pakt nie przyniesie żadnej radykalnej zmiany w Polsce. Wbrew obietnicom Andrzeja Leppera nic dobrego nie czeka emerytów, bezrobotnych, pracowników PGR, rolników i robotników. Po klerykalno-nacjonalistycznej koalicji możemy się za to spodziewać poniewierania demokracji i totalnej wojny na górze. Komentator Trybuny Jakub Rzekanowski przypuszcza, że partnerzy PiS zdradzą sojusznika, gdy tylko się oddali wizja wyborów. "Trwałości paktu nie zapewni ani asysta księży redaktorów, ani patronat telewizji Trwam"- czytamy w Trybunie.

"Nasz Dziennik" zauważa, że konferencję informującą o podpisaniu umowy stabilizacyjnej poprzedził "bojkot" ze strony części dziennikarzy. Gazeta ocenia, że obrazili się oni na swoich kolegów po fachu za to, że dotarli do informacji przed nimi. Według tego dziennika, wczorajsze wydarzenia winny uświadomić dziennikarzom, zarówno komercyjnych, jak i publicznych stacji, że nie mają już monopolu na informacje. "Trudno wymagać od telewizji TRWAM i Radia Maryja, by tłumaczyły się z tego, iż zabiegały, jak się okazało skutecznie, o to, by móc jako pierwsze podać wiadomość o sfinalizowaniu rozmów, którymi wręcz żyły od kilku dni wszystkie media. Przed dziennikarzami nikt nie zatrzasnął drzwi. Problem w tym, że przed nimi nikogo oprócz przedstawicieli TV TRWAM i Radia Maryja nie było" - konkluduje "Nasz Dziennik".