Google wejdzie i przeszuka Polskę?

Google bierze na celownik polski rynek. A rodzime firmy internetowe zachodzą w głowę, czy potężny konkurent zagrozi ich interesom, czy raczej zdoła znacznie poszerzyć rynek, przyciągając do e-reklamy zupełnie nowych klientów
Polskie biuro Google oficjalnie rozpocznie swoją działalność prawdopodobnie tuż po Nowym Roku. Z naszych informacji wynika, że będzie nim kierował Artur Waliszewski, były członek zarządu Onet.pl. Ma on być też odpowiedzialny za działalność Google na rynku czeskim i węgierskim. W polskim oddziale będzie również pracował Adam Kwaśniewski, do niedawna dyrektor zarządzający sieci Ad.Net, brokera reklamy internetowej.

- Decyzję, by rozszerzyć naszą działalność w Polsce, podjęliśmy przed rokiem - mówi "Gazecie" Dennis Woodside, odpowiedzialny w Google za rynki krajów rozwijających się, m.in. w Europie. Powód? - Duża grupa internautów, jeden z najszybciej rozwijających się rynków w regionie i wysoki poziom inżynierii - tłumaczy Woodside. Jak twierdzi, firma zwróciła uwagę na nasz rynek m.in. dzięki sukcesom polskich studentów informatyki, którzy od kilku lat zbierają główne nagrody w konkursach dla programistów - np. w prestiżowym TopCoder czy konkursach w programowaniu zespołowym (w zeszłym roku Marek Cygan z Uniwersytetu Warszawskiego zwyciężył w turnieju Google Code Jam 2005, pokonując po drodze prawie 15 tys. rywali).

Bez wątpienia najbardziej liczy się jednak co innego. Reklama w internecie - a to ona właśnie stanowi główne źródło zysków amerykańskiej firmy - rośnie w Polsce najszybciej w porównaniu ze wszystkimi innymi mediami. Według branżowej organizacji IAB Polska i firmy badawczej CR Media Consulting wartość netto rynku reklamy internetowej zwiększyła się w minionym roku o prawie 40 proc., do poziomu 121 mln zł (wobec 87 mln zł w 2004 roku). A można też spotkać bardziej optymistyczne szacunki, mówiące nawet o 140 mln zł.

Google jest mistrzem w zarabianiu pieniędzy na internetowych reklamach wyświetlanych przy wynikach wyszukiwania (Google AdWords, czyli tzw. linki sponsorowane). Drugim, niemal tak samo ważnym źródłem przychodów są reklamy wyświetlane na stronach partnerskich (AdSense). Na prostych, ubogich graficznie reklamach (które cieszą się uznaniem internautów, bo np. nie zasłaniają im treści czytanego artykułu i nie utrudniają - jak wiele pop-upów - surfowania w sieci) spółka w ciągu roku zarobiła na czysto prawie 1,3 mld dol.

Dużo szuka, mniej zarabia

Z danych firmy Gemius, monitorującej ruch w internecie, wynika, że pod względem popularności Google bije w Polsce inne wyszukiwarki na głowę. Tak jest zresztą prawie wszędzie na świecie (najbardziej znanym wyjątkiem są Chiny). Blisko 80 proc. polskich internautów, szukając w sieci informacji, korzysta właśnie z technologii Google. Daleko w tyle jest NetSprint i OnetSzukaj - łącznie obsługują co piąte zapytanie. Mało tego. Google jest drugą witryną pod względem popularności wśród polskich internautów po portalu Onet.pl. Z badań Megapanel wynika, że w październiku odwiedziło ją u nas prawie 7,3 mln osób.

Choć otwarcie przez Google oddziału w Polsce często bywa określane jako "wejście na rynek", to w istocie polscy reklamodawcy już od lat mogą korzystać z oferty amerykańskiej firmy, wykupując jej usługi poprzez polskojęzyczny serwis internetowy. Dennis Woodside nie ujawnia, ile pieniędzy Google ściąga z polskiego rynku (podaje tylko, że przychody z e-reklamy poza USA stanowią 40 proc. obrotów firmy). Nie zdradza też, jak duży kawałek tortu reklamowego w Polsce udało się jego firmie zagarnąć. Z informacji "Gazety" wynika jednak, że bardzo duża popularność wyszukiwarki Google w Polsce nie przekłada się na razie na odpowiednio wysokie przychody. A w każdym razie - że nie są one takie, jakich firma mogłaby się spodziewać.

Także konkurenci niechętnie spekulują o przychodach Google w Polsce. W jednej z rodzimych firm internetowych usłyszeliśmy, że może to być 1-1,5 mln dol. rocznie (tylko z linków sponsorowanych, bez programu AdSense). - To bardzo trudne szacunki. Taki rynek składa się z mnóstwa drobnych klientów i małych kontraktów, trudno to monitorować - zastrzegał się jednak jej przedstawiciel.

Na pewno natomiast link sponsorowany jako forma reklamy jest w Polsce mało popularny w porównaniu z rozwiniętym rynkiem internetowym w krajach zachodnich. W USA na link sponsorowany przypada 40 proc. wszystkich pieniędzy, jakie reklamodawcy wydają na promocję w internecie. W Polsce, królestwie banerów, IAB szacowała ten udział na 7 proc. w 2004 r.

Edukacja małych firm

Jednym z ważniejszych celów warszawskiego biura reklamowego Google będzie więc zmiana tych proporcji. Link sponsorowany stopniowo sam zyskuje na znaczeniu. Według przedstawicieli firm internetowych, z którymi rozmawialiśmy, wartość przychodów z tej formy reklamy zwiększyła się w minionym roku o co najmniej 100 proc., czyli rośnie szybciej niż reszta rynku. Amerykańska firma będzie walczyć, by ta popularność zwiększała się jeszcze szybciej. A ponieważ najbardziej naturalnymi nabywcami linków sponsorowanych są małe i średnie firmy, w pierwszym rzędzie weźmie na cel drobny biznes. Jest to cel dobry także dlatego, że w porównaniu z dużymi przedsiębiorstwami polskie małe firmy rzadziej wykorzystują internet w promocji.

O takich planach Google świadczy choćby pierwsza duża akcja marketingowa w Polsce, jaką firma przeprowadza wspólnie ze szczecińską spółką internetową Home.pl (pośredniczy ona w rejestracji domen i oferuje tzw. hosting, czyli miejsce na serwerach na witryny internetowe swoich klientów). Przez pół roku wszyscy klienci Home.pl otrzymają wirtualne kupony o wartości 200 zł, za które będą mogli wykupić w wyszukiwarce linki sponsorowane. Według Piotra Kapcio z Home.pl ofertę taką dostanie kilkadziesiąt tysięcy klientów firmy. Teoretycznie więc Google zaoferuje darmową reklamę o wartości cennikowej łącznie ok. 10 mln zł. Promocja jest jednak wybiórcza - adresowana wyłącznie do tych, którzy jeszcze nie korzystają z AdWords. To oni mają nauczyć się, jak działa link sponsorowany.

Z urzędowym optymizmem

Warszawskie biuro Google zapowiada kolejne akcje promocyjne o podobnym rozmachu. Co na to wszystko polskie firmy internetowe żyjące z e-reklamy? - Najbardziej zagrożone są polskie portale. Na przykład Onet.pl, który zarabia na linkach sponsorowanych - uważa Grzegorz Kurowski z agencji reklamy interaktywnej K2 Internet, cytowany niedawno w "Gazecie Prawnej".

Oficjalnie konkurenci Google pozytywnie oceniają zwiększającą się aktywność amerykańskiej firmy. Proszeni o komentarz, powtarzają jak mantrę: wejście kolejnej dużej korporacji internetowej dowartościowuje nasz rynek. - Skoro angażują się tu takie firmy jak eBay czy Google, to znaczy, że ma on bardzo duży potencjał - mówi Artur Banach, szef polskiej wyszukiwarki Netsprint.pl (z jej technologii korzysta m.in. drugi co do wielkości na naszym rynku portal Wirtualna Polska). - To sygnał, że polski internet jest atrakcyjny dla graczy światowego formatu. To przyczyni się do poprawy jakości usług - entuzjazmuje się Piotr Tchórzewski z portalu Onet.pl.

Obaj nasi rozmówcy wierzą, że Google zdoła przyciągnąć do internetu nowych reklamodawców. - Może być stymulatorem rozwoju rynku - uważa Banach. Jego zdaniem otwarcie biura sprzedaży reklam to w polskich warunkach nowa jakość w porównaniu z dotychczas stosowaną przez Google sprzedażą reklam online. - Wiele firm w Polsce mało wie o reklamie w wyszukiwarkach. Kupowanie linków online i opłacanie kartą było dla nich niedostępne choćby z powodu barier mentalnych. Teraz to może się zmienić - mówi szef Netsprintu.

Scenariusz drugi: Google będzie przede wszystkim wyszarpywać polskim firmom ich dotychczasowych klientów. - Taka korporacja to bardzo duży i trudny konkurent, zagrożenie zawsze istnieje - przyznaje Banach. - Ale polscy internauci przeszukują przede wszystkim polskie, a nie światowe, zasoby internetu. A my lepiej znamy polski rynek, więcej wiemy o szukaniu w języku polskim, pod tym kątem udoskonalamy wyszukiwarkę. Rozwiązania dla reklamodawców mamy konkurencyjne, a zakres oferty porównywalny z Google - mówi.

- Konkurencja na pewno wzrośnie i nikogo nie lekceważymy - mówi Piotr Tchórzewski. - Ale wierzymy, że nasze usługi są na tak dobrym poziomie, iż utrzymamy swoją pozycję. Może to wyświechtane powiedzenie, ale zadecyduje rynek.

A może badania i rozwój?

Benita Jakubowska, dyrektor sprzedaży z portalu Gazeta.pl (należącego do Agory, wydawcy "Gazety Wyborczej") bagatelizuje znaczenie ostatnich działań Google. - To po prostu otwarcie działu sprzedaży, nic więcej. Nie jest to ani zmiana jakościowa na rynku, ani nowe zagrożenie. Google już teraz jest drugą po Onecie witryną w Polsce pod względem popularności, a bardzo prawdopodobne, że niebawem wskoczy na pierwsze miejsce. I nic się nie stanie - mówi Jakubowska. - Po prostu firmie Google udała się sztuka zakodowania internautom w głowach, że jak czegoś szukają w internecie, to wchodzą na jej witrynę. Polskie portale muszą pogodzić się z tym, że ludzie nie przychodzą do nich po to, by korzystać tam z wyszukiwarek - dodaje.

Samo Google na pytanie, jak wysoko mierzy, odpowiada, używając oględnych biznesowych frazesów. - Czy będziemy numerem jeden na polskim rynku e-reklamy? W tym momencie ani pozycja rynkowa, ani konkretne przychody nie są dla nas najważniejsze. Chcemy dotrzeć z naszymi usługami do jak największej liczby użytkowników - mówi Dennis Woodside. - I nie chodzi mi tylko o ofertę reklamową - dodaje.

Polski oddział miałby pomagać m.in. przy tworzeniu polskojęzycznych wersji nowych aplikacji. O wiele ciekawsze jednak, szczególnie dla polskich informatyków, byłoby ulokowanie w Polsce laboratorium badawczo-rozwojowego Google. Na świecie jest ich zaledwie kilka, w Europie dwa - w Szwajcarii i Irlandii. To w nich powstają aplikacje, których wersje testowe kalifornijska firma co chwila udostępnia internautom - np. program Google Desktop, dzięki któremu odnajdziemy na dysku komputera każdy plik, program Picasa do katalogowania zdjęć czy komunikator Google Talk. Jak już pisaliśmy, jest duża szansa, że taki ośrodek powstanie właśnie w Polsce.

Czy korzystasz z wyszukiwarki Google?