Gdzie są teczki gejów gromadzone przez SB?

09.12.2005 00:00
Co się stało z tysiącami teczek polskich homoseksualistów gromadzonych przez SB i milicję? 140 dokumentów zalega w podziemiach komendy głównej policji. A reszta?
Ile jest "różowych teczek"? W akcji "Hiacynt" w latach 1985-87 założono ich ok. 11 tysięcy. Na polecenie gen. Czesława Kiszczaka milicja przeprowadziła ogólnopolską akcję - polegała na aresztowaniach osób podejrzanych o homoseksualizm. Zakładano im "Karty homoseksualisty" i kazano podpisywać dokument: "Niniejszym oświadczam, że jestem homoseksualistą od urodzenia. Miałem w życiu wielu partnerów, wszystkich pełnoletnich. Nie jestem zainteresowany osobami nieletnimi".

- Pod przykrywką poszukiwania męskich prostytutek szukano haków na ludzi. Przydawały się potem do szantaży, werbowania agentów, rozsiewania plotek - opowiada oficer Komendy Głównej. - Jeśli znalazło się coś na członków opozycji, notatka trafiała do SB - dodaje.

Nie jest jasne, co się stało z "różowym archiwum" po upadku PRL. Przez lata historycy uważali, że po rozpadzie milicji trafiło do Instytutu Pamięci Narodowej. - Dla nas było naturalne, że znajduje się w IPN. Dlatego poprosiliśmy, aby je skatalogować i zniszczyć - mówi Robert Biedroń z Kampanii Przeciwko Homofobii.

Instytut tego nie zdementował - przeciwnie, zapewniał, że materiały są w dobrych rękach. Prezes IPN Leon Kieres mówił w wywiadach: - Informacje z teczek pokazują, jak wyglądały w PRL mechanizmy sprawowania władzy i do jakich poniżających metod się uciekano.

I obiecywał, że archiwum nigdy nie wycieknie z Instytutu. Bo o niszczeniu akt mowy nie było - nie pozwala ustawa i grozi za to trzy lata więzienia. A dziś okazuje się, że "różowego archiwum"... w IPN nie ma! - U nas znajduje się tylko szczątkowa jego część. Kampania przeciwko Homofobii zapytała nas, czy my te teczki możemy zniszczyć. Stąd prawdopodobnie nieporozumienie, bo odpowiadaliśmy, że to niedopuszczalne - tłumaczy Andrzej Arseniuk z IPN.

Gdzie są zatem teczki? Odpowiedź brzmi: w komendzie głównej policji! I najprawdopodobniej nikt ich stamtąd nie ruszał od lat. Ale to nie koniec. Udało nam się dowiedzieć, że rok temu KGP informowała IPN o zbiorach "różowego archiwum". Z pisma z października 2004 r. wynikało, że policja posiada ok. 140 teczek zakładanych już w 1973 r.!

Ale akt było znacznie więcej. Gdzie zniknęła reszta? Możliwe, że część z nich zabrali odchodzący po 1989 r. ze służby milicjanci i esbecy. Po co? - Do szantażu, do namawiania do współpracy - twierdzi Biedroń. O konkretnych przypadkach szantażu nikt ze środowisk gejowskich nie chce mówić. - Każdy zachowywał to dla siebie - argumentują.

Gdzie jest reszta akt, nie wie ani policja, ani historycy. - To, co mamy, leży w archiwach policyjnych - tłumaczy Paweł Biedziak, dyrektor Biura Komunikacji Społecznej KGP. Część w komendach wojewódzkich, część w archiwach KGP. Policja nie zamierza teczek niszczyć, a do przekazania historykom z Instytutu nie ma podstaw prawnych - bo jest to materiał operacyjny MO. Trzeba by zmienić prawo.

Do archiwów w policji mają dostęp tylko upoważnione osoby. Oficer, którzy chce zajrzeć do teczek z inwigilacji gejów, musiałby uzyskać zgodę komendanta wojewódzkiego. W przypadku oficera z Warszawy zgodę wydaje sam komendant główny.

Ale czy takie środki ostrożności wystarczą? - Jeśli znajdzie się pan X, który w imię jakichś racji postanowi te teczki ujawnić, kilka osób może tego nie przeżyć - uważa jeden z aktywistów gejowskich. I opowiada: - Mam znajomego, jest teraz profesorem na wyższej uczelni. 20 lat temu dotknęła go akcja "Hiacynt". Ale wtedy udało mu się to utrzymać w tajemnicy. Dziś jest szanowanym człowiekiem, ma rodzinę, dzieci. Gdyby ktoś ujawnił jego teczkę, byłby skończony.

Robert Biedroń: - Teczki to śmierdząca bomba. Już świętej pamięci Marek Nowicki z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka zwracał uwagę, że trzymanie ich jest łamaniem Europejskiej Konwencji Praw Człowieka i naszej konstytucji. Powinno się je komisyjnie zniszczyć. One niczemu dobremu nigdy nie będą służyły.

Jakie inne teczki posiada policja?

Teoretycznie policja może gromadzić wszystkie informacje na temat każdego obywatela, także na temat jego wyznania, orientacji seksualnej, kontaktów towarzyskich, stanu konta. Te dane operacyjne mogą, choć nie muszą, zostać wykorzystane w śledztwie czy później w sądzie. Policja korzysta z "normalnych" źródeł informacji: oficjalnych pytań kierowanych do instytucji, przeglądania dokumentów, ale także z podsłuchów (które musi zatwierdzić prokuratura i sąd) oraz tajnych współpracowników, czyli agentów. W teczkach mogą znajdować się m.in. informacje, czy osoba będąca w zainteresowaniu policji ma skłonność do alkoholu, jest łasa na pieniądze, lubi hazard i seks.

Skomentuj:
Gdzie są teczki gejów gromadzone przez SB?
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX