Inwestycje się za bardzo ślimaczą

Ani popyt konsumpcyjny, ani inwestycje nie ruszyły na tyle, by pchnąć gospodarkę mocno w górę. Firmy mają pieniądze, ale wciąż wstrzymują się z inwestycjami. Utrudnia to wyraźnie obniżać bezrobocie
Analityków trochę rozczarowała porcja najświeższych danych GUS. Popyt konsumpcyjny mimo lekkiego przyspieszenia wzrostu płac wciąż jest słaby. Sprzedaż detaliczna w lipcu zwiększyła się o 5 proc., choć analitycy spodziewali się przynajmniej 7 proc.

- Te dane to nie jest katastrofa, wywołują tylko niepewność co do tempa ożywienia polskiej gospodarki - mówi Lars Christensen, ekonomista Danske Banku.

Andrzej Bratkowski, główny ekonomista Banku Pekao SA, przekonuje, by nie załamywać rąk po danych z lipca, tylko czekać na sierpień i wrzesień, i wtedy ocenić je zbiorczo.

- Latem dane o sprzedaży detalicznej mogą się znacznie wahać w zależności od planów urlopowych Polaków. Na wczasach kupujemy bowiem więcej żywności, ale już wstrzymujemy się z zakupem samochodów, sprzętu RTV i AGD - mówi Bratkowski.

Inwestycje - drugi ważny element popytu wewnętrznego - odbiły się od mizernego poziomu z pierwszego kwartału, jednak poprawa następuje powoli. Nie mamy jeszcze pełnych danych o inwestycjach (te będą dostępne dopiero w przyszłym tygodniu, gdy GUS poda informacje o PKB w II kwartale), wiemy jednak, co działo się w firmach zatrudniających przynajmniej 50 osób.

Tam inwestycje w całym pierwszym półroczu zwiększyły się o 4,5 proc. To wyraźnie słabiej niż przed rokiem (8,7 proc.).

- Można było liczyć na więcej. Przedsiębiorstwa mimo niższych stóp, wysokiego wykorzystania mocy produkcyjnych i dobrej sytuacji finansowej nie decydują się jednak na inwestycje - komentuje Andrzej Bratkowski.

Z informacji GUS wynika, że średnie i duże firmy zainwestowały w pierwszym półroczu mniej więcej tyle, ile zarobiły - 25 mld zł. Nie jest jednak tajemnicą, że mają pieniądze, by dokonać jeszcze trzy razy takich inwestycji. Na ich kontach według Narodowego Banku Polskiego leży teraz 86 mld zł, w drugim kwartale przybyło 3,7 mld zł.

- Widać, że firmy tylko odkładają decyzję o inwestycjach, a nie całkiem z nich rezygnują. Dużą część pieniędzy leży bowiem na rachunkach bieżących. Gdyby nie chciały ich w najbliższym czasie wydać, inaczej by je ulokowały - zauważa Bratkowski.

Najbardziej wzrosły nakłady poniesione przez największe przedsiębiorstwa (zatrudnienie 1 tys. osób i więcej) - o 7,9 proc. Średnie (50-249 osób) zwiększyły inwestycje o 5,5 proc., a w firmach zatrudniających 250-999 os. nastąpił spadek o 2,5 proc. Wiceprezes GUS Halina Dmochowska wyjaśniała na konferencji prasowej, że inwestycje najczęściej pojawiały się tam, gdzie przez ostatnie dwa-trzy lata nie przeprowadzano żadnych nowych projektów. To m.in. górnictwo, budownictwo, transport, handel. Natomiast na mniej inwestycji pozwalały sobie firmy, które już dokonały jakichś inwestycji - przetwórstwo przemysłowe (w tym motoryzacja i produkcja żywności), firmy usługowe z sekcji "obsługa nieruchomości i firm".

- W przemyśle spożywczym inwestycje wymusiło nasze wejście do Unii Europejskiej. Firmy musiały ich dokonać, by spełnić wyższe normy unijne. W większości były to jednak nakłady zmieniające wyposażenie firmy, a nie zwiększające moce produkcyjne - komentuje Starczewska-Krzysztoszek, szefowa zespołu ekspertów w PKPP Lewiatan.

To wszystko informacje o inwestycjach w przynajmniej średnich firmach. Nie wiemy jeszcze, co działo się z inwestycjami firm mniejszych, samorządów, rządu i osób prywatnych, które są uwzględniane w PKB.

Zdaniem Marcina Mroza, głównego ekonomisty banku Société Générale, inwestycje w II kwartale wzrosną o 4 proc. - Widać, że idziemy do przodu, tylko że poprawa nie jest tak spektakularna, jak byśmy chcieli. Raczej nie ma co liczyć na boom konsumpcyjny czy inwestycyjny, ale załamanie też nam nie grozi - pociesza.

Dopóki jednak inwestycje nie zaczną dynamicznie rosnąć, nie uda nam się wyraźnie obniżyć bezrobocia. Ten wskaźnik spadł w lipcu do poziomu 17,9 proc., z 18 w czerwcu. Bezrobotnych było w lipcu 2 mln 809 tys., o 18,4 tys. mniej niż w czerwcu i o 233,5 tys. mniej niż rok wcześniej. - Miesięczny spadek to efekt niemal w całości sezonowy - komentuje Lars Christensen. Jego zdaniem trudna sytuacja na rynku pracy nie tworzy presji na wzrost płac, a tym samym na inflację.