Obniżki stóp nie zapewnią wzrostu gospodarczego

Rada Polityki Pieniężnej widzi, że wzrost gospodarczy osłabł. Z obawy, że to spowolnienie może się przedłużyć, obniżyła stopy procentowe - mówią zgodnie ekonomiści. Jak szybko gospodarka może "złapać oddech" po tym zabiegu? I czy istnieje lepsza kuracja niż obniżki stóp?
Pierwszy kwartał był dla naszej gospodarki bardzo kiepski. Zawiodły inwestycje, konsumpcja kulała, jedynie eksport wypadł przyzwoicie. W drugim kwartale wzrost PKB poprawi się niewiele - może wynieść 2,5-2,7 proc., a osiągnięcie planowanych 4 proc. w całym roku jest mało prawdopodobne. Rada postanowiła zadziałać zdecydowanie i obniżyła stopy o 0,5 pkt proc.

Ekonomiści nie mają jednak wątpliwości, że nie od razu poprawi to nasze wzrost PKB. - Oblicza się, że opóźnienie może wynieść od czterech do sześciu kwartałów - mówi Marcin Mróz, główny ekonomista banku Société Générale. Zaznacza przy tym, że głębokim cięciem można napompować popyt, jednak skończyłoby się to wysoką inflacją i wzrostem deficytu w bilansie obrotów bieżących. A to w dłuższej perspektywie szkodziłoby gospodarce.

Kredyt nie jest pożądany

Choć po obniżce stóp NBP spadnie oprocentowanie kredytów, to ekonomiści zastanawiają się, czy popyt na te kredyty istotnie się zwiększy. I odpowiadają zgodnie - raczej nie.

Główne powody to:

?  produkcja przemysłowa spowolniła, więc na razie moce wytwórcze mogą wystarczyć;

?  przedsiębiorcy w Polsce inwestują głównie w oparciu o własne pieniądze, a te wciąż leżą na kontach niewykorzystane;

?  tańszy kredyt można bez problemu zaciągnąć np. we frankach szwajcarskich.

Popyt na kredyt ogranicza też spora niepewność, jak będą się kształtowały stopy w przyszłości. - Dopiero przekonanie, że niskie stopy utrzymane zostaną dłużej, mogłoby zachęcić przedsiębiorców. Ale ta pewność przyjdzie dopiero po naszym wejściu do strefy euro - przewiduje Stanisław Gomułka, główny ekonomista Grupy PZU.

Odsapną eksporterzy?

Niższe stopy będą więc pobudzać popyt w bardzo ograniczonym stopniu. Mogą jednak powodować, że część inwestorów finansowych z zagranicy uzna, że nie opłaca się im już lokować pieniędzy w Polsce. Sprzedając złotówki, mogą osłabić kurs polskiej waluty, co poprawiłoby opłacalność naszego eksportu.

Na razie jednak efekt jest odwrotny. To dlatego, że zmiana nastawienia w polityce pieniężnej na łagodne została odczytana jako zapowiedź kolejnych obniżek. Taka perspektywa cieszy graczy - chcą kupić polskie obligacje, dopóki ich oprocentowanie (pośrednio zależy od stóp procentowych) jest wyższe. Wymieniają euro i dolary na złotówki, a nasza waluta się umacnia.

- Ten efekt będzie krótkotrwały. W dłuższej perspektywie inwestowanie w Polsce będzie jednak mniej się opłacało, co poprawi rentowność naszego eksportu - zapewnia Mróz. To właśnie eksport ma szanse pozostać głównym motorem naszego wzrostu gospodarczego.

Wszyscy ci, którzy w reakcji RPP upatrywali remedium na zadyszkę naszej gospodarki, mogą więc czuć się zawiedzeni. Ekonomiści podpowiadają jednak, co należy zrobić, by poprawić wzrost PKB. Jacek Kotłowski z BRE Banku wymienił: obniżenie podatków i kosztów pracy, co przedsiębiorców zachęci do zatrudniania i inwestowania i zwiększy pulę pieniędzy w portfelach ludzi. W ten sposób zmniejszy się bezrobocie, a wzrost gospodarczy przyspieszy.

Na razie jednak nie ma woli politycznej do szybkiego przeprowadzenia takich zmian.