Kwaśniewski u Wałesów na imieninach - relacja

W ogrodzie domu byłego prezydenta Lecha Wałęsy odbyło się przyjęcie imieninowe, na które przybyło kilkuset gości. Wśród nich prezydent Aleksander Kwaśniewski z małżonką oraz marszałkowie Sejmu i Senatu. Impreza imieninowa u Wałęsów odbywała się pod hasłem pojednania
W sobotę około godziny 19.00 do domu Wałęsów na ulicę Polanki w Gdańsku przyjechał prezydent Aleksander Kwaśniewski z małżonką. Prezydencka para była jednymi z ostatnich gości, którzy złożyli życzenia solenizantowi, byłemu prezydentowi Lechowi Wałęsie. Przyjazd Kwaśniewskich w towarzystwie marszałka Sejmu Włodzimierza Cimoszewicza został powitany oklaskami przez około setkę zgromadzonych na ulicy gdańszczan.

- Wyglądacie jak para młoda - zwrócił się prezydent Kwaśniewski do państwa Wałęsów. - Życzę Panu, aby to Pan zajmował się polityką, a nie polityka Panem - takie życzenia złożył Kwaśniewski Wałęsie. Zaraz potem wręczył mu prezenty. Zaczął od, jak stwierdził, osobistego, była nim butelka wina w wiklinowym koszu. - Zapewne Pan Prezydent spodziewał się białego wina, ale ja przewrotnie przyniosłem wino czerwone - powiedział prezydent Kwaśniewski. Oprócz tego Kwaśniewski podarował Wałęsie zdjęcie z Rzymu uwieczniające moment ich pojednania, na którym podają sobie ręce w towarzystwie Tadeusza Mazowieckiego. Wałęsa z Kwaśniewskim spotkali się w Rzymie podczas uroczystości pogrzebowych Jana Pawła II. Zaraz potem pary prezydenckie udały się wspólnie do stolika na specjalnie przygotowanym tarasie, gdzie usiedli w towarzystwie marszałka Sejmu Włodzimierza Cimoszewicza i marszałka Senatu Longina Pastusiaka.

Przyjęcie imieninowe Danuta i Lech Wałęsowie rozpoczęli około godziny 16.00. Oficjalnie zaproszenia zostały rozesłane na 17.00. Do ogrodu ich prywatnego domu przy ulicy Polanki w Gdańsku zaproszonych było aż 850 gości na czele z prezydencką parą Jolantą i Aleksandrem Kwaśniewskim.

Pierwszymi gośćmi, którzy przybyli na przyjęcie byli gdańszczanie m.in. Donald Tusk, Marian Krzaklewski i delegacja Solidarności z Januszem Śniadkiem. Donald Tusk wręczył Lechowi Wałęsie egzemplarz swej książki, która dziś ukazała się w księgarniach, z odręczną dedykacją: "Z nadzieją, że - tak jak kiedyś - dzięki Panu Polacy staną się znów jednomyślni i solidarni". Tusk przyniósł także kwiaty dla pani Danuty Wałęsy, za co został zganiony przez byłego prezydenta uwagą, że zawsze łamie przepisy.

Państwo Wałęsowie nie chcieli przyjmować kwiatów na przyjęciu. Poproszono także gości, by nie przywozili prezentów, a w zamian wrzucali pieniądze do specjalnie ustawionej w ogrodzie skarbonki. Na skarbonce była tabliczka " Pomoc na akcję letnią dla najuboższych dzieci województwa pomorskiego". Goście hojnie wrzucali pieniądze do skarbonki, przeważnie banknoty stu i dwustuzłotowe. Nie zastosowali się jednak do zaleceń Wałęsów i większości przynosili także prezenty, tak jak prezydent Kwaśniewski.

Jako pierwszy z "warszawskich" gości przybył Jan Lityński, bardzo serdecznie powitany przez Lecha Wałęsę. Punktualnie o 17.00 pojawił się ksiądz prałat Henryk Jankowski, którego obecność do ostatniej chwili stała pod znakiem zapytania ze względu na zły stan zdrowia. Zapytany, czego życzył Wałęsie. prałat odpowiedział, że tylko zdrowia, bo sam cierpi.

Głównym tematem poruszanym przez spacerujących po pięknie utrzymanym - około hektarowym - ogrodzie, jest kwestia symbolicznego pojednania, która przyświecała całej tegorocznej imprezie. Prałat Jankowski powiedział, że jest za pojednaniem. - Jest to słuszna, ale trudna inicjatywa. Pojednanie to jest wielkie słowo - powiedział ksiądz Jankowski. Donald Tusk zaznaczył, że idea pojednania nie wszystkim się podoba, ale świadczy o odwadze Lecha Wałęsy. Zapytany, czy nie przeszkadza mu wspólne przyjęcie z jego konkurentem na urząd prezydenta Markiem Borowskim, Tusk powiedział: "Byłbym skończonym gburem, gdybym opiniował gości na przyjęciu, na którym sam jestem gościem".

Oporów przed komentowaniem listy gości nie miał natomiast Marian Karzaklewski, który powiedział: " Ten zestaw gości to takie polityczne pepperoni. Nie jestem pewien, czy jest dobre". Przewodniczący Solidarności Janusz Śniadek spytany przez dziennikarzy, co sądzi o pojednaniu odpowiedział: "Fajna pogoda".

Z przedstawicieli lewicy jako pierwszy przybył Marek Borowski. Zapytany, czy tę wizytę traktuje jako element kampanii wyborczej, Borowski powiedział, że zdjęcie z Lechem Wałęsą zawsze było dobre i wielu pomogło. - Dementuję jednak plotki, że lewica jest w defensywie. Ja właśnie przechodzę do ofensywy - dodał Borowski.

Na przyjęci było bardzo wielu dziennikarzy. W sumie wydano 200 akredytacji, na sąsiedniej posesji stały wozy transmisyjne TVP i komercyjnych telewizji. Na ulicy przed domem zebrał się spory tłumek gapiów, którzy zaglądali przez płot i podrygiwali w rytm biesiadnych przebojów granych przez zespół w ogrodzie.

Stoły uginały się od sałatek i zimnych przekąsek. Z potraw na ciepło można było zjeść pieczone w całości prosiaki, indyki, a także strusia.

Największą popularnością cieszyły się świeżo wędzone ryby ze specjalnie ustawionych na skraju ogrodu pieców do wędzenia. Goście, choć nie było nikogo wyraźnie pijanego, nie wylewali za kołnierz. Opróżnili sporo butelek wódki. Powodzeniem cieszyło się wino "Prałat", firmowane przez księdza Jankowskiego,

Po 18.00, nie licząc Kwaśniewskich, przestali już przybywać goście. Pierwsi zaczęli już nawet wychodzić, m. in. Donald Tusk. Wśród gości było sporo lokalnych polityków i biznesmenów. Przybyli prezydenci Gdańska, Gdyni i Sopotu, prezes Rafinerii Gdańskiej, restauratorzy - Ryszard Kokoszka i Andrzej Szydłowski - którzy zapewnili imieninowy catering.

Wśród gości znalazło się także kilku kolegów Lecha Wałęsy jeszcze ze stoczni. Pośród nich Jerzy Borowczak - dyrektor fundacji Centrum Solidarności - i Ludwig Prądzyński, który nadal jest robotnikiem w stoczni. To oni we czwórkę wraz z Bogdanem Felskim wywołali strajk w Stoczni Gdańskiej. Wzruszającym momentem było złożenie życzeń Wałęsie przez ówczesnego dyrektora stoczni Klemensa Gniecha, który zwrócił się do byłego prezydenta tymi samymi słowami, którymi Wałęsa zwrócił się do niego przed ćwierćwieczem podczas strajku: "Czy mnie Pan poznaje?" Gniech zaraz po wybuchu strajku w stoczni został zwolniony i wyjechał z kraju. Mieszka na stałe w Niemczech, pierwszy raz przyjechał na imieniny Wałęsy.

Lech Wałęsa przez cały wieczór tryskał dobrym humorem, ubrany był w szary garnitur w prążki, a w klapie miał nowy znaczek specjalnie przygotowany na 25-lecie Solidarności. Były prezydent pierwszy raz przypiął ten znaczek do marynarki.

Około godziny 21.00 na przyjęcie wwieziono "tort pojednania". Była biesiadna atmosfera, goście śpiewali...a jakże "Na zielonej Ukrainie". Prezydent Kwaśniewski, który miał zostać jedynie godzinę, znacznie przedłużył swą wizytę.