Menedżerowie Sonery skazani za inwigilację

Byłego prezesa największego fińskiego operatora telekomunikacyjnego Sonera (obecnie TeliaSonera) zgubiła nieokiełznana ciekawość. Sąd skazał go na sześć miesięcy więzienia w zawieszeniu za inwigilację pracowników
Skazany w piątek były prezes Sonery Kaj-Erik Relander szpiegował pracowników, aby znaleźć źródło przecieków informacji z firmy do helsińskiego dziennika "Sanomat". Polecił przejrzeć pocztę elektroniczną podejrzanych oraz sprawdzić, z kim w firmie i kiedy rozmawiali przez telefon dziennikarze.

Należąca do państwa Sonera przechodziła wówczas trudny okres. Dyskutowano na temat wyboru partnera strategicznego (ostatecznie firma połączyła się ze szwedzką Telią), zaś na zarządzie media nie pozostawiały suchej nitki za utratę 3,7 mld dolarów wydanych na zakup licencji na telefonię trzeciej generacji w zachodniej Europie, np. w Niemczech. Sonera nie była w stanie uruchomić nowych sieci komórkowych.

Oprócz Relandera ukarano także sześciu innych pracowników, np. szef ochrony wewnętrznej Sonery Juha Mettinen dostał dziesięć miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu. Wszystkim zarzucono pogwałcenie obywatelskiego prawa do prywatności w latach 1997-2001. Monitorowali nie tylko rozmowy pracowników, ale i ówczesnego premiera Paavo Lipponena oraz jego kierowcę. W Finlandii prawo do zakładania podsłuchów mają tylko wyznaczone organa po uzyskaniu nakazu sądu.

Inwigilowanie pracowników przez szefów firm może się okazać bronią obosieczną. Przekonał się o tym niedawno były prezes amerykańskiego koncernu Boeing, 68-letni Harry Stonecipher. Musiał zrezygnować ze stanowiska, kiedy w ręce rady nadzorczej wpadły maile, w których czynił miłosne wyznania swojej kochance, jego podwładnej.