Afera FOZZ. Eksperyment służb

FOZZ nie był zamieszany w żadne gry czy zabawy polityczne. Nie finansował partii, a partie nie decydowały o tym, co robił FOZZ - mówił wczoraj na zakończenie mowy końcowej Grzegorz Żemek, główny oskarżony w aferze.
Żemek (dla którego prokuratura żąda 12 lat więzienia i 720 tys. zł grzywny) poprosił sąd o uniewinnienie "w związku z brakiem wystarczających dowodów" albo dlatego, że operacje funduszu, na których - zdaniem oskarżenia - państwo straciło w latach 1989-90 dziesiątki milionów dolarów, to był eksperyment ekonomiczny. Uważa też, że część zarzutów wobec niego się przedawniła.

Teza o Żemku "eksperymentatorze" pojawiła się już w głosach jego adwokatów, a oskarżony wracał do tego w czterodniowym wystąpieniu kończącym proces. - Moja działalność jako dyrektora FOZZ była zgodna z zadaniami wyznaczonymi przez władze i służby specjalne. Polegała na wdrażaniu nowatorskich rozwiązań ekonomicznych w dobie transformacji ustrojowej - mówił wczoraj. O tym, kto i jakie konkretnie wydawał mu polecenia, nie powiedział. Chyba że za zamkniętymi drzwiami, bo na 20 minut sąd na wniosek Żemka utajnił rozprawę.

W części jawnej ogólnie powoływał się na swoje konsultacje u przełożonych z wojskowych służb specjalnych (których był współpracownikiem) i z Ministerstwem Finansów, "czyli służbami cywilnymi", jak mówił. Jego zdaniem niekorzystny dla FOZZ raport NIK z 1991 r. był wynikiem porozumienia, w którym także uczestniczyły służby. - To był początek afery. Usiłowano dzięki temu obalić rząd Balcerowicza, co zresztą się udało - mówił Żemek.

W poniedziałek replika prokuratury.