Doradca Gierka zmniejsza bezrobocie

Postawmy na budownictwo mieszkaniowe, które ożywi też inne dziedziny gospodarki. Prof. Paweł Bożyk, niegdyś główny doradca Edwarda Gierka, ma pomysł, skąd wziąć na to pieniądze
Przedstawił go Polskiej Izbie Przemysłowo-Handlowej. Bożyk, który dziś jest rektorem Wyższej Szkoły Ekonomiczno-Informatycznej oraz szefem Ruchu Odrodzenia Gospodarczego noszącego imię I sekretarza PZPR, uważa, że w Polsce musi powstawać rocznie 300 tys. nowych mieszkań. Wtedy sytuacja na rynku pracy wyraźnie się poprawi.

Tymczasem - jak podał GUS - w zeszłym roku powstało ich tylko 108 tys., głównie domów jednorodzinnych i mieszkań budowanych przez firmy deweloperskie. Zdaniem prof. Bożyka to wynik, który obrazuje poziom zamożności społeczeństwa. Potrzebny jest więc duży zastrzyk pieniędzy - 2-3 mld dolarów! - na budownictwo niekomercyjne, czyli np. socjalne i czynszowe. Skąd wziąć te pieniądze?

- Minister finansów powie, że ich nie ma. Ale ja widzę źródła finansowania - mówił Bożyk. Jego zdaniem, jednym z nich jest UE i jej fundusze na budowę infrastruktury. Ponadto - jak przekonywał - można by "zwiększyć inflację o 1,5 do 2 punktów procentowych". Profesor zastrzegł, że nie bierze pod uwagę "najbardziej prymitywnego sposobu", czyli dodrukowania pieniędzy. W grę wchodzi raczej sięgnięcie do rezerw walutowych NBP lub pożyczka. - Tylko na kilka lat. Tu chodzi o rozrusznik - uspokajał.

Prof. Bożyk zastrzegł również, że z taką chirurgiczną operacją trzeba poczekać, aż inflacja spadnie do poziomu 1-1,5 proc., bo przekroczenie 5 proc. byłoby groźne dla gospodarki. - PiS dopuszcza taki scenariusz - stwierdził.

- Pierwsze słyszę. Z tego co wiem, nikt z władz PiS nie konsultował się z panem Bożykiem - mówi Jerzy Polaczek, przewodniczący podkomisji sejmowej ds. budownictwa i jeden z głównych kandydatów PiS na ministra infrastruktury.

- Ja z żadną partią na ten temat nie rozmawiałem - wycofuje się Bożyk, który zapewnia, że nie jest ich doradcą. - Kiedyś "Newsweek" napisał, że doradzam Samoobronie, ale to nieprawda - dodaje. Bożyk wyjaśnia, że wspominając PiS, tak naprawdę miał na myśli partie prawicowe, także LPR, bo dotychczas tylko one deklarowały, że postawią na ożywienie budownictwa mieszkaniowego. Np. PiS ogłosił pod koniec zeszłego roku program "Rodzina na swoim", który zakłada wybudowanie 3 mln mieszkań w ciągu ośmiu lat. Daje to średnią 375 tys. mieszkań na rok!

To wynik lepszy od tego, którym mógł się pochwalić Bożyk, kiedy był szefem doradców Edwarda Gierka. W latach 70. budowano w Polsce grubo ponad 200 tys. mieszkań rocznie, a w rekordowym 1978 r. powstało ich 283 tys. PZPR nie żałowała na nie pieniędzy nawet wówczas, kiedy jej strategia gospodarcza runęła z głośnym hukiem. Lata 80. wielu Polaków kojarzy dziś głównie z niedoborem podstawowych artykułów (z tych czasów pochodzi np. dowcip o kliencie, który po wejściu do sklepu mięsnego zapytał: - Co mogę dziś kupić? - To co pan widzi - odpowiedziała ekspedientka. - To poproszę pół kilo orła - odrzekł ów klient). A przecież oddawano wówczas do użytku niemal 200 tys. mieszkań rocznie.

"Zagadnienia mieszkaniowe są zbyt ważne, aby pozostawić rozwiązanie problemów budownictwa mieszkaniowego samemu rynkowi" - czytamy w programie partii braci Kaczyńskich. Jeśli po wyborach dojdzie ona do władzy i zechce realizować swój program, stanie przed problemem, skąd wziąć pieniądze na ten cel. A wydatki byłyby niemałe, bo PiS chce m.in., aby budżet był poręczycielem kredytów mieszkaniowych dla rodzin o "przeciętnych i niskich dochodach" i pomagał im w ich spłacie ("koszt zapłaty odsetek od kredytu obciążający rodzinę nie powinien przekroczyć 3 proc. wartości kredytu rocznie"). Z programu dowiadujemy się na razie tylko tyle, że "źródłem sfinansowania dodatkowych wydatków budżetu będą przesunięcia w strukturze wydatków budżetowych oraz dodatkowe wpływy podatkowe związane z ożywieniem w budownictwie oraz gałęziach pokrewnych".

Ekspert Polskiej Izby Przemysłowo-Handlowej prof. Zofia Bolkowska przyznaje, że każda osoba zatrudniona w budownictwie mieszkaniowym tworzy miejsca pracy dla kilku w innych branżach, np. wyposażenia mieszkań, sprzętu AGD i RTV. Nie wyobraża sobie jednak wsparcia budownictwa mieszkaniowego prowadzącego do wzrostu inflacji, co proponuje prof. Bożyk. Zdaniem Bolkowskiej o wiele lepszym rozwiązaniem byłoby przywrócenie podatkowej ulgi budowlanej, np. na pierwsze mieszkanie [jak na razie kierunek jest inny - rząd SLD-UP skasował większość przywilejów podatkowych dla osób budujących domy i mieszkania; z tego właśnie powodu padł system oszczędzania w kasach mieszkaniowych - red.].

O wiele ostrzej pomysł Bożyka krytykuje Bohdan Wyżnikiewicz, wiceprezes Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową i członek Ekonomicznej Rady Czterech "Gazety Wyborczej". - Inflacja to nie zabawka, to bomba zegarowa - komentuje Wyżnikiewicz - zwiększanie poziomu inflacji jest więc pomysłem nieodpowiedzialnym, na pograniczu sabotażu gospodarczego - dodaje.

Zdaniem tego ekonomisty dzięki niskiej inflacji kredyty mieszkaniowe stają się coraz bardziej dostępne. Wyżnikiewicz uważa, że dobrym pomysłem byłoby uruchomienie kas oszczędnościowo-budowlanych wzorowanych na niemieckich (w latach 90. kolejne rządy zablokowały ich powstanie, ale wtedy była wysoka inflacja). Ponadto należy zlikwidować nadmierną ochronę lokatorów, np. przed eksmisją za niepłacenie czynszu. Sprawia ona, że w Polsce nie opłaca się budować mieszkań na wynajem ze względu na zbyt wysokie ryzyko.

Dodajmy, że w czasie kampanii wyborczych politycy często obiecują przełom w budownictwie mieszkaniowym. Cztery lata temu tego typu hasła pomogły SLD i UP. W styczniu 2002 r. rząd przyjął nawet program gospodarczy "Przedsiębiorczość, rozwój, praca", w którym budownictwo (mieszkania i autostrady) miało być kołem zamachowym gospodarki. Ówczesny wicepremier i minister infrastruktury Marek Pol mówił, że ambicją rządu jest, by od 2004 r. powstawało 140 tys. nowych mieszkań rocznie. Zdaniem ekspertów w najbliższych latach na taki wynik raczej nie mamy co liczyć. Barierą jest m.in. brak planów zagospodarowania przestrzennego. Reas Konsulting prognozuje, że dopiero po 2010 r. liczba mieszkań oddawanych do użytku w naszym kraju przekroczy pułap 160-180 tys. rocznie.