W Polsce brakuje drewna

Ścinać więcej lasów czy nie? Przedsiębiorcy mówią ścinać to zatrudnimy więcej ludzi i zainwestujemy sporo pieniędzy. Lasy Państwowe mówią twardo nie. Ceny drewna idą zaś w górę
Jeśli Lasy Państwowe nie zwiększą nam limitów na drewno, nie wybudujemy w Polsce fabryki za 100 mln euro - ostrzega Paweł Wyrzykowski, prezes spółki Pfleiderer Grajewo, giganta na rynku płyt wiórowych.

Inwestycje w lesie

Koncern chce negocjować z Lasami Państwowymi - monopolistą dostaw na rynku - do końca marca. Jeśli nie uda mu się osiągnąć porozumienia, postawi fabrykę za granicą, np. w Rosji bądź na Słowacji.

Kłopoty Grajewa to czubek góry lodowej. Na brak drewna od roku skarżą się tartaki, producenci mebli (m.in. Ikea), płyt wiórowych, palet oraz papieru. Niektórym zakładom grożą wręcz przerwy w produkcji. Cena metra sześciennego idzie zaś nieustannie w górę, przez ostatnie 12 miesięcy o 10, a nawet 20 proc.

Wyroby z drewna to obok branży samochodowej filar naszej gospodarki. Tylko producenci mebli wyeksportowali w zeszłym roku towaru za 3,5 mld dol. Szacują, że w ciągu kilku lat mogą ten wynik potroić, jeśli będzie surowiec.

- Lasy Państwowe tamują rozwój przedsiębiorstw - oburza się Wyrzykowski. - Żadna ze znanych mi fabryk nie powiększa mocy przerobowych, chociaż by mogły - dodaje.

Rośnie konkurencja

Lasy Państwowe przez ostatnie dwa lata cięły ok. 26 mln m sześc. rocznie. Przemysł drzewny potrzebuje co najmniej 2-4 mln więcej. Zwłaszcza że w wyścigu po materiał przybył mu ostatnio nowy konkurent - zakłady energetyczne. Zgodnie z unijnymi ustaleniami za pięć lat 7,5 proc. energii w Polsce ma pochodzić z tzw. źródeł odnawialnych, czyli z wiatru, wody bądź biomasy.

- Jednak mało komu chce się stawiać drogie wiatraki - twierdzi Bogdan Czemko z Polskiej Izby Gospodarczej Przemysłu Drzewnego.

Elektrownie wolą spalać drewno. W tym celu zbroją się w supernowoczesne urządzenia do wytwarzania energii z biomasy. Pod koniec października taką instalację uruchomił np. Połaniec - piąty co do wielkości zakład energetyczny w kraju. Dzięki niej może przerobić 0,5 mln sześc. drewna rocznie (podpisał na razie kontrakt z Lasami Państwowymi na 280 tys. m kw). Do podobnej inwestycji przymierza się też elektrownia Dolna Odra.

W piecach zdaniem branży meblarskiej niedługo będzie ginąć ok. 5 proc. wyrębu. Nie podoba się to ekologom ani samym leśnikom. - W większości krajów Europy Zachodniej odchodzi się od pozyskiwania energii odnawialnej tą metodą - twierdzą. Parametry energetyczne drewna są niskie. Poza tym przy takim zapotrzebowaniu na drewno to marnotrawstwo.

Drewna nie ma i nie będzie

Zdaniem przemysłu drzewnego rozwiązaniem drewnianego problemu byłoby zwiększenie wyrębu. Argumentują, że w krajach skandynawskich pod topór idzie ok. 85 proc. przyrostu (liczba drewna, o jaką co roku powiększają się zasoby leśne).

Na to nie chcą się zgodzić Lasy Państwowe, twierdząc, że byłaby to rabunkowa gospodarka.

- Europejskim standardem jest wycinanie ok. 60 proc. przyrostu - mówi Waldemar Tomkiewicz, rzecznik Lasów Państwowych. - My od 20 lat tniemy właśnie ok. 50-60 proc.

Prywatnie leśnicy są bardzo rozżaleni sytuacją, twierdząc, że zbierają niezasłużone cięgi ze wszystkich stron.

Co dalej

- Drewna będzie w najbliższym czasie brakować, i to bardzo mocno - prognozuje Czemko.

Lasy Państwowe w przyszłym roku dostarczą tylko 27,5 mln m sześc. W poprzednich latach leśnicy różnicę między popytem a podażą regulowali, rzucając na rynek swoje zapasy - w sumie 2,8 mln m sześc. Te czasy się jednak skończyły, bo zapasów już nie ma. Problemu braku drewna nie załatwi też import, np. ze Słowacji. Ten ze względu na wysokie ceny transportu opłaca się tylko przy dużych ilościach drewna. Nie skorzystają więc z niego mniejsi producenci (w sumie 90 proc. branży), których nie stać na wynajęcie całego pociągu, by przetransportować towar.

Drobni wytwórcy nadzieje wiążą tylko z wichurami, które ostatnio przeszły nad południową Polską w listopadzie i powaliły 1 mln m sześc. drewna.

Czy uda się je zebrać przed wiosną, zanim dobiorą się do niego korniki? Lasy Państwowe twierdzą, że tak.