Gmyrek: zaufany człowiek Wróbla, zaufany człowiek Balazsa

Wszyscy nasi rozmówcy dziwili się niebywałej karierze, jaką zrobił nieznany nikomu weterynarz
Robert Gmyrek, z zawodu lekarz weterynarii, nie ma bezpośrednich powiązań z żadną partią. Bez powodzenia startował w 1997 r. do Sejmu z listy Unii Wolności, ale nigdy nie był jej członkiem. Niemniej w 1999 r. za czasów ministra rolnictwa Jacka Janiszewskiego został wiceszefem służb weterynaryjnych. Rok później, już za Artura Balazsa, został wiceministrem rolnictwa nadzorującym sprawy weterynarii. Przeskoczył więc swego szefa.

Ponownie zaskoczył wszystkich, gdy po wyborczym zwycięstwie SLD i zmianie rządu zamiast - jak cała stara ekipa - pójść w odstawkę, wszedł do najpotężniejszej spółki paliwowej. Został w Orlenie dyrektorem biura ds. biopaliw, ubiegając Andrzeja Śmietankę, doradcę prezydenta, a do tego znanego ludowca. A przecież PSL właśnie współrządziło z SLD.

Gmyrek i Wróbel

W Orlenie Robert Gmyrek pełnił kilka ról: dyrektora biura ds. biopaliw, zastępcy dyrektora ds. rozwoju spółki, członka rady fundacji Dar serca... Jak opowiada pracownik firmy, był też zaufanym prezesa Wróbla, jego łącznikiem ze wszystkimi działami. Zwracało uwagę, że to do niego przychodziło najwięcej ludzi z miasta.

Wróbel ściągnął Gmyrka dwa miesiące po objęciu fotela prezesa Orlenu. Mogli poznać się wcześniej, gdy Wróbel był szefem Pepsico na Europę Wschodnią. Pepsico postanowiła zbudować w Polsce zakład produkcji chipsów. Ale z krajowych ziemniaków nie da się zrobić chipsów, bo choć jesteśmy ziemniaczaną potęgą, to aż 30 proc. naszych kartofli gnije w czasie przechowywania (bardziej nadają się na paszę dla świń).

Do wyrobu chipsów potrzebna jest nieuprawiana u nas odmiana. Można ją oczywiście sprowadzić, ale na wydanie zgody na taką uprawę przez inspekcję nasienną czeka się latami - sadzeniaki trzeba bowiem testować na poletkach Instytutu Hodowli i Klimatyzacji Roślin, czy razem z nimi nie przyszły jakieś choroby i szkodniki.

Czeka się latami, ale nie tym razem. Długotrwałe badanie nowej odmiany ziemniaków okazało się tym razem niekonieczne.

Nie wiemy, jak doszło do takiego przyspieszenia procedury.

Gmyrek i Balazs

Robert Gmyrek to zaufany człowiek także Artura Balazsa, od lat szefa SKL, polityka znanego z dobrych kontaktów ze wszystkimi: i z PO, i z prezydentem, i z PSL-em...

- To Balazs zrobił go wiceministrem i to Balazs chciał, by był w Orlenie - mówi Andrzej Śmietanko z PSL, były szef holdingu biopaliwowego Aleksandra Gudzowatego.

Dlaczego? Bo biopaliwa to wielkie pieniądze i dobrze mieć nad tym kontrolę, dopilnować z kim Orlen podpisze umowę na dostawy spirytusu do benzyny.

Według Śmietanki wystarczyłoby wybudować jedną wielką fabrykę, która by sama wszystko przerabiała, zgarniając cały miód. Kolejna okazja do zarobienia dużych pieniędzy przez pośrednika.

Z naszych informacji wynika, że tym pośrednikiem mogłaby być firma Zbigniewa Komorowskiego, posła PSL. Koncepcję wspierają dwaj wpływowi ludzie - Robert Gmyrek i Artur Balazs. Komorowski założył już spółkę do produkcji dodatku spirytusowego do paliw i wybrał teren. Z budową czeka na podpisanie umowy gwarantującej mu zbyt do Orlenu.

W Orlenie nie ma już praktycznie ekipy Zbigniewa Wróbla - po odwołaniu go systematycznie zwalniano jego ludzi.

Ale Robert Gmyrek wciąż tam jest.