Policja prosi o donosy

Policja w Opolu zachęca mieszkańców, aby jak najczęściej donosili na kierowców łamiących przepisy. Jeśli pomysł chwyci, apele o donosy pojawią się w Warszawie
Gliniarze w Opolu pomocy postanowili poszukać u zwykłych obywateli. - To nie jest żaden powrót do ORMO. Na Zachodzie policjant, zatrzymując pirata drogowego, podkreśla, że informację o jego wyczynach dostał od innych kierowców - tłumaczy Michał Otrębski, opolski komendant wojewódzki.

Funkcjonariusze chcą wytropić nie tylko pijanych za kółkiem, ale i młodych lubiących szybką jazdę czy szarżujących po osiedlowych uliczkach. Zachęcają mieszkańców, aby jak najczęściej dzwonili z takimi informacjami, a nawet wysyłali zdjęcia i filmy wideo z zarejestrowanymi wyczynami drogowych piratów. - Przecież powszechne stały się telefony komórkowe z aparatem fotograficznym, wiele osób ma przy sobie także cyfrowe aparaty. Zdjęcie przesłane mailem może być podstawą do wszczęcia postępowania - mówi Jacek Zamorowski, szef opolskiej drogówki.

Opolski pomysł spodobał się drogówce w Warszawie. - Przecież to nie jest donosicielstwo. Bardzo bym chciałb, aby ludzie częściej informowali nas o szaleńcach za kierownicą - mówi Mirosław Maksimiuk, zastępca naczelnika warszawskiej policji drogowej.

Dlaczego? Bo żeby ukarać pirata, potrzeba zeznań świadków. Kodeks drogowy nie wspomina nic o "niebezpiecznej jeździe", za która można by karać. - Dlatego ważne są zeznania świadka. To on może powiedzieć, że pirat wyprzedzał na trzeciego, zajechał drogę czy przekroczył prędkość. Bez jego zeznań mamy związane ręce, nawet gdy dysponujemy zdjęciami czy filmem wideo - mówi wiceszef stołecznej drogówki.

Gdy policja ma takie dowody, sprawa trafia do sądu. Zdaniem Maksimiuka właśnie z powodu całej tej procedury - przesłuchania, rozprawy - ludzie nie chcą dzwonić na policję. - Chcieliby zgłosić sprawę i mieć święty spokój. Ale tak się nie da - mówi.

Czy więc apele o "donosicielstwo" okażą się skuteczne?