LPR: nie chcemy urzędu ds. feministek

Lewica za, prawica i centrum przeciw - tak rozkładały się głosy podczas wczorajszej sejmowej debaty nad projektem ustawy o równym statusie kobiet i mężczyzn
Określa ona, co powinno robić państwo, aby równy status był przestrzegany. Powołuje odpowiedni urząd i jego oddziały terenowe. Zobowiązuje rząd do przeznaczenia na ich działanie "niezbędnych środków". A "władze publiczne" do "dążenia do zrównoważonego udziału przedstawicieli każdej płci w organach przez nie powołanych".

- Po co uchwalać nową ustawę i tworzyć nową biurokrację, skoro równouprawnienie płci zapewnia konstytucja, kodeks rodzinny oraz kodeks pracy. I jest już rzecznik praw obywatelskich - przekonywali przeciwnicy ustawy, np. Krystyna Grabicka z Ruchu Katolicko-Narodowego. Posłowie LPR i Porozumienia Polskiego sugerowali zaś, że urząd stanie się narzędziem propagowania za państwowe pieniądze idei feministycznych.

Na mównicę weszła Magdalena Środa, obecny pełnomocnik rządu ds. równego statusu kobiet i mężczyzn. - Jest poczucie zagrożenia, że jeśli tradycyjne role ulegną zmianie, to zapanuje chaos - zaczęła. - Ale te zmiany i tak zachodzą. Myśl, że o godz. 19 [właśnie ta godzina się zbliżała - red.] kobieta nie przygotowuje kolacji, tylko przemawia w Sejmie, nie mieściłaby się w XIX-wiecznych głowach.

Broniła idei parytetów: - Kobiety nie uczestniczyły w tworzeniu demokracji. Nie nauczyły się więc solidarności, którą opanowali mężczyźni. Tak jak niepełnosprawnym potrzebne są im różnego rodzaju wsporniki (np. parytet). Kobieta jest inna niż mężczyzna. I on nie może jej dobrze reprezentować. Tak jak posła LPR nie może zastąpić poseł SLD.

Środa odpierała też argumenty, że "instrumenty już są": - Bita kobieta musi mieć do kogo się zwrócić. Sama konstytucja jej nie obroni.

Wystąpienia kolejnych mówców przerywały docinki adwersarzy. Środa próbowała łagodzić. - Chętnie wysłucham pana posła - zwróciła się do przeszkadzającego jej Roberta Strąka z LPR. - A ja nie - dorzuciła natychmiast swoje pięć groszy Joanna Senyszyn z SLD. Ale były i żarty. Gdy poseł Antoni Stryjewski z RKN przedłużył wystąpienie, wicemarszałek Kazimierz Ujazdowski (PiS) apelował o "męską dyscyplinę". Gdy Senyszyn starła się z Grabicką - o "kobiecą solidarność".

Głosowanie w piątek.