- Ta informacja spadła na nas jak grom z jasnego nieba. Wierzyć się nie chce. W momencie gdy polska nauka zaczyna powoli dźwigać się z kryzysu, rząd wysyła w świat sygnał, że nie traktuje jej poważnie. Mam nadzieję, że uda się jeszcze naprawić ten błąd - mówi prof. Andrzej Legocki, prezes Polskiej Akademii Nauk.
Czasu na interwencję jest mało. W czwartek rząd ma ostatecznie przyklepać projekt budżetu na rok 2005 (potem trafi on do konsultacji w Komisji Trójstronnej, a następnie do parlamentu). Dlatego prezes Legocki zwołał w trybie nagłym spotkanie dyrektorów wszystkich placówek PAN. - Chciałem im jak najszybciej przekazać złe wieści, bo to oni musieliby wypić to nawarzone nie przez siebie piwo - wyjaśnia.
Podczas spotkania, które odbyło się w ubiegłym tygodniu w Pałacu Staszica w Warszawie, atmosfera była gorąca. Choć to były jeszcze wakacje, przyjechali wszyscy. W kuluarach nawoływano nawet do otwartego buntu, konfliktu z rządem - na wzór francuskich naukowców, którzy wiosną tego roku zastrajkowali, wyszli na ulicę, a wielu złożyło dymisje w proteście przeciwko planowanym cięciom w wydatkach na naukę.
- Zgłoszono podobny pomysł, by w proteście wszyscy dyrektorowie instytutów PAN podali się do dymisji. Była również propozycja zorganizowania demonstracji - mówi prof. Włodzimierz Zagórski-Ostoja, dyrektor Instytutu Biochemii i Biofizyki PAN.
Ale przeważyła opcja umiarkowana. Uznano, że na razie naukowcy będą próbowali przekonywać polityków za pomocą słów, a nie czynów. - Jestem przeciwnikiem radykalnych form protestu. Wierzę w racjonalne argumenty. Inaczej musiałbym przyjąć do wiadomości fakt, że żyję w kraju, który nie potrzebuje nauki - mówi Legocki. Z jego inicjatywy przygotowano petycję (pełen tekst obok). - We wtorek wręczymy ją premierowi - mówi prezes PAN.
Na spotkanie "ostatniej szansy" z premierem oprócz prezesa PAN wybierają się rektorzy Uniwersytetu Warszawskiego i Jagiellońskiego prof. Piotr Węgleński i prof. Franciszek Ziejka. - Do kosza mogą trafić plany nowych ambitnych programów badawczych, nie zatrudnimy też nowych ludzi. Niesłychane, że w momencie, gdy cała Europa zwiększa wydatki na naukę, traktując je jak doskonałą inwestycję, nasz rząd tnie je do głodowego poziomu - mówi nam prof. Węgleński.
I on jednak nie jest zwolennikiem radykalnych czynów. - Nawet gdyby wszyscy rektorzy popełnili harakiri, pieniędzy na naukę od tego nie przybędzie. Teraz jest czas na rozmowy i konsultacje. Polska nauka ma się ostatnio czym pochwalić i chcemy uświadomić politykom, że warta jest znacznie większych pieniędzy niż te nędzne fundusze, które jej się oferuje - mówi.
W poniedziałek prezes PAN i rektor UW organizują konferencję prasową, na której chcą przedstawić z jednej strony największe osiągnięcia polskiej nauki w ostatnich latach, a z drugiej - rozmiary katastrofy, która jej grozi po obcięciu funduszy. Jaki może być ów czarny scenariusz?
- Całkowity krach - uważa prof. Janusz Lipkowski, wiceprezes PAN. Przewiduje on co najmniej 10-proc. redukcję zatrudnienia w placówkach PAN, a może też zamknięcie całych instytutów - i to nie tylko najsłabszych, które i tak idą do likwidacji, ale również tych, które po dofinansowaniu i zreformowaniu wychodzą na prostą.
- Wstrzymane zostaną nabory na studia doktoranckie, nie będziemy zatrudniali nowych badaczy. To dramat, bo oni wyemigrują. I zostaną w innych krajach przyjęci z otwartymi rękami - mówi Lipkowski. Przywołuje przykład Korei Południowej, w której za kilkanaście lat wydatki na naukę mają stanowić 7 proc. PKB. - A my chcemy zmniejszyć udział nauki w PKB z marnych 0,33 proc. do jeszcze marniejszych 0,27 proc. - zauważa.
Prof. Zagórski-Ostoja ocenia, że skala zwolnień może sięgnąć nawet jednej piątej kadry niektórych placówek. - Cięcia nastąpią wśród młodych pracowników, bo to jest najłatwiejsze. Z moich szacunków wynika, że będę się musiał rozstać się z 50 doktorantami, bo na ich utrzymanie zabraknie pieniędzy - mówi. Nie wyklucza, że jeśli obecne łagodne metody protestu nie pomogą, część naukowców może podjąć bardziej radykalne kroki. Podobnie uważa prof. Lipkowski: - Jeśli propozycja rządu się nie zmieni, to pewnie dojdzie do eskalacji protestów.
W środowisku krąży propozycja, by równocześnie podali się do dymisji wszyscy dyrektorzy instytutów PAN oraz uczeni pełniący rozmaite funkcje na uczelniach państwowych - od rektora po kierownika zakładu. - Słyszałem o różnych pomysłach, ale ich nie pochwalam - komentuje prezes Legocki. Po chwili dodaje: - Jeśli jednak któryś z dyrektorów instytutów PAN dojdzie do wniosku, że za te pieniądze nie jest w stanie utrzymać placówki, i złoży z rezygnację, nie będę go za to potępiał.