"Czasem pytam tam na górze, ile jeszcze mi zostało. Nie słyszę odpowiedzi". Senior u psychologa

Ewa Jankowska
Polskie społeczeństwo się starzeje. Według danych GUS na 100 młodych ludzi do 14. roku życia przypada w Polsce 112 osób powyżej 65. roku życia. Jak mówi psycholog Dorota Maczuga, która prowadzi grupę wsparcia dla seniorów, osób potrzebujących wsparcia psychologicznego u kresu życia może być coraz więcej.

Od ponad roku prowadzi pani psychologiczną grupę wsparcia dla seniorów. Dlaczego zdecydowała się pani ją stworzyć?

Miałam poczucie, że to bardzo ważny etap życia, w którym człowiek ma wiele wyzwań. Może się wydawać, że po siedemdziesiątce, a tym bardziej po osiemdziesiątce nie ma już nic do zrobienia. Tak nie jest.

Po przejściu na emeryturę mierzymy się z odnalezieniem się w nowych rolach społecznych, ze stratą bliskich, z utratą zdrowia, sprawności, z myślami o zbliżającej się śmierci, z samotnością, zależnością od innych. Wiem, że osoby w podeszłym wieku często trafiają do psychiatry z objawami depresji. Ponadto społeczeństwo się starzeje więc ludzi potrzebujących wsparcia psychologicznego w tym okresie życia może być coraz więcej. Takie inicjatywy jak wydarzenia kulturalne dla seniorów czy kluby seniora są atrakcyjne, ale nie zaspokajają do końca potrzeb emocjonalnych.

Jakie są potrzeby emocjonalne osób starszych?

Lubią przede wszystkim opowiadać o sobie. Często się zdarza, że starsza osoba próbuje nawiązać rozmowę w tramwaju czy w autobusie, w poczekalni u lekarza. Robi to, bo potrzebuje kontaktu, bycia wysłuchaną i zauważoną. Niestety, wskutek różnych utrat, których seniorzy doświadczają, mają coraz mniej możliwości pobycia z kimś i podzielenia się tym, co czują i myślą. Jedna z pacjentek trafiła do mojej grupy właśnie po stracie najbliższej przyjaciółki.

Na początku bałam się, że mało kto będzie zainteresowany uczestnictwem w organizowanych przeze mnie spotkaniach, miałam przekonanie, że starsze osoby rzadko korzystają z terapii, albo ich na nią nie stać. Kilka lat temu próbowałam zebrać taką grupę, ale się nie udało. W ciągu 12-letniej praktyki miałam w terapii indywidualnej jedną 87-letnią pacjentkę.

Z jakimi problemami do pani trafiła?

Przyprowadziła ją córka. Ta pani przeżywała silne lęki przed śmiercią, co wpływało negatywnie na jej relację z córką, u której mieszkała. Często się kłóciły, bo matka przerzucała na córkę swoje emocje, oczekiwała od niej ciągłego zainteresowania. Córka pomyślała, że mamie pomoże, jeśli porozmawia o tym, co przeżywa, z kimś, kto ma dystans do całej sytuacji. Terapia dobrze wpłynęła na relacje między matką a córką. Matka stała się spokojniejsza, przestała obarczać córkę swoimi lękami.

W końcu stworzyła pani grupę dla seniorów.

Rok temu postanowiłam ponowić próbę, zebrało się kilka osób. Liczę się jednak z tym, że taka grupa jest bardzo krucha, że w pewnym momencie może przestać istnieć. Dla każdego z uczestników śmierć jest czymś bardzo realnym i może przyjść w każdej chwili. Są jednak w grupie osoby, które od roku przychodzą na spotkania regularnie, więc widać, że ta potrzeba takiego miejsca jest.

Starsze osoby bardzo potrzebują rozmowy, bo w ich wieku nie mają już za bardzo z kim podzielić się tym, co czują, myślą (fot: Kornelia Głowacka-Wolf/ Agencja Gazeta)
Starsze osoby bardzo potrzebują rozmowy, bo w ich wieku nie mają już za bardzo z kim podzielić się tym, co czują, myślą (fot: Kornelia Głowacka-Wolf/ Agencja Gazeta)

W jakim wieku są osoby, z którymi pani pracuje?

Grupa kierowana jest do ludzi od 60. roku życia, większość osób jest jednak starsza - około 80. roku życia i więcej. Najstarsze osoby mają 87 lat. Zauważyłam, że młodsi mają trochę inne oczekiwania niż starsi, są jeszcze na etapie, że chcą coś w życiu zrobić, mają bardziej zadaniowe podejście do terapii, są bardziej sprawni, wciąż mniej odczuwają skutki upływającego czasu. 78-letnia pacjentka podkreśliła na jednym spotkaniu: "My tu nie przychodzimy się uczyć, ale po to, aby być ze sobą, aby się spotkać, rozmawiać o życiu".

To bardzo wzruszające obserwować, jak przed spotkaniem starsi witają się ze sobą i szczerze cieszą się z tego, że ktoś jest. Bo w tym wieku różnie bywa. Albo jak mówią, że cały tydzień czekają na spotkanie, bo nic istotnego się w ich życiu właściwie nie dzieje.

Z czym się zmagają inne osoby, z którymi pani pracuje w grupie?

Większość to kobiety. Łatwiej im mówić o sobie niż mężczyznom, częściej angażują się we wszelkiego rodzaju spotkania. Choć nie powiem, w grupie miałam również dwóch panów.
Wśród pacjentek są takie, które skierował na terapię psychiatra ze względu na depresję po stracie współmałżonka. Popadły w rozpacz.

Na stan psychiczny osób starszych ogromny wpływ ma to, czy mają kogoś przy sobie - rodzinę, bliskich, kogoś, z kim mogą porozmawiać. Ale, co ciekawe, sama obecność rodziny często nie jest wystarczająca. Jedna z pacjentek nieraz powtarza, że córka ma swoje sprawy, wnukowie podobnie. "Nie chcę się im narzucać" - mówi i dodaje ze zrozumieniem: "Ja też kiedyś byłam młoda i bardzo zajęta". Większość moich pacjentów jest w dobrych relacjach z krewnymi, ale nawet mieszkanie z rodziną nie oznacza, że człowiek czuje się mniej samotny. Młodym czasem trudno jest też słuchać o tym, co przeżywają ich starzejący się rodzice czy dziadkowie. Z jednej strony mogą czuć się bezradni wobec ich problemów, z drugiej - traktować starzejących się bliskich protekcjonalnie. To starszym osobom bardzo przeszkadza. Wiele z nich wciąż jest sprawnych intelektualnie i zależy im na tym, aby zachować autonomię, samodzielność, na ile jest to możliwe.

Niektórym osobom podczas naszych spotkań nie jest łatwo przyznać się do swojego wieku: "Wstydzę się, ile mam lat" - mówią. Albo: "Nie chcę, by traktowano mnie jak niedołężną".

Jakie tematy są dla starszych osób najtrudniejsze?

Przyszłość, sens życia i własna śmierć. Moja 87-letnia pacjentka często podejmuje temat swojej śmierci: "Czasem pytam tam na górze, ile jeszcze mi zostało. Nie słyszę odpowiedzi". Na to inna reaguje chęcią unikania trudnych tematów: "Lepiej porozmawiajmy o czymś przyjemnym". Łatwiej mówić o stracie innych osób niż o własnym odchodzeniu.

Co jest ważne dla osób starszych?

Wspomnienia. Poddają całe swoje życie refleksji.

Takie podsumowanie życia?

Dokładnie. Opowiadanie o swoim życiu daje możliwość spotkania się ze sobą, zrozumienia swojej historii, dostrzeżenia tego, co jest naprawdę ważne w życiu - co było trudne, ale też momentów, w których dana osoba sobie poradziła. Dochodzą często do bardzo głębokich wniosków.

Po przejściu na emeryturę mierzymy się z odnalezieniem w nowych rolach społecznych, ze stratą bliskich, z utratą zdrowia, sprawności' (fot: Marta Błażejowska/ Agencja Gazeta)
Po przejściu na emeryturę mierzymy się z odnalezieniem w nowych rolach społecznych, ze stratą bliskich, z utratą zdrowia, sprawności' (fot: Marta Błażejowska/ Agencja Gazeta)

Na przykład?

Jedna z pań mówiła dużo o swoim małżeństwie, o kryzysie, który przeżyła: "Bardzo różniliśmy się z mężem, podczas kłótni nikt nigdy nie chciał ustąpić. Kiedy odkryłam, że moje dziecko cierpi z tego powodu, porozmawiałam z mężem i zaczęłam odpuszczać, teraz widzę, że nie warto o wszystko się kłócić".

Inna kobieta miała bardzo trudne życie, męża alkoholika, dzieci wychowywała praktycznie sama. Gdy tak opowiadała swoją historię, w pewnym momencie stwierdziła, że mimo wszystko jest z siebie bardzo dumna, bo sobie poradziła i udało jej się stworzyć udane relacje z dziećmi, że może jej małżeństwo było złe, ale były też dobre lata. Nie popadła w rozpacz, narzekanie na to, że miała takiego, a nie innego męża, że było jej ciężko.

Dla osób u kresu życia to bardzo ważne, żeby dostrzec, że ich życie miało sens, oraz, mimo że już niewiele zrobią, wciąż są rzeczy dla nich ważne. Mam pacjentkę, która uwielbia spacerować. W parku, do którego chodzi, jest miejsce, gdzie kwitną róże. Wie dokładnie, kiedy to następuje. Siada przy nich i przygląda się procesowi kwitnienia. Podziwiam ją, że jest w stanie w takich małych rzeczach odnaleźć piękno i przyjemność.

Starość kojarzy się z samotnością. To temat, który często pojawia się podczas rozmów z pacjentami?

Pojawia się, ale ma różne oblicza. Mężczyzna, około 70-letni, dołączył do grupy po ponad roku od śmierci żony. Wciąż nie mógł się pogodzić z jej odejściem, był w rozpaczy. Mówił, że w rodzinie nie może rozmawiać o tym, co przeżywa, bo to zbyt trudne dla wszystkich członków. W grupie mógł się wypłakać, powiedzieć, że nie wyobraża sobie życia bez niej, nie wie, co robić. Po jakimś czasie poznał kobietę. Mówił, że w dalszym ciągu tęskni za żoną, jest bardzo smutny, gdy o niej myśli, ale jednocześnie zrobiło się w jego życiu miejsce na nową relację. Udało mi się połączyć żałobę z rozwijającym się w nim nowym uczuciem. Już nie przychodzi na spotkania grupy.

Dla innych samotność to przebywanie samemu w domu. Jedna z pacjentek opowiadała, że najgorszy moment w ciągu dnia to ten, kiedy wchodzi do mieszkania, zamyka drzwi i nie ma nikogo, z kim mogłaby porozmawiać. Włącza telewizor, żeby zagłuszyć ciszę. Wyznała, że ma obawy: "Zdarzyło mi się, że zaczęłam sama do siebie mówić i wystraszyłam się, że coś jest ze mną nie tak". Inna przyznała: "Czasem przez cały tydzień nie mam się do kogo odezwać, przez siedem dni nic nie mówię".

Czasem samotność dopada tych ludzi niespodziewanie. 65-letnią panią przyprowadziła córka po śmierci drugiej córki, która zginęła tragicznie. Wcześniej tej pani zmarł również mąż. Jej celem było pogodzenie się ze stratą dziecka, szybko jednak wyszło na jaw, że chodzi o coś więcej - ta pani nie potrafiła żyć swoim życiem, bo całe życie poświęciła dzieciom, mężowi. To było dla niej bardzo trudne, żeby odnaleźć siebie.

Czy praca z takimi osobami jest trudna z perspektywy psychoterapeuty?

Wiek nie ma znaczenia. W terapii wiele zależy od tego, jakie ktoś ma nastawienie, czy jest otwarty na zmianę. Dla mnie praca ze starszymi osobami jest przede wszystkim ciekawa, daje mi dużo satysfakcji, kiedy widzę, jak osoby starsze cieszą się, że mogły się spotkać. To też okazja do refleksji dla mnie i przygotowania siebie na własną starość. Starsi uczą mnie akceptacji życia, przyjmowania ograniczeń, niepewności i przede wszystkim bycia "tu i teraz". To najważniejsze zadanie, przed jakim w tym okresie życia się staje.

Grupa wsparcia dla seniorów odbywa się w środy o godzinie 11.00 w Ośrodku pomocy Psychologicznej Pracownia Dialogu. Koszt jednego spotkania - 30 zł. 100 zł za miesiąc. Spotkanie trwa półtorej godziny. Zapisy pod numerem: 664 050 178.

Dorota Maczuga. Psychoterapeuta. Ukończyła szkolenie w zakresie terapii par w Laboratorium Psychoedukacji. Prowadzi terapię indywidualną, par i rodzin, a także terapię wspierającą dla seniorów oraz warsztaty psychologiczne. Pracuje również w języku rosyjskim.

Ewa Jankowska. Dziennikarka i redaktorka, absolwentka Polskiej Szkoły Reportażu. Zaczynała w Wirtualnej Polsce w dziale Kultura, publikowała wywiady w serwisie Ksiazki.wp.pl. Pracowała również serwisie Nasze Miasto i Metrowarszawa.pl, gdzie z czasem awansowała na redaktor naczelną. Z serwisu lokalnego do magazynu Weekend.Gazeta.pl przeszła w sierpniu 2018 roku.

Więcej o:
Komentarze (30)
'Nawet mieszkanie z rodziną nie oznacza, że człowiek czuje się mniej samotny'
Zaloguj się
  • prawdziwy_gonzo

    Oceniono 14 razy 8

    Mam 40 lat i noszę telefon w kieszeni. Gdy próbuję nawiązać rozmowę z 20 latkami, ci przeważnie nie odrywają wzroku od smartfona. Z gimbami < 15 jest gorzej. Ich umysł jest w smartfonie. I tyle w temacie.

  • cymesgeszefciarz

    Oceniono 11 razy 5

    Taki paradoks ja jestem w wieku w którym :
    Najlepszy "moment w ciągu dnia to ten, kiedy wchodzi do mieszkania, zamyka drzwi i nie ma nikogo" ...

  • telewy2

    Oceniono 3 razy 3

    Poweim tak. Mam ponad 50 lat. W życiu nigdy nie nudziło a wręcz przeciwnie. Ciagle mam mało czasu na swoje różne pomysły. W duchu czuję się ciągle młdy, no powiedzmy tak na 25 lat. Jeśli nie dopadnie mnie jakieś fizyczne zniewolnienie mam nadzieję, że na starość, na emeryturce znajdę wkońcu swój czas i dokończę swoje dzięcęce marzenia. I tak aż do końca :)

  • aabjp

    Oceniono 1 raz 1

    Zapomnieliście dodać, że ta grupa wsparcia działa w Warszawie.... Seniorzy są wszędzie

  • euphoria19

    Oceniono 6 razy 0

    Zawsze uważałam, że życie powinno trwać max 60 lat i to w sprzyjających okolicznościach.
    Dłuższe życie jest najczęściej bez sensu, patrząc na to, jak żyją ci ludzie, jak kompletnie smutne jest ich życie.

    Najlepszym wyjściem z sytuacji jest samóbójstwo. I to nie tylko, gdy wiek, gdy choroba. Bo samotnym można być w każdym wieku. Bo wygląd nie ten, bo problemy natury psychicznej, trudność w nawiązywaniu kontaktów, wreszcie brak możliwości do ich nawiązania.
    To że jedna z nich miała dziwne samopoczucie, gdy mówiła do siebie ..... to nie jest złe rozmawiać ze sobą. Jedni robią to w myślach, inni na głos. Na pewno to świetna terapia, uczy na każdym etapie życia poznawania siebie. Jak ktoś uznaje to za dziwactwo, to coś z nim nie tak.
    Również zastanawianie się nad sensem życia jest idiotyczne. Sensu życie nie ma. Żadnego.
    Nikt nie wie po co i dla kogo tu jesteśmy. Jedynie nieliczni ubierają to sobie w religię, że dla boga, że dla rodziny, dzieci ......
    A gdy jest się niewierzącym, to chyba łatwiej, bo takie pytania nie przychodzą na starość, ale są z nami od zawsze, od momentu, gdy zaczynamy myśleć.

    Dopóki w życiu cokolwiek cię cieszy, żyj. I ja tak robię. Żyję.
    Ale pomimo młodego wieku, z roku na rok rzeczy miłych, ciekawych, jest coraz mniej.
    Zdaję sobie sprawę, że przyjdzie niedługo dzień, że przestanie cieszyć cokolwiek. I wtedy wiem na pewno, że nie będę bała się śmierci, bo już do dawna się jej nie boję.

    Nie bójcie się umierania.

  • fajny_zajety

    Oceniono 18 razy -14

    Najwazniejsze to wmówić ludziom ,że mają jakąś chorobę ,a potem ją długo leczyć. Zgarnianie kasy od seniorów za terapie w Ośrodku Pomocy Społecznej nie jest zbyt etyczne. Kolejny artykuł - reklama

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX