Lekarz z SOR-u: Dyżurowałem nawet po 400 godzin w miesiącu. Bywało, że w tygodniu miałem jedną dobę wolnego

Angelika Swoboda
Teraz, jeśli pojawiają się kolejne propozycje dyżurów, odmawiam. Mówię, że chcę odpocząć. Mam swoje życie prywatne - opowiada lekarz, który na SOR-ach przepracował ponad 10 lat.

Ogłaszamy Piątkę Gazeta.pl. Dziennikarze portalu będą codziennie opisywać inne zagadnienia - ważne dla Polaków, ale jednocześnie takie, o których politycy niekoniecznie chcą mówić przed październikowymi wyborami do Sejmu i Senatu. W poniedziałek służba zdrowia, we wtorek edukacja, w środę pieniądze, w czwartek Kościół i w piątek oczywiście ekologia - to tematy, którymi na co dzień żyją Polacy. Pokażemy ludzką stronę każdego tematu, damy głos ekspertom, przedstawimy liczbowy aspekt rozwiązywania problemów, a także sprawdzimy, co najważniejsze ugrupowania mają do zaproponowania wyborcom.

Jak się pracuje na SOR-ze?

Zależy, o co pani pyta. Pod względem finansowym szpitalne oddziały ratunkowe są obecnie bardzo dobrymi miejscami do pracy. Lekarz w Warszawie dostaje od 100 do 150 zł brutto za godzinę. W niektórych miejscowościach, słyszałem, że np. w Radomiu, stawki są jeszcze wyższe, dochodzą nawet do 180-200 zł.

Ile maksymalnie trwa dyżur ?

Lekarz zatrudniony na etacie nie może pracować powyżej 24 godzin bez przerwy.

Chwileczkę, czy ja dobrze rozumiem: to oznacza, że lekarz może przez dobę bez przerwy przyjmować pacjentów?

Tak. W dodatku o ile etatowiec jest zobowiązany przepisami, żeby pracować maksymalnie 24 godziny, to już w przypadku lekarza kontraktowego nie ma słowa "maksymalnie". Może dyżurować tyle, ile chce. Jednak chyba nie wszyscy lekarze zdają sobie sprawę, że pojawi się problem z ubezpieczeniem od odpowiedzialności cywilnej, jeśli okaże się, że pracowali więcej niż 24 godziny. Nie jestem prawnikiem, ale przypuszczam, że jeżeli popełnią błąd w 36. godzinie pracy, to ubezpieczyciel może podważyć zasadność wypłacenia odszkodowania. 

Panu zdarza się dyżurować tak długo?

Zdarzało się. Teraz bardzo rzadko biorę nawet dobowe dyżury. Po 12 godzinach czuję się na tyle wyczerpany, że muszę odpocząć. Nie mam też aż takich potrzeb finansowych - przy obecnych stawkach spokojnie wystarcza mi na życie.

Udaje się panu pospać na dyżurze?

Bywają momenty, zwłaszcza w nocy, że przy mniejszej liczbie pacjentów można podzielić się pracą. Gdy jest nas trójka, umawiamy się, że jeden lekarz idzie odpocząć. Zazwyczaj można się zdrzemnąć na dwie godziny, choć kiedyś udało mi się nawet na cztery. Ale to wyjątki. 

Z formalnego punktu widzenia lekarzowi płaci się za stałą gotowość do udzielania świadczeń zdrowotnych, więc to, co robi, gdy nie ma pacjentów, którzy potrzebują pomocy, jest jego sprawą. Oczywiście nie może opuszczać oddziału ratunkowego i gdy tylko coś się dzieje, natychmiast musi być gotowy do działania. Wyćwiczyłem w sobie taką umiejętność.  

Choć czasem zdarza się, że lekarza, który zasnął na dyżurze w 48. godzinie pracy, trudno dobudzić. To fizjologia.

I nikt nie pilnuje, żeby lekarze nie dyżurowali ponad siły?

Nie ma takiego systemu. Za to każdego miesiąca pojawiają się problemy z dopięciem grafiku oddziału ratunkowego tak, by na dyżurze było trzech lekarzy. Albo chociaż dwóch. Mimo atrakcyjnych zarobków chętnych wciąż nie jest zbyt wielu. I dlatego jeśli ktoś zgadza się wziąć dyżur 48-godzinny, pracodawca przymyka oko.

Znam przypadki, gdy z powodu braków kadrowych lekarz dyżurował przez trzy doby z rzędu. Oczywiście w ostatniej był już, że tak powiem, nieużyteczny. Zawsze jednak ostatecznie jest to kwestia wyboru samego lekarza.

Są tacy lekarze, którzy pracują tylko na SOR-ach?

Tak, zwykle na co najmniej dwóch lub trzech. I zdarza się, że bez odpoczynku przechodzą na dyżur z jednego do drugiego. Są też tacy, którzy pracują na co dzień na oddziale chorób wewnętrznych albo na kardiologii i kilka razy w miesiącu biorą dyżury na szpitalnym oddziale ratunkowym.

01.03.2018 Poznan , ulica Lutycka . Szpital Wojewodzki . Szpitalny Oddzial Ratunkowy . Fot. Lukasz Cynalewski / Agencja Gazeta
Wyposażenie jednego z SOR-ów (fot. Łukasz Cynalewski / Agencja Gazeta)

Bo muszą?

Chcą dorobić.  

Parę lat temu zdarzyło się, że dyrekcja jednego ze szpitali miała ogromne problem z obsadzeniem dyżurów na SOR-ze. I wtedy - co nie jest zgodne z przepisami - zmuszała lekarzy z innych oddziałów, żeby jednocześnie pracowali w dwóch miejscach. Czyli na oddziale i na SOR-ze w tym samym czasie.

Ja też byłem w to uwikłany jako bardzo młody lekarz, nie do końca świadomy ewentualnych zagrożeń. Wyglądało to tak, że sam przyjmowałem pacjentów na SOR, sam ich badałem, sam kierowałem ich do siebie na oddział i potem tam ich przejmowałem.

To się pan sklonował.

Cały czas byłem w telefonicznym kontakcie z pielęgniarkami z oddziału. Na szczęście był to mały szpital, więc mogłem szybko przejść z jednego miejsca na drugie. Ale gdyby dwaj pacjenci jednocześnie potrzebowali reanimacji, jeden na SOR-ze i jeden na oddziale szpitala, w którym miałem dyżur, to miałbym problem.

Ale od wielu lat nie zdarzają się już sytuacje, by dyżury na SOR-ze nie były obsadzone przynajmniej przez jednego lekarza. Ja dziś nie wyobrażam sobie nawet, żebym na oddziale ratunkowym, na którym obecnie pracuję, dyżurował sam. Nie byłbym w stanie zapewnić odpowiedniej opieki wszystkim pacjentom.  

Ma pan umowę o pracę?

Mam kontrakt, prowadzę własną działalność gospodarczą i zarabiam tyle, ile godzin dyżurów wyrobię. Aktualnie jest to najpopularniejsza forma zatrudnienia na SOR-ach.

Ile godzin w miesiącu pan przepracowuje?

Długo dochodziłem do tego, żeby pracować mniej niż 350 godzin. Teraz, jeśli pojawiają się kolejne propozycje dyżurów, odmawiam. Mówię, że chcę odpocząć. Mam swoje życie prywatne, chodzę na siłownię, do teatru i do kina, czasem do klubu oraz spotykam się ze znajomymi.   

Ale w pierwszych latach pracy dyżurowałem nawet po 400 godzin w miesiącu. Bywało, że w tygodniu miałem jedną dobę wolnego łącznie.

17.01.2018 Wroclaw , ul. Borowska , Uniwersytecki Szpital Kliniczny . Otwarcie Szpitalnego Oddzialu Ratunkowego .Fot. Tomasz Pietrzyk / Agencja Gazeta
Rejestracja, Szpitalny Oddział Ratunkowy (fot. Tomasz Pietrzyk / Agencja Gazeta)

I jak się pan czuł w takim systemie?

Byłem młodszy, jakoś sobie radziłem. Teraz sobie tego nie wyobrażam. A zdarzały mi się dyżury trwające 36 czy nawet 48 godzin. Miałem też epizod, że pracowałem cztery doby z rzędu. Ale pamiętam, że po wyjściu ze szpitala chciałem już tylko położyć się na chodniku i nie wstawać.   

Praca ponad miarę zawsze, prędzej czy później, odbija się na zdrowiu. Skutkuje chociażby schorzeniami w układzie sercowo-naczyniowym. Lekarze często popadają też w uzależnienia, muszą jakoś odreagować stres.

Zakładam, że na SOR-ze miewa pan do czynienia z pacjentami, których nie da się już uratować.

Oczywiście. Niemożliwe jest, żeby lekarzowi z dużym stażem nie przytrafiła się śmierć pacjenta. Na SOR trafiają ludzie ranni w wypadkach, z bardzo poważnymi urazami. To, że nie umarli od razu, na miejscu zdarzenia, czasami bywa jedynie przypadkiem.

Zdarzają się też zgony pacjentów w stanie terminalnym, którzy muszą poczekać na przyjęcie do właściwego oddziału w szpitalu. Ostatnio było o tym głośno przy okazji Szpitala Bielańskiego, gdzie pacjent na przyjęcie na internę oczekiwał dwie doby. Ale problem dotyczy praktycznie każdego szpitala w Polsce. Bywa, że chory musi poczekać na przyjęcie do oddziału nawet kilka dni, i bywa, że umiera na SOR-ze. Pewnie SOR nie powinien być miejscem, gdzie się umiera, ale tak się zdarza.

A tam, gdzie pan teraz pracuje, też tak długo się czeka?

W moim szpitalu oczekiwanie na przyjęcie na docelowy oddział trwa czasem nawet więcej niż dwie doby. Nie powinno tak być. Jednak interny są przepełnione i jest ich za mało. Więc bywa, że pacjent zakwalifikowany na oddział internistyczny musi czekać na SOR-ze, aż zwolni się miejsce. A takowe zwalnia się, gdy ktoś zostanie wypisany bądź umrze.

Jak można temu pacjentowi pomóc na SOR-ze?

Warunki do skrupulatnego internistycznego prowadzenia chorych na oddziale ratunkowym są dużo gorsze niż na internie. SOR-y służą do stabilizacji funkcji życiowych w stanie zagrożenia, więc wykonuje się bardzo podstawowe procedury. Zwłaszcza gdy przez SOR przewija się około 140 osób na dobę.

Nie ma więc mowy o przekładaniu pacjenta co cztery godziny z boku na bok, żeby uniknąć odleżyn. Albo antybiotyki nie zawsze są podane na czas. Ale profilaktyka przeciwodleżynowa pewnie jest problemem także na internie, więc co dopiero na oddziale ratunkowym.

s10.01.2014 Lodz . Aparature do ratowania dzieci kupiona za pieniadze z WOSP .Fot. Marcin Stepien / Agencja Gazeta
Aparatura medyczna kupiona za pieniądze WOŚP (fot. Marcin Stępień/AG)

SOR-y nie mają wyjścia, nie mogą tych pacjentów wypuścić. A jednocześnie nie mają warunków, żeby im zapewnić właściwą opiekę.

Odczuwa pan z tego powodu dyskomfort?

Przyzwyczaiłem się. Uważam jednak, że SOR-y nie są miejscami, gdzie pacjenci powinni przebywać przez kilka dni. Wymusza to jednak niewydolność systemu.

Na czym ona polega?

SOR-y nie mogą być przepełnione, bo muszą skutecznie udzielać pomocy kolejnym osobom. Powinno być zatem więcej niż obecnie oddziałów chorób wewnętrznych. To nie jest żadna wiedza tajemna, że w szpitalach brakuje łóżek. Nie jest też tajemnicą, że społeczeństwo się starzeje, a seniorzy leżą w szpitalach przez wiele dni.

Z drugiej zaś strony widzę, że w niektórych szpitalach pacjenci nie czekają na przyjęcie na SOR przez wiele dni, a w innych czekają. Jest więc to często kwestia zarządzania konkretnym szpitalem.

Idealnie byłoby - jak?

Myślę, że da się podjąć decyzję o hospitalizacji bądź wypisie pacjenta z SOR-u w ciągu czterech-sześciu godzin. To powinno wystarczyć na diagnostykę, a jeśli wszystko trwa dłużej, winna jest zła organizacja pracy. Jednak pamiętajmy, że oddział ratunkowy to nie jest oddział udzielania pomocy w trybie ekspresowym. Diagnostyka trwa, bo przyjmujemy pacjentów z zagrożeniem życia.

Z drugiej strony pamiętajmy, że oddział ratunkowy to nie jest oddział udzielania pomocy w trybie ekspresowym wszystkim chorym, którzy się tam znajdują. Diagnostyka pacjentów, którzy nie są w stanie zagrożenia życia, trwa. I to czasem ponad kilkanaście godzin, ponieważ nie stanowią oni priorytetu dla personelu. Liczą się przede wszystkim chorzy w stanie zagrożenia życia i od liczby takich chorych zależy czas konsultowania wszystkich pozostałych. Nie da się przewidzieć, ile karetek z ciężko chorymi pacjentami przyjedzie w danym czasie do SOR-u, w związku z tym, trudno odpowiadać pacjentom i ich rodzinom na pytanie, ile będą czekać na ostateczne decyzje.

Postulaty rządzących, że pacjent na SOR-ze ma czekać do 60 minut, są nie do zrealizowania. Absolutnie. Czasem tyle potrzeba na rejestrację i sporządzenie karty pacjenta oraz na przejście przez tzw. triaż, czyli wstępne badanie przez pielęgniarkę lub ratownika medycznego. Poza tym nie ma wystarczającej liczby lekarzy i pielęgniarek. Wreszcie - nie ma ku temu żadnego uzasadnienia medycznego. Nigdzie na świecie to tak nie wygląda. Mam doświadczenia z brytyjską służbą zdrowia. Jako pacjent z krwawiącą raną czekałem na przyjęcie parę godzin. 

27.12.2012 BIELSKO - BIALA , SOR , SZPITALNY ODDZIAL RATUNKOWY SZPITALA WOJEWODZKIEGO . ZAKLADANIE GIPSU NA NOGE .FOT. TOMASZ FRITZ / AGENCJA GAZETA
Na SOR trafiają też pacjenci ze złamaniami (fot. Tomasz Fritz / Agencja Gazeta)

Pana rekord w liczbie zaopatrzonych pacjentów to?

W trójkę przyjęliśmy kiedyś 200 chorych w ciągu doby. To bardzo dużo.

Jak się pan czuje po takim dyżurze?

Nie mam problemu z tym, żeby pójść do domu spać. Zasypiam od razu.

Nawet jeśli było ciężko, bo na przykład trafili się agresywni pacjenci?

Rzeczywiście, na SOR trafia bardzo wiele osób pijanych bądź po narkotykach czy dopalaczach. Ci ostatni są szczególnie agresywni, często wręcz niebezpieczni. Czasem trzeba ich unieruchamiać pasami. Są także szczególnie niebezpieczni z innego powodu - należy ich traktować jako potencjalnie urazowych, zresztą bardzo często mają poważne urazy, z których nie zdają sobie sprawy. I są zatruci. A to należy leczyć.

Nie osądzam ich moralnie. Nie oceniam, jak ktoś się prowadzi. Musiałem to jednak w sobie wypracować, bo na początku miałem nieco agresywne podejście np. do alkoholików. Uświadomiłem sobie jednak, że to ich sprawa. Teraz są dla mnie wyłącznie chorymi, wobec których postępuję zgodnie z ogólnie przyjętymi zasadami. Udzielam im pomocy i tyle.

Jeśli ktoś jest po alkoholu bardzo agresywny, to wzywamy policję, by albo takiego delikwenta uspokoiła, albo zabrała na izbę wytrzeźwień. W przypadku osób po dopalaczach nie jest to już takie proste, bo może się skończyć tragedią.

Dlaczego?

Niektóre substancje oddziałują na organizm wyjątkowo toksycznie, dlatego zdarzają się zgony po zażyciu dopalaczy.

Szczególnie dużo było ich kilka lat temu, gdy na rynku pojawił się dopalacz o nazwie "Mocarz". Powodował on m.in. to, że chorzy mieli bardzo wysoką temperaturę wewnętrzną, czasem ponad 42 stopnie Celsjusza, zatrzymywało im się serce z powodu niespotykanie wysokich stężeń potasu we krwi i często nie udawało się ich uratować. Więc radzimy sobie z nimi sami, z pomocą środków uspokajających i odtruwających. Leczenie takich chorych w SOR-ze często zajmuje kilkanaście godzin. Trzeba także czasami zasięgnąć konsultacji psychiatrycznej, co wydłuża całą procedurę.

07.01.2011 KRAKOW ,  KOLEJKA PACJENTOW Z URAZAMI SPOWODOWANYMI BARDZO SLISKIMI CHODNIKAMI W CZASIE PORANNEJ GOLOLEDZI CZEKA NA PRZYJECIE W  SZPITALNYM ODDZIALE RATOWNICZYM  PRZY UL . KOPERNIKA .  FOT. JAKUB OCIEPA / AGENCJA GAZETA
Poczekalnia na jednym z SOR-ów (fot. Jakub Ociepa / Agencja Gazeta)

Co jest najtrudniejsze?

Dużo gorzej jest z bezdomnymi upojonymi alkoholem. Musimy do nich podchodzić z bardzo dużą ostrożnością. Bo mogą chorować na absolutnie wszystko. Nie chodzą do lekarza rodzinnego, mają mnóstwo schorzeń cywilizacyjnych. Często w zaawansowanych stadiach. Mogą mieć sepsę i urazy, a alkohol to wszystko maskuje. W dodatku śmierdzą, więc trzeba powstrzymać pewną naturalną niechęć przed skrupulatnym ich zbadaniem. Przemóc się i pamiętać, że taki pijany bezdomny to tykająca bomba.

Zawsze się pan przełamuje?

Nie mam wyjścia. Mogę jednak podjąć decyzję, że taka osoba przed badaniem powinna być umyta przez sanitariuszy. Ale czasem nie ma na co czekać, więc badam pacjentów brudnych i śmierdzących. Można się przyzwyczaić.

Zdarzyło się, że ktoś pana zaatakował?

Pacjent mnie popchnął, więc wezwałem policję. Zabrano go na izbę wytrzeźwień. Mnie nic poważnego się nie stało, ale nie widzę powodu, by tolerować to, że ktoś, komu pomagam, naruszał moją nietykalność cielesną. Zwłaszcza że jestem w pracy. 

Zdarzało mi się też wzywać policję do agresywnych rodzin pacjentów, które wulgarnie znieważały innego lekarza. Czasem trzeba, żeby policja uświadomiła takim ludziom, jakie mogą ponieść konsekwencje.

Z biegiem lat jest z tą agresją lepiej czy gorzej?

Zdecydowanie gorzej. To, w jaki sposób niektórzy pacjenci zwracają się dziś do lekarzy, w latach 80. byłoby nie do pomyślenia. Kiedyś nawet ludzie z rynsztoka czuli przed lekarzami respekt. Dzisiaj obrażają nas osoby z wyższym wykształceniem.

W jaki sposób?

Padały pod moim adresem i "głupki", i określenia powszechnie uważane za obelżywe. To nigdy po mnie nie spływa, ale też nie jest tak, że przejmuję się tym i myślę miesiącami. Opowiadam, co mi się przytrafiło, innym osobom i to mi autentycznie pomaga. Na kursie z prawa medycznego dowiedziałem się, że gdy ktoś nazwie mnie publicznie "mongolskim ryjem", to mogę go pozwać na zniewagę, ale gdy nazwie mnie "głupim konowałem", to jest to już zniesławienie.

25.04.2019 Bielsko - Biala . Lekarz Maciej Skwara - zastepca szefa - oprowadza po wyremontowanym Szpitalnym Oddziale Ratowniczym w Szpitalu Wojewodzkim . Fot. Grzegorz Celejewski / Agencja Gazeta
Wyremontowany SOR (fot. Grzegorz Celejewski / Agencja Gazeta)

Często jest pan świadkiem awantur na SOR-ze?

To normalka. Czasem rodziny pacjentów są bardziej agresywne i roszczeniowe niż oni sami. Rozumiem, że ktoś chce być przy swoim bliskim, ale nie mogę się zgodzić, by utrudniał nam pracę. Dla rodziny chory jest najważniejszy, ale to personel zna sytuację na oddziale danego dnia. Konieczność tłumaczenia rodzinom, że ich bliski będzie zaopatrzony nie natychmiast, tylko za jakiś czas i z czego to wynika, wydłuża też czas oczekiwania wszystkim pacjentom.

Staramy się więc oddzielać rodziny od osób, które przyjmujemy. Na oddział wchodzi sam chory, a bliscy zostają w poczekalni. Nie ma też odwiedzin na tzw. stronie czerwonej, czyli tam, gdzie ratujemy życie, a nie tylko zdrowie.

Czy uważa pan, że sytuacja polskich pacjentów jest dramatyczna?

Wie pani, dlaczego czasem niektórzy szukają pomocy na oddziale ratunkowym? Bo nie chodzą do lekarza rodzinnego - próbują, ale brakuje miejsc. Albo z założenia odpuszczają, bo są przekonani, że będą długo czekać na konsultacje w poradniach specjalistycznych. Przychodzą więc na SOR, bo wierzą, że tu szybko przejdą wszystkie badania. I nie zdają sobie sprawy, że badania na SOR-ze robi się w trybie dyżurowym. Diagnosta jest nastawiony na ratowanie życia, więc stosuje jak najszybsze metody. Jeśli więc na przykład przychodzi do nas ktoś z bólem głowy, to robimy mu tomografię bez kontrastu. A takie badanie pokazuje tylko część patologii. 

Pacjent wychodzi więc od nas w poczuciu, że "oszukał system", bo od razu miał wykonaną tomografię, na którą w przychodni czekałby parę tygodni. Jego przewlekłe problemy powinien jednak wyjaśniać lekarz rodzinny, który stwierdzi, czy pacjenta trzeba skierować do szpitala, czy nie. A do nas nie ma skierowań, więc pacjentów się rejestruje, a potem bada.

Czyli kolejki na SOR-ach biorą się stąd, że pacjenci chcą szybko załatwić swoje różne problemy zdrowotne?

Tylko 20 procent osób przychodzących na SOR rzeczywiście powinno się u nas znaleźć. Reszta zgłasza się z problemami, w których winni pomóc lekarze rodzinni. Mam na myśli wszystkie przewlekające się problemy zdrowotne.

I w piątki wieczorem albo w niedziele po południu przeżywamy prawdziwe oblężenie.

01.10.2018 Czestochowa, ulica Bialska na Parkitce. Wojewodzki Szpital Specjalistyczny im. NMP. Odzial Ratunkowy. Fot . Grzegorz Skowronek / Agencja Gazeta
Szpitalny Oddział Ratunkowy (fot . Grzegorz Skowronek / Agencja Gazeta)

Skąd takie pory?

Bo ktoś ma akurat wolny weekend albo skończył pracę o godzinie 18, a o tej samej porze zamykają przychodnię. "Dlaczego nie poszła pani do lekarza rodzinnego?"- pytam. "Bo pracuję" - słyszę.

Ludzie nie wiedzą też, że w nocnych przychodniach działają punkty świątecznej pomocy lekarskiej. Można tam pójść właśnie z przewlekłym bólem głowy lub z bólem pleców od roku albo z objawami zakażenia układu moczowego od miesiąca.

Z czym jeszcze ludzie przychodzą na SOR?

Ze zmianami skórnymi od dwóch miesięcy. I proszą o konsultację dyżurnego dermatologa. Z trwającą od miesięcy utratą masy ciała, ze źle kontrolowanym nadciśnieniem tętniczym od kilku tygodni, z bólem stawów kolanowych bez urazu od sześciu miesięcy.  

Może to desperacja, bo na wizytę u specjalisty rzeczywiście musieliby czekać miesiącami?

Albo niewiara w umiejętności lekarza rodzinnego. Albo przekonanie, że nadciśnienie tętnicze musi być leczone przez kardiologa, a czasem naprawdę wystarczy lekarz rodzinny. Więc idą na SOR, na którym najprawdopodobniej kardiologa nie ma, udziela im porady specjalista medycyny ratunkowej lub rezydent w trakcie specjalizacji z interny, doraźnie obniża podwyższone ciśnienie tętnicze i kieruje do lekarza rodzinnego. Zawracanie głowy.

Mówi im pan to?

Nie mogę odprawić pacjenta bez badania. Ale zawsze pytam, co na te przewlekłe dolegliwości mówi lekarz rodzinny. I często słyszę, że nic, bo pacjent u niego w ogóle nie był. Gdy ktoś przychodzi z bólem gardła, mówię po badaniu, że SOR nie jest miejscem dla niego. Że właściwy będzie punkt świątecznej pomocy lekarskiej.

Ci pacjenci rzeczywiście bardzo długo na oddziale ratunkowym czekają i mówi się im o tym od początku. Że poczekają zarówno na podejście lekarza, jak i potem na zlecenie badań. Bo nie są w stanie zagrożenia życia. Z punktu widzenia SOR-u są wręcz zdrowi. A często mają też dużo energii i generują konflikty.

Co jest najgorsze w tej robocie?

Chyba awantury z rodzinami. Z nimi radzę sobie najgorzej, bo te spory kosztują mnie zwykle dużo emocji.

A najlepsze - uprzedzając pani pytanie - jest udzielanie pomocy pacjentom, którzy właśnie na SOR-ze powinni się byli znaleźć. Takim, którzy mają obrzęk płuc, udar, zaburzenie akcji serca czy poważne urazy. Nawet jak podczas jednego dyżuru jest ich bardzo wielu, to zawsze mam poczucie dobrze spełnionego obowiązku. Choć przez 12 godzin nie zmrużyłem oka, wcale nie jestem zmęczony. 

i30.07.2019 Krakow , ulica Rakowicka . Karetka pogotowia na sygnale . Fot. Jakub Porzycki / Agencja Gazeta
Karetka pogotowia (fot. Jakub Porzycki / Agencja Gazeta)

Dziękują?

Sporadycznie. Ostatnio coraz rzadziej.

Marcin (imię zmienione). Jest lekarzem. Ma kilkanaście lat stażu pracy w oddziałach ratunkowych. Mieszka w Warszawie.

Angelika Swoboda. Dziennikarka Weekend.Gazeta.pl. Zaczynała jako reporterka kryminalna w "Gazecie Wyborczej", pracowała też w "Super Expressie" i "Fakcie". Pasjonatka psów, mądrych ludzi, z którymi rozmawia też w podcaście "Miłość i Swoboda", kawy i sportowych samochodów.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Więcej o:
Komentarze (255)
Lekarz z SOR-u: Dyżurowałem nawet po 400 godzin w miesiącu. Bywało, że w tygodniu miałem jedną dobę wolnego
Zaloguj się
  • aietes

    Oceniono 16 razy 14

    radny pis z fuchą w Orlenie czy PZU zarobi 25 tys, rusycystka w NBP 45 tys, Dlatego morawiecki i inne bździny pchają się do Sejmu - 0 odpowiedzialności, 0 roboty, wystarczy wykonywać instrukcje.

  • stefffon

    Oceniono 22 razy 12

    trzeba zabronic branie dyzurow w niedziele, niech odpoczną z rodziną razem z handlowcami.

  • Sebastian Jodłowski (jodel)

    Oceniono 17 razy 11

    Super 400h i jakos nikt z ta patologia nic niezrobi. Na lekazy powininen powstac taki ITD i im tez dawac slone mandaty za przekroczenia dobowego czasu pracy a nie tylko kierowcow. Oni przeciez odpowiadaja za zycie duzej ilosci ludzi

  • thadd

    Oceniono 18 razy 8

    Bardzo dobry tekst ale trafia do bardzo tepych odbiorcow. Zycze by kazdy ru piszacy I nastawiony wrogo do lekarzy znalazl sie na lozku szpitalnym z diagnoza , rak, zawal, wylew….chcialbym zobaczyc strach w jego oczach i blaganie...panie doktorze ratuja pan !!! Kazdego z was to czeka , niewdzieczny I tepy narodzie. Wam nie nalezy sie pomoc ale opieka jak pisza ksiazki, powolutku dokladnie , a ze w miedzyczasie umrze ? no coz po to sie urodzil .

  • czechy11

    Oceniono 9 razy 7

    Trole PiS 60 szpitali zamkniętych w 4 lata i ukrywane zadłużenie pozostałych. WYNOCHA Z FORUM OSZUŚCI I ZLODXIEJE KAVZYNSKIEGO.

  • Andrzej Bandrowski

    Oceniono 21 razy 7

    100 -150 zł za godzinę ratowania ludzkiego życia to dużo czy mało? Ostatnio szukałem elektryka do przeniesienia gniazdek. Cena 180-200 zł od punktu z jego materiałem. Zajmuje to mniej niż godzinę. Jak zgłosił się fachowiec za 120 zł. to spadła na niego fala krytyki że zanika cenę i że zapewne jest kiepskim fachowcem że tak mało bierze. Jeżeli elektryk za godzinę pracy zarabia więcej niż lekarz ratujący życie to w jakim kraju my żyjemy?

  • tel123

    Oceniono 8 razy 6

    Pisowskie państwo dobiło służbę zdrowia, i nie tylko. Ciekawe na czyje zlecenia deformują wszystko, co polskie ?

  • maj.basia

    Oceniono 7 razy 5

    Właśnie, handlowcy muszą mieć wolne niedziele, bo się przepracowują, a lekarze to co ? Oni
    stworzeni są do harowania, W w ogóle to strasznie są przemęczeni pracownicy w sklepach.
    Ostatnio byłam w Leroy Merlin i patrzę , a tam grupka pracowników zatarasowała przejście dla
    klientów i gaworzą sobie i nie można znależć nikogo, kto by coś doradził, pokazał, trzeba się
    naszukać, prosić grzecznie, a patrzą na klienta jak na zarazę. I co to ma być ? A też nie wszędzie
    lekarze są zarobieni. Np. w mojej przychodni. Rano jest trochę ruch, a potem ? Rozchowory
    i lekceważenie pacjenta, nie pali się , niech czeka, a pan doktor z przepracowania wypisuje recepty i jeszcze się myli, co zdarzyło się już kilka razy. Eee tam, każdy przesadza jak ogrodnik.

  • czechy11

    Oceniono 9 razy 5

    Wyjeżdzajcie lekarze to BYŁA RADA UDZIELONA WAM PRZEZ PISOWSKA KORYCIARE BIORĄCA 40 tysięcy miesięcznie 3 lata temu.⚠⚠⚠⚠

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX