"Dla większości współczesnych podróżników urlop ma być przygodą, ale w warunkach kontrolowanych"

Ewa Jankowska
- To, co jeszcze kiedyś było "podróżą życia", dziś dla wielu ludzi jest po prostu wypadem na urlop, który można powtórzyć dwa, trzy albo nawet kilka razy w roku - mówi socjolog Michał Lutostański. Taką podróżą warto się jednak z kimś dzielić. Z kim? Na przykład z obcymi osobami poznanymi przez Internet.

"Szukam partnerki/partnera do podróży w Indonezji!"

"Szukamy czwartej osoby do ekipy - Słowenia!"

 "Szukam jednej zdecydowanej osoby na wyjazd na Wyspy Owcze!"

"Mamy wypożyczonego kampera na Islandii. W składzie są już trzy dziewczyny i chłopak, szukamy piątej osoby!"

- niemal codziennie na jednej z grup na Facebooku, gdzie Polacy szukają towarzysza podróży, pojawia się podobne ogłoszenie. Takich społeczności są dziesiątki. Wśród nich są te, gdzie można znaleźć kompana na każdą podróż, oraz grupy przeznaczone dla miłośników określonych rodzajów wyjazdów - na przykład w góry czy preferujących dany styl podróżowania - tylko na zwiedzanie czy na weekendy w Polsce. Są grupy ogólnopolskie, ale i takie przeznaczone dla mieszkańców wyłącznie danego miasta czy regionu Polski albo zrzeszające osoby w określonym wieku, na przykład powyżej 40. roku życia, lub osoby samotne czy te posiadające dzieci.

Dwie największe: "Szukam towarzysza podróży" i "Podróżnik/podróżniczka poszukiwani" liczą po ponad 70 tysięcy członków. "Spontaniczne wypady" - niemalże 50 tysięcy. 37-letni Bartek Zobek, założyciel pierwszej z wymienionych grup, przekonuje, że liczba osób chcących dołączyć do społeczności rośnie.

- Jeszcze rok temu w grupie było 30 tysięcy osób, dziś jest ponad dwa razy więcej - mówi Zobek. Powstała w 2013 roku jako uzupełnienie strony "Kalendarz Przygód", gdzie Bartek publikuje propozycje ciekawych wyjazdów na aktywny wypoczynek. - Pomyślałem, że fajnie byłoby stworzyć platformę, na której ludzie mogliby szukać kompanów na swoje wyjazdy. Sam miałem problem ze znalezieniem towarzysza podróży, więc zrobiłem to poniekąd i dla siebie. Wiadomo, że najchętniej wyjechałbym ze znajomymi, ale często było tak, że jak proponowałem jakiś wyjazd, to okazywało się, że albo nie udawało się zgrać terminu, albo ktoś miał za krótki urlop, albo ktoś założył rodzinę i zmieniły mu się priorytety. Pomyślałem: a co ja się będę oglądać na znajomych, sam sobie znajdę kogoś do podróżowania. Przez Internet - opowiada.

Bartek Zobek (fot: materiały archiwalne)
Bartek Zobek (fot: materiały archiwalne)

Bartek nie spodziewał się, że takich osób jak on, dla których podróżowanie jest ważną częścią życia i które z bardzo podobnych przyczyn decydują się na podróż z całkiem obcymi osobami, jest w Polsce tak wiele. Ma to jednak swoje podłoże. Jak mówi socjolog Michał Lutostański, w dzisiejszych czasach ludzie coraz częściej bywają singlami i w związku z tym poszukują kogoś, z kim mogliby realizować swoje plany wyjazdowe. - Coraz później wchodzą w związki małżeńskie i zakładają rodziny. Liczba rozwodów z roku na rok rośnie. Relacje stają się tymczasowe, coraz częściej jest tak, że przez pewien czas jesteśmy sami i wtedy szukamy ludzi, z którymi moglibyśmy spędzić czas, wyjechać na urlop. Raczej nie będziemy najszczęśliwsi na wakacjach z zaprzyjaźnioną parą lub rodziną z dziećmi - mówi.

Przygoda w warunkach kontrolowanych

37-letnia Dorota jest singielką, w ciągu ostatnich pięciu lat była na tylu wyjazdach z nieznajomymi, że już straciła rachubę - między innymi w Gruzji i na Krymie. Z obcymi osobami wyjeżdża również "służbowo". - Negocjuję kontrakty. Od czasu do czasu jestem wysyłana w delegacje, które trwają czasem miesiąc, a czasem i trzy - opowiada. Dorota nie chce tego czasu spędzać całkiem sama, więc szuka na Facebooku osób, które pojechałyby z nią. - Mam do dyspozycji całe mieszkanie, więc zawsze znajdzie się miejsce dla jeszcze kogoś oprócz mnie. Dla takiej osoby to atrakcyjna opcja - może mieszkać za darmo w nowym miejscu i je zwiedzać, a ja mam towarzystwo - opowiada.

32-letni Stefan od kilku lat mieszka i pracuje w Norwegii. Nie wyobraża sobie wyjazdu w pojedynkę, bo "samemu to można siedzieć przed komputerem, a nie jechać nad jezioro czy w podróż". - Wychowałem się na wsi z 30 domami. Jeden kolega z dzieciństwa jeździ TIR-em, drugi zginął dwa lata temu, trzeci jest alkoholikiem, a czwarty siedzi w pierdlu. Ludzie, których poznałem później, w większości mają dzieci albo są żonaci. Przez to, że jestem teraz za granicą, to kontakt się urwał. Nie jestem typem człowieka, który szybko się otwiera. Mam pieniądze, czas, a niestety, jest tak, że na głupie wakacje muszę sobie szukać ludzi w Internecie - zwierza się. Dzięki osobom poznanym przez grupy na Facebooku Stefan odwiedził między innymi Ateny, Birmę, Tajlandię i Chorwację.

W podróż z nieznajomymi nie jeżdżą jednak wyłącznie osoby samotne. 41-letni Arek, który z poznanymi w Internecie ludźmi zwiedził Indonezję, Stany Zjednoczone, Tajlandię, Wietnam, Kubę, Tanzanię, Kenię, Australię i Hiszpanię, ma żonę i dwóch synów. Jego partnerka nie podziela jednak jego pasji do podróżowania, jednocześnie nie widzi problemu w tym, żeby mąż wyjeżdżał na wakacje z nowo poznanymi osobami, w tym z kobietami. - Bardzo sobie ufamy, żona wie, że kocham podróżować. Moim problemem jest jednak brak znajomości języka angielskiego, więc muszę mieć obok siebie kogoś, kto będzie w stanie porozumieć się z miejscowymi, zabukuje nocleg itd. - wyjaśnia Arek.

Jak dodaje Bartek Zobek, kompanów do podróży szukają często również pary czy grupy przyjaciół. Bo mają wolne miejsca w samochodzie czy w kamperze i po prostu wyjdzie taniej.

Na rosnącą popularność podróżowania z nieznajomymi, jak zauważa Lutostański, duży wpływ ma także zmiana w sposobie podróżowania. - To, co jeszcze kiedyś było "podróżą życia" - czyli wyjazdem do egzotycznego kraju - dziś dla wielu ludzi jest po prostu wypadem na urlop, który można powtórzyć dwa, trzy albo nawet kilka razy w roku - twierdzi.

Zwiększyła się dostępność miejsc, które kiedyś mogli odwiedzać wyłącznie profesjonalni podróżnicy czy ryzykanci, którzy "rzucali pracę w korporacji i wyruszali w nieznane". - Kiedyś wyjazd do Azji, Ameryki Południowej czy do Afryki bez pośrednictwa biura podróży był nie lada wyzwaniem. Dziś w większości miejsc na świecie nie ma problemu z dostępem do Internetu, niemalże wszędzie można, nawet z dnia na dzień, zabukować sobie nocleg, wykupić tani lot czy bilet na pociąg. Polskie społeczeństwo staje się też coraz bardziej otwarte na nowe kultury i, co kluczowe, coraz bogatsze. Stać nas po prostu na zagraniczne wyjazdy, choć wciąż wygodniej nam współdzielić koszty podróży. Takie programy jak "Azja Express" czy "Agent" również pokazują, że nie trzeba posiadać jakichś wyjątkowych umiejętności, żeby pojechać daleko. W tych czasach podróżnikiem może być prawie każdy - opowiada.

Tajlandia (fot: Robert Stefanicki)
Tajlandia (fot: Robert Stefanicki)

Kamper (fot: Shutterstock.com)
Kamper (fot: Shutterstock.com)

Jednocześnie, jak podkreśla, podróż do wielu miejsc może być wciąż zbyt niebezpieczna w pojedynkę. - O ile na zorganizowane wczasy all inclusive czy objazdówkę pojechać samemu jest bezpiecznie i komfortowo, o tyle już samodzielna wyprawa po Birmie, Kambodży czy Indiach może wiązać się z dużym ryzykiem. Dla większości współczesnych podróżników urlop ma być przygodą, ale w warunkach kontrolowanych. Nie może wiązać się ze zbyt dużym dyskomfortem - zaznacza.

Nietrafiony kompan

Wszyscy moi rozmówcy szukający towarzysza podróży w Internecie przekonują, że "w grupie raźniej, taniej i bezpieczniej". Każdy ma jednak również na koncie trudne bądź wręcz dramatyczne wspomnienia związane z tego typu wyjazdem. Bo ktoś okazał się nie do końca godny zaufania albo miał zupełnie inny pomysł na spędzanie czasu.

- Wyjechałam w podróż "z plecakiem" na Krym z chłopakiem, którego znałam już z jednodniowego wyjazdu do Szwajcarii. Wydawał mi się taki zorganizowany. Podczas naszej dwuosobowej podróży okazało się jednak, że on chciał być w drodze 24 godziny na dobę, nie musiał się zatrzymywać na żaden nocleg. Ja w pewnym momencie byłam już wykończona. Gdy powiedziałam mu: nie dam rady, muszę się przespać, obraził się na mnie. Koniec końców się rozdzieliliśmy. Byłam już na niego tak zła, że wolałam zostać sama - opowiada Dorota. Podczas wyjazdów z nieznajomymi nauczyła się, że zawsze musi liczyć głównie na siebie.

Stefan wspomina sylwestra w Atenach: - To był mój pierwszy wyjazd z całkiem obcymi ludźmi. W grupie była dziewczyna, która w Nowy Rok tak się upiła, że dostała białej gorączki. Nie wiem, o co poszło, bo mnie przy tym nie było, ale uderzyła moją koleżankę pięścią w nos. Po tej akcji grupa zdecydowała, żeby dalej z nią nie jechać. Podczas tej samej podróży doszło jeszcze do kłótni między jednym chłopakiem i dziewczyną. On ją wyzwał od grubych, ona jego od prostaków i chamów. Chłopak się w końcu odłączył od grupy, bo stwierdził, że nie wsiądzie z nią do jednego samochodu.

41-letniemu Arkowi wiele razy nie układało się ze współtowarzyszami. - W podróż po Stanach Zjednoczonych pojechałem z 21-letnim chłopakiem. Przed wyjazdem dogadaliśmy się, że ma być aktywnie, chcemy wcześnie wstawać, żeby dużo zobaczyć. Ale mój towarzysz prawie co noc imprezował, co powodowało, że wyruszaliśmy dalej dopiero po południu. Z jednej imprezy wrócił do pokoju z dziewczyną i uprawiał z nią seks. Musiałem stamtąd wyjść. Chłopak rozwalił mi cały wyjazd - wspomina Arek. Do Wietnamu i Tajlandii pojechał z kolei z trzema kobietami. - To był błąd. Między nami dochodziło ciągle do nieporozumień, dokąd i kiedy jechać. W końcu stałem się wrogiem numer jeden. One spędzały czas razem, a ja byłem na uboczu. W pewnym momencie czułem się już tak źle, że postanowiłem się odłączyć. Kupiłem bilet na samolot i wróciłem do domu - opowiada.

Najbardziej udanym wyjazdem był dla niego ten, przed którym większość kwestii organizacyjnych została ustalona - jak preferencje do określonego stylu podróżowania czy to, co każdy z uczestników najbardziej chciałby zobaczyć. - I już w trakcie podróży, nawet jeżeli komuś nie pasowało odwiedzenie określonego miejsca, musiał to zaakceptować, bo taka była umowa - mówi Arek. Przyznaje, że lepiej jest kogoś poznać i ustalić pewne kwestie, zanim się z nim wyruszy w podróż, ale to, jaki ktoś jest naprawdę, i tak okazuje się dopiero w drodze. - Poznałem ludzi, z którymi do tej pory mam kontakt, i takich, z którymi nie chcę mieć kontaktu już nigdy. Jednocześnie każda z osób, z którą gdzieś wyjechałem, jest nierozerwalnie związana z moimi podróżami - wspomina.

30-letnia Ania potwierdza: - Takie wyjazdy na pewno uczą otwartości i umiejętności pójścia na kompromisy, świadomości tego, że twoje zachowanie, nastroje silnie wpływają na atmosferę i energię w grupie. Ludzie na takich wyjazdach są ze sobą 24 godziny na dobę, różne rzeczy mogą się zdarzyć. Podczas naszej podróży busem po Gruzji kolejno wszyscy się pochorowali. Na szczęście wszyscy mieli podejście, że osoba, która w danym momencie czuła się najgorzej, była uprzywilejowana. Nawet jeśli musieliśmy zrobić przystanek na godzinę, nikt się nie denerwował.

Miłość w drodze

Podczas takich podróży zawiązują się wieloletnie przyjaźnie, a nawet związki. Jak mówi Bartek Zobek, czasem wystarczy jedna przygoda, zabawna czy dramatyczna, żeby między ludźmi zrodziło się uczucie. Taka więź wytworzyła się pomiędzy Olą i Krzysztofem.

Krzysztof i Ola (fot: materiały archiwalne)
Krzysztof i Ola (fot: materiały archiwalne)

30-letni Krzysiek po rozwodzie w 2015 roku zamarzył o podróży kamperem po Hiszpanii. - Wyjechałem na trzy miesiące do Niemiec, żeby zarobić na tę podróż, po czym zacząłem szukać ludzi, którzy chcieliby mi towarzyszyć - opowiada. Jedną z osób, które jako pierwsze odpowiedziały na jego ogłoszenie w grupie "Spontaniczne wyjazdy", była 32-letnia Ola. Podobnie jak Krzysztof miała potrzebę ucieczki od normalnego, ustabilizowanego życia. - Od początku czułem, że poznałem prawdziwego przyjaciela, który mnie rozumie, słucha, który ma podobny pogląd na świat. Nie planowałem, żeby się zakochać, to się po prostu wydarzyło - wspomina. Z Olą oraz towarzyszącymi im Dominikiem i Martyną zwiedzili prawie całą Hiszpanię. - Od tamtej pory jesteśmy z Olą razem. Dalej prowadzimy "wolny" tryb życia: łączymy pracę z podróżowaniem. Byliśmy w trzymiesięcznej podróży po Azji, wciąż jeździmy kamperem po Europie - dodaje.

Ula poznała Wojtka w grupie "Single na szlaku". - W Dzień Kobiet Wojtek złożył kobietom obecnym w grupie życzenia. Odpowiedziałam na nie i do mnie napisał. Umówiliśmy się na wspólny wyjazd w Beskidy. Wojtek jest zawodowym kierowcą TIR-a, kilka dni po naszej rozmowie przyjechał po mnie i pojechaliśmy razem w góry. Od tamtej pory jesteśmy parą - opowiada.

Ula i Wojtek (fot: materiały archiwalne)
Ula i Wojtek (fot: materiały archiwalne)

29-letnia Paula poznała swojego obecnego partnera na wyjeździe na Bałkanach. - Musiałam odpocząć po toksycznej relacji. Absolutnie nie nastawiałam się, żeby kogoś poznać. W naszej grupie był o rok ode mnie młodszy Tomek. Spodobaliśmy się sobie. Na wyjeździe sporo imprezowaliśmy, a wiadomo, że po alkoholu ludziom rozwiązują się języki i ludzie się do siebie szybciej przekonują. Trochę się obawiałam, czy po powrocie do Polski będziemy mieli jeszcze o czym ze sobą rozmawiać, ale okazało się, że tak. To na pewno nie był płomienny wakacyjny romans, raczej spotkanie dwóch osób, którym doskwiera samotność, które szukają swojego emocjonalnego azylu - opowiada.

Lutostański porównuje podróżowanie z nieznajomymi do pielgrzymek do Częstochowy, które dla części uczestników były okazją do poznania "żony czy męża", czyli osoby, która podzielałaby ich podejście do życia, poglądy na świat, wiarę i wartości.

Samotni psychicznie

Dla Ani tą wspólną wartością jest chęć poznawania świata. Zwraca uwagę na to, aby jeździć z ludźmi, którzy tak jak ona mają bzika na punkcie podróżowania. - Moim znajomym się wydaje, że ciągle gdzieś wyjeżdżam. A ja pracuję na etacie, tylko potrafię się zorganizować, każdą okazję wykorzystuję, żeby odkryć nowe miejsce - mówi. Ania nie wyobraża sobie urlopu w pojedynkę, bo chce mieć z kim dzielić się swoimi przeżyciami. - Najlepiej pamiętam moment, w którym jechaliśmy busem przez góry w Gruzji, wystawaliśmy przez dach samochodu i śpiewaliśmy - to było niesamowite, czuliśmy prawdziwą wolność - opowiada. Z każdego wyjazdu tworzy wideorelację, a swoimi doświadczeniami dzieli się na bieżąco na swoim Instagramie.

Lutostański zauważa, że ludzie rezygnują dziś z samotnego podróżowania nie tylko ze względów bezpieczeństwa, ale również ze strachu przed pozostaniem zbyt długo tylko z własnymi myślami. - Z jednej strony samotnych ludzi jest coraz więcej, z drugiej w naszym codziennym życiu tak naprawdę jest niewiele momentów, kiedy jesteśmy całkiem sami. Bo tu ktoś się odezwie na Facebooku, tu na Whatsappie, ktoś zaraz do nas zadzwoni, ktoś da nam lajka na Instagramie. W takiej samotnej podróży mogłoby się okazać, że nie mamy zasięgu, że idąc na jakiś szczyt, nie mamy się do kogo odezwać, że będą takie dni, kiedy nikogo nie spotkamy na swojej drodze. Kiedyś szło się na szczyt, żeby kontemplować widok i tyle, dziś sama kontemplacja nie wystarczy, trzeba się swoim doświadczeniem z kimś podzielić. Mamy silną potrzebę tego, żeby ciągle być z kimś w kontakcie, nawet jeśli są to bardzo powierzchowne relacje. Ludzie są dziś samotni psychicznie, ale nie społecznie - mówi.

Liczne badania potwierdzają, że ludzie odcięci od technologii i Internetu już po kilku minutach zaczynają przejawiać objawy abstynencyjne - drażliwość, niepokój. Wzrasta świadomość, że zaczyna to być problemem, więc coraz bardziej popularne stają się wyjazdy pod hasłem "JoMO - Joy of Missing Out" [z ang. radość z odłączenia - przyp. red.]. Chodzi o to, żeby przez kilka dni odciąć się od technologii, Internetu, mediów społecznościowych.

Takie wyjazdy zaczął organizować między innymi Bartek Zobek. - Prawie co tydzień gdzieś się wybieramy, głównie w Polskę, w góry, do lasu, tam, gdzie jest spokój, gdzie często nie ma zasięgu. Na miejscu gramy w gry terenowe typu "Szukanie skarbu", uczymy się śpiewu wielogłosem i oddechu relaksacyjnego, spacerujemy i rozmawiamy przy ognisku do rana, czasem ćwiczymy jogę. Wracamy do pierwotnych rozrywek, które kiedyś budowały wspólnotę. Nie zabieramy uczestnikom telefonów, część wyłącza je na cały wyjazd, inni zostawiają je w pokojach na cały dzień i korzystają z nich ukradkiem, ale niektórzy, choć zdecydowana mniejszość, nie są w stanie się z nimi rozstać ani na moment, bo są tak uzależnieni - opowiada Bartek. Zobek przyznaje, że większości bardzo zależy na tym, żeby przestać w końcu przeglądać Facebooka czy Instagram, nie reagować na powiadomienia, nareszcie być offline. - Często się okazuje, że tylko na takim wyjeździe są w stanie to zrobić - mówi.

Ewa Jankowska. Dziennikarka i redaktorka, absolwentka Polskiej Szkoły Reportażu. Zaczynała w Wirtualnej Polsce w dziale Kultura, publikowała wywiady w serwisie Ksiazki.wp.pl. Pracowała również serwisie Nasze Miasto i Metrowarszawa.pl, gdzie z czasem awansowała na redaktor naczelną.

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś do końca nasz artykuł. Jeżeli Ci się podobał, to wypróbuj nasz nowy newsletter z najciekawszymi i najlepszymi tekstami portalu.

KLIKNIJ, BY ZAPISAĆ SIĘ NA NEWSLETTER

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Więcej o:
Komentarze (34)
'Dla większości współczesnych podróżników urlop ma być przygodą, ale w warunkach kontrolowanych'
Zaloguj się
  • kornel-1

    Oceniono 1 raz 1

    Głównym motywem podróżowania razem powinna być wspólnie przeżywana radość z odkrywania świata. W rzeczywistości jest nią strach przed samotną podróżą...

  • felicjan.dulski

    0

    Na obcym terytorium piję ze szczególnym umiarem.

  • lena575

    Oceniono 2 razy 2

    Jeżdżę po świecie od 25 lat, zwykle razem z mężem. Czasem aż by się prosiło wybrać z innymi i podzielić koszty np. wypożyczenia samochodu. Wśród znajomych nie mieliśmy takich ludzi, którzy wydaliby pieniądze na samodzielną podróż np. do RPA, Namibii, Australi, Ameryki Południowej czy Azji. A jak, już się wybrali, to trzeba ich było "holować", od nas oczekiwali obsługi jak od biura podróży i jeszcze dziwili się, że to kosztuje drożej niż leżenie w All na plaży w Egipcie czy Tunezji. Więc podróżujemy we dwójkę.
    Często spotykamy ludzi podróżujących samotnie (Polaków bardzo rzadko). Ludzie są ciekawi świata, innych i takie podróże traktują jak zresetowanie się, odpoczynek bez napinki. Wcale nie wypaleni i odmóżdżeni, wręcz przeciwnie ...
    Nasza córka też podróżowała np. z koleżanką motorem po Azji, skrzykniętą grupą po Kaukazie. Zawsze są jakieś zongi, dla jednych za drogo, dla innych zbyt zgrzebnie, ktoś wolałby dzień odpoczynku, ktoś inny ma program. Skrzyknięcie grupy na wypad to początek sukcesu. Trzeba mieć doświadczenie by od początku ustalać gdzie chcemy być, co zobaczyć, gdzie balować, jaki margines na zmęczenie, kto jeździ samochodem (np. dopłacić do większej ilości kierowców), kto odpowiada za jakiś etap podróży i co robić w razie zgrzytów ...

  • maadzik3

    Oceniono 2 razy 2

    A ja lubie podrozowac sama...

  • albrecht_kalba

    Oceniono 8 razy -4

    Kolejny tekst pisany "na wierszówkę", sporo znaków, treści niewiele, na dodatek miałkiej, nieciekawej, pozwalającej przystanąć na chwilę i uśmiechnąć się nad tabunami ludzi udającymi, że życie ma sens. Zmęczyłem się czytaniem tego produkcyjniaka. Gazeta.pl coraz bardziej przypomina średnich lotów poradnik dla zmanierowanych pań z pretensjami.. Szkoda.

  • hunkyyankee

    Oceniono 8 razy -4

    Kobiety traktują facetów jak darmowe biuro podróży

  • wejsunek47

    Oceniono 11 razy -3

    gdy ruszamy na wycieczkę zabieramy babę w teczkę..a gdy wracamy z wycieczki oddajemy jej majteczki...traktowanie facetów jak frajerskie biuro podróży znane jest i sprzed czasów internetu...

  • roy-cohn

    Oceniono 16 razy -8

    Zatomizowani ludzie, tracący tożsamość ze swoją ojczyzną, goniący za niewiadomo czego odkrywaniem, rozpaczliwie liczący na to ze przez zupełny przypadek spotkają kogoś kto pozwoli odzyskać sens ich życia. Gardzący rodziną, małżeństwem i pracą rzecz budowy silnego narodu. Żałosny skutek lewicowej filozofii może być tylko jeden - ta cywilizacja musi upaść ...

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX