Kurator sądowy. Wróg społeczny numer jeden

Joanna Pasztelańska
Raz, dwa, trzy. Zawsze odlicza przed naciśnięciem dzwonka. Taki rytuał. Nie wszyscy otwierają od razu, czasem musi się dobijać. Nikt nie lubi obcych. Zwłaszcza kogoś, kto zagląda do szafy, pyta o ostatnie spożycie alkoholu, sprawdza stan toalety albo prosi o próbkę moczu. Kogoś takiego można z łatwością obrazić, nastraszyć albo oskarżyć. O naruszenie prywatności, o niedopełnienie albo przekroczenie obowiązków. Tak, żeby więcej nie przyszedł.

Ostatnio często jest jej niedobrze. Przed oczyma ma obrazy z poprzednich wizyt. Rozkładające się resztki obiadu sprzed miesiąca, brudną bieliznę wciśniętą za pralkę. Słodko-kwaśny zapach potu. Nauczyła się już, że w dużym stresie człowiek pachnie specyficznie. Potrafi ten zapach rozpoznać.

Świnoujście. 15-letnia Roksana skazana na poprawczak za zabójstwo koleżanki (fot: Artur Kubasik/ Agencja Gazeta)
Świnoujście. 15-letnia Roksana skazana na poprawczak za zabójstwo koleżanki (fot: Artur Kubasik/ Agencja Gazeta)

Czasami żartuje, że pracuje nie w terenie, a na polu minowym. Mało kto jest w stanie tak po prostu, z marszu wejść z butami w cudze życie. W życie z grzybem na ścianach mieszkania, stosem butelek, pełne ostrych jak brzytwa słów.

Czy się boi? Nigdy nie wie, co zastanie. Agresywnego psa, kobietę wymachującą nożem albo odurzonego narkotykami nastolatka. Do ochrony ma tylko dwie ręce i siłę perswazji.

Przez pierwsze lata tłumaczyła, że nie jest zła, że chce dobrze. Że jest nie po to, żeby karać, ale próbować razem z podopiecznym coś naprawić. Potem zrozumiała, że czegokolwiek by nie zrobiła, jak najdelikatniej nie wkroczyłaby w czyjeś życie, to i tak prawdopodobnie oberwie. Tak samo jak komornik, strażnik więzienny czy policjant.

34-letni ojciec z dwójką dzieci (fot: zdjęcie z materiału TVN 'Uwaga!' o batalii 34-latka i jego żony)
34-letni ojciec z dwójką dzieci (fot: zdjęcie z materiału TVN 'Uwaga!' o batalii 34-latka i jego żony)

Od kilkunastu dni jest jeszcze gorzej. Po tragedii na warszawskim Bemowie, gdy podczas widzenia z dziećmi w obecności kuratora 34-letni Tomasz M. otruł siebie i 4,5-letniego synka, na kuratorach sądowych znowu wszyscy wieszają psy. "Bo nie dopilnował, bo mógł coś zauważyć. Bo za to przecież mu płacą. Bo mógł do tego nie dopuścić".

Czy na pewno mógł?

"Misjonarze"

Około 5,2 tysiąca - tylu jest w Polsce jeszcze kuratorów zawodowych. Na łeb na szyję spada za to liczba kuratorów społecznych. W 2014 roku było ich ponad 28 tysięcy, trzy lata później ponad cztery tysiące mniej. Wielu rezygnuje, mają dość. 

Kuratorzy działają zawsze na orzeczenie sądu - karnego lub rodzinnego. Pod kuratorską pieczę mogą trafić zarówno dorośli, jak i dzieci. Poza dozorami i nadzorami sądy zlecają kuratorom opiekę i wsparcie w resocjalizacji i powrocie do społeczeństwa byłych więźniów oraz niepełnoletnich zwalnianych z poprawczaków.

Od kuratorów wymaga się nieposzlakowanej opinii, odpowiedniego wykształcenia (studiów z zakresu nauk pedagogiczno-psychologicznych, socjologicznych lub prawnych), bardzo dobrego stanu zdrowia, a w przypadku kuratora zawodowego - odbycia rocznej aplikacji i zdania egzaminu.

Aplikant kuratorski dostaje około 2 tys. zł pensji. Kurator zawodowy ponad 3 tys. zł, starszy kurator zawodowy - ok. 4 tys. zł. Najlepiej, jakieś 500 zł więcej, zarabia kurator specjalista, ale zostać nim mają szansę tylko nieliczni, z powodu dziur w budżecie i braku środków na awanse. 

Kurator społeczny wprawdzie nie musi - tak jak zawodowy - robić aplikacji, ale za to swoją pracę wykonuje niemal całkowicie pro bono. W zależności od liczby podopiecznych objętych pieczą oraz obszaru, na którym działa, miesięcznie jest w stanie zarobić około. 500 zł. - Kto to na dłuższą metę wytrzyma? -- zastanawia się jeden z kuratorów społecznych ze Śląska. - Czasem myślę, czy nie jestem jednak po części wariatem. Nikt normalny nie ponosiłby dzień w dzień takiego ryzyka za tak marne pieniądze.

Dlatego o kuratorach społecznych na forach mówi się niekiedy "misjonarze".

Moje pruszkowskie podwórko

Dwa dni w tygodniu dyżuruje w sądzie w Pruszkowie. Przyjmuje podopiecznych, interesantów, udziela porad. Wypełnia stosy dokumentów. W pozostałe dni - praca w terenie. Pod opieką ma trzy dzielnice Pruszkowa: Gąsin, Tworki, Malichy, osiedle Kopernika oraz miejscowości w gminie Nadarzyn - Kajetany, Walendów, Rusiec, Młochów, Wola Krakowiańska, Krakowiany, Szamoty, Rozalin Parole i inne. W sumie około 30 podopiecznych. Do niektórych trzeba jeździć kilkadziesiąt kilometrów. Niekiedy wielokrotnie w ciągu miesiąca. Kursy w tę i z powrotem robi prywatnym samochodem, w tym czasie odbiera kilkanaście połączeń od podopiecznych w potrzebie. Na prywatny numer telefonu. Ma za to dodatek terenowy. Ostatni raz, jak i podstawa całej wypłaty, waloryzowany w 2009 roku. - Czy pamięta pani, jaka była cena benzyny w 2009 roku? - pyta Piotr Jabłoński, absolwent pedagogiki na Wydziale Resocjalizacji Akademii Pedagogiki Specjalnej im. Marii Grzegorzewskiej w Warszawie. Dzisiaj starszy kurator zawodowy dla osób dorosłych przy Sądzie Rejonowym w Pruszkowie. Staż pracy: 12 lat.

Luboń. Eksmisja kobiety z 3-letnim dzieckiem (fot: Robert Woźniak/Agencja Gazeta)
Luboń. Eksmisja kobiety z 3-letnim dzieckiem (fot: Robert Woźniak/Agencja Gazeta)

Jeśli ktoś chce skrzywdzić dziecko, to nie ma znaczenia, kiedy i gdzie to zrobi. Czy w łazience, czy w kinie, czy podczas obiadu, czy na placu zabaw. Czy poda dziecku jakąś substancję w batoniku, w popcornie czy w piciu. W przypadku tragedii na warszawskim Bemowie sąd, ustanawiając taką formę kontaktów, ustalił, że ojciec nie jest niebezpieczny. Ale to kurator w oczach opinii publicznej "nie dopilnował". - Oczywiście wyjaśnienia są niezbędne. Wszyscy zapominają jednak, że - poza rodziną - to przede wszystkim kurator, w tym przypadku społeczny, wskazany przez sąd do udziału w kontaktach ojca z dziećmi, przeżywa ogromną traumę. Ale on w odczuciu społecznym niemal zawsze jest winny - podkreśla ze smutkiem Jabłoński.

Wywiad, którego nie było

O skrajnie trudnych warunkach pracy kuratorów, ryzyku zawodowym oraz walce z wiatrakami alarmuje Najwyższa Izba Kontroli w tegorocznym raporcie. Zdaniem NIK od kilkunastu lat nie zmieniono standardów zawodowych, podczas gdy z roku na rok zmienia się zakres obowiązków kuratorów sądowych. Co to znaczy? Dokładnie tyle, że wymaga się od nich coraz więcej, nie dając nic w zamian. Na przykład standardy obciążenia pracą kuratorów zawodowych nie uwzględniają licznych i czasochłonnych wywiadów środowiskowych, których w latach 2014-2017 (pierwsze półrocze) przeprowadzono blisko 1,8 miliona. Wywiad ma pomóc sądowi w podjęciu decyzji w danej sprawie. Ma być diagnozą skazanego lub sprawcy, oskarżonego, który dopiero staje przed sądem. To sprawa wielkiej wagi, która może mieć wpływ na wyrok. Ale przez ministerstwo wywiad nie jest uwzględniany jako tzw. obciążenie zawodowe kuratorów.

A ile razy zdarza się, że adres podany w dokumentacji przekazanej do zespołu kuratorskiego jest nieaktualny albo wskazuje np. na ogrody działkowe czy... dworzec? I szukaj wiatru w polu. Prywatnym samochodem, na prywatnym ubezpieczeniu, z prywatnym laptopem. Często brakuje sprzętu do sprawdzania promili w wydychanym powietrzu, pobierania próbek moczu. Zdarza się, że kuratorzy pracują na przeterminowanych narkotestach.

W żadnym innym kraju europejskim kurator sądowy nie pracuje tak często w terenie jak w Polsce - - podkreśla Helsińska Fundacja Praw Człowieka. I chociażby z uwagi na to powinien mieć zapewnione bezpieczeństwo, podobnie jak inni funkcjonariusze służby publicznej. Według NIK próbuje się tego dokonać na różne sposoby. W niektórych sądach korzystano z zewnętrznej służby ochrony, monitoringu korytarzy sądowych czy też wyposażenia pomieszczeń kuratorów sądowych w przyciski alarmowe umożliwiające wezwanie ochrony obiektu. Ale na dyżurach kurator spędza dwa dni w tygodniu. W pozostałe działa w terenie. Jest wtedy sam. Ale nawet gdyby przydzielić każdemu osobistego ochroniarza, ten nie uchroniłby go przed wszystkimi niebezpieczeństwami.

- W ubiegłym roku pracowałem z osobami, które prątkowały gruźlicą. To nie było na zapadłej wsi, ale w centrum Pruszkowa pod Warszawą. Na porządku dziennym są liczne choroby zakaźne, wirusowe zapalenie wątroby. Nigdy nie wiemy, co przyniesiemy ze sobą do domu, do dzieci - mówi Jabłoński.

Kurator jak prokurator

Najwyższa Izba Kontroli szacuje, że postępowaniem kuratorów objętych jest ponad 640 tysięcy Polaków, a ponad 60 tysięcy ma z nimi do czynienia podczas wywiadów środowiskowych.

Zazwyczaj podopieczny jest odwiedzany w miejscu zamieszkania, czyli tam, gdzie on czuje się najpewniej, a kurator jest najsłabszy. Zwłaszcza jeśli ma do czynienia z kimś, kto traktuje jego wizytę jako naruszenie prywatności i strefy osobistej. Po alkoholu i środkach odurzających poczucie prywatności wzrasta, a dozorujący staje się już nie tylko niechcianym gościem, ale wrogiem.

Jedna z kuratorek pomimo upływu lat wciąż trzęsie się na wspomnienie zdarzenia podczas przygotowywania wywiadu środowiskowego: - Wiedziałam, jak ten nieletni chłopiec ma na imię, ile ma lat. Przez domofon powiedział mi, że to nie jest dobry moment na wizytę, że ma bałagan. Ja mu na to: wiesz, kurator też człowiek, niejeden bałagan widział. Jestem już pod drzwiami, on  wpuszcza mnie do środka. Jak szybko weszłam, tak bardzo szybko chciałam wyjść, ale było już za późno. Nie wiem, ilu jego kolegów znajdowało się w środku, sześciu, może siedmiu. Było ciemno od oparów marihuany. Usłyszałam: kładź się. To są momenty, w których się zastanawiasz, czy nie zmienić pracy. Jakaś opatrzność nade mną czuwała - po chwili do mieszkania weszła mama tego chłopca i wyprosiła kolegów syna, używając przy tym wulgaryzmów.

Mężczyzna palący skręta (fot: Franciszek Mazur/Agencja Gazeta)
Mężczyzna palący skręta (fot: Franciszek Mazur/Agencja Gazeta)

Piotr Jabłoński opowiada inną historię: - Pamiętam wyznanie jednej z kuratorek społecznych, którą zaatakował podopieczny. Była tak przestraszona, że w desperacji była skłonna skoczyć z trzeciego piętra bloku. To wcale nie są pojedyncze przypadki. Na co dzień spotykamy się z przemocą.

Na niego rzucił się mężczyzna, który nie chciał zaakceptować wyroku sądu dotyczącego jego dorosłego wnuka. - Dla wielu osób kurator jest przedłużeniem karzącej ręki sądu. Ludzie błędnie utożsamiają nas z karą, a nie z próbą pomocy. Mylą kuratora z prokuratorem. Brzmi podobnie, prawda? Nie dostrzegają, że nasza obecność jest spowodowana tym, że ich bliski zawinił, popełnił błąd. Ja zawsze pokazuję legitymację, spokojnie tłumaczę, po co przyszedłem. Robię to najdelikatniej, jak tylko można, żeby nie generować dodatkowego stresu - opowiada.

W marcu 2010 roku całym środowiskiem kuratorskim wstrząsnęła informacja o tragicznej śmierci 28-letniej Pauliny O., kuratorki społecznej z Sądu Rejonowego w Środzie Śląskiej. Podczas jednej z wizyt u podopiecznych w Michałowie została zaatakowana i skatowana. Konała przez kilka godzin, zmarła po przewiezieniu do szpitala. Osierociła kilkuletniego synka. Jak wykazało śledztwo, w dniu morderstwa kuratorka odebrała anonimowy telefon o libacji z udziałem jej podopiecznych. Po jej śmierci to właśnie oni byli pierwszymi podejrzanymi, ale zostali uniewinnieni. Uważa się, że morderca Pauliny O. celowo zaplanował zbrodnię i zrzucił podejrzenia na osoby dozorowane. Do dzisiaj nie udało się go namierzyć, a śledztwo umorzono. 

Powitanie z nożem w tle

O tym, jak ryzykowna jest praca kuratorów, mówi także raport Instytutu Wymiaru Sprawiedliwości "Bezpieczeństwo kuratorów sądowych w świetle badania ankietowego".

Autorki raportu, dr Anna Janus-Dębska i Małgorzata Gronkiewicz-Ostaszewska, podkreślają, że blisko 87 procent kuratorów podczas wykonywania czynności służbowych jest obrażanych lub zastraszanych. Prawie połowa pracuje w stresie z powodu kontaktów z osobami cierpiącymi na choroby psychiczne. Niemal 40 procent na co dzień spotyka się z agresją słowną i fizyczną.

Radiowóz policji (fot: Renata Dąbrowska/Agencja Gazeta)
Radiowóz policji (fot: Renata Dąbrowska/Agencja Gazeta)

W ciągu ostatnich kilkunastu lat odnotowano blisko 1800 przypadków ataków na kuratorów. Najczęściej sprawcami agresji byli sami podopieczni, na drugim miejscu - ich bliscy. - Pukam do drzwi, nikt nie otwiera, a wyraźnie słyszę, że ktoś jest w domu. Po dłuższej chwili otwiera mi zdenerwowana kobieta z ogromnym nożem kuchennym w dłoni. Krzyczy: "K***a, czego chcesz"? Przedstawiam się, mówię w jakiej sprawie, a ona na to: "Wypie***j, umawiałaś się"?  Mówię "do widzenia" - opowiada Banasiak.

Co sprawia, że Izabela i Piotr nie odeszli z pracy?

Izabela Banasiak: - Czasami słyszę: "O, pani Iza, jak ja się cieszę, że pani przyszła". Albo: "Pani Izo, co ja bym bez pani zrobiła. Panią to trzeba przepisywać na receptę, jak lek". To są momenty, w których człowiekowi buzia się uśmiecha, w których myślę sobie, że kuratorzy wykonują kawał ciężkiej i dobrej pracy. Nie chodzi o czerwony dywan, ale najcenniejsze są okruszki zwykłej ludzkiej wdzięczności. O przekazie w mediach nie będę  mówić, bo na to wpływu nie mam.

Piotr Jabłoński: - Ustawa przewiduje, że kurator może uzyskać awans po trzech latach dobrej pracy. W praktyce trwa to znacznie dłużej. Pomimo dobrych wyników pracy czekam na awans już trzy razy tyle. A są plany, żeby ścieżkę awansu zawodowego jeszcze wydłużyć. Zamiast niego i podwyżek czy waloryzacji dodatków funduje się nam kontrole, lustracje i wizytacje, nieustannie podważa się kompetencje, okazuje brak zaufania. Co chwila słyszymy, że jak nie jesteśmy codziennie na dyżurach, to pewnie nie pracujemy i siedzimy w domach. Jak się człowiek nad tym głębiej zastanowi, to jest miażdżące.

Dlaczego wobec tego wciąż jest w zawodzie? Wspomina swojego podopiecznego, 23-letniego chłopaka z tak zwanej dobrej rodziny: - Był na skraju śmierci, uzależniony od heroiny. Rodzice rozkładali ręce. Spał na melinie, obdarty, brudny. Nikt nie dawał mu szans. Pracowałem z nim cztery lata. Namówiłem na leczenie w ośrodku odwykowym. Chłopak skończył licencjat, podszlifował angielski i zaczął oprowadzać wycieczki po europarlamencie w Brukseli. Czy pani sobie zdaje sprawę, jaka to jest satysfakcja? Jaka to jest radość? Spotyka pani taką osobę na ulicy, a ona jest trzeźwa, uśmiechnięta. To jest budujące w tej ciężkiej pracy. I właśnie dla takich chwil jeszcze warto.

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś do końca nasz artykuł. Jeżeli Ci się podobał, to wypróbuj nasz nowy newsletter z najciekawszymi i najlepszymi tekstami portalu.

KLIKNIJ, BY ZAPISAĆ SIĘ NA NEWSLETTER >>>

Joanna Pasztelańska. Dziennikarka, reporterka. Jako jedna z pierwszych dotarła do Turcji po trzęsieniu ziemi w 1999 roku, relacjonowała wybory prezydenckie w Iranie, zajmowała się sprawą farmy niewolników pod Londynem i ukrytymi w rejonie Prypeci sierocińcami dla dzieci z wadami genetycznymi po wybuchu elektrowni w Czarnobylu. Od blisko dwudziestu lat jeździ po Polsce śledząc tematy trudne i niewyjaśnione m.in. dla "Życia Warszawy", "Tygodnika Kulisy" i magazynu "Dziennika Gazety Prawnej". W 2016 roku nakładem wydawnictwa Horyzont Znak ukazała się książka "Policjanci. Za cenę życia", którą napisała wraz z mężem.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Więcej o:
Komentarze (78)
Kurator sądowy. Wróg społeczny numer jeden
Zaloguj się
  • andy_1

    Oceniono 6 razy 6

    Nie przeczytałem dokładnie - jedynie przewertowałem... Wrażenie jest takie, że państwo i w tej dziedzinie działa teoretycznie i na niby... Udaje, że zapewnia profesjonalną i zorganizowaną pomoc społeczną, podczas, gdy w rzeczywistości pozostawia to przypadkowi i osobistej odpowiedzialności kuratorów społecznych....

  • justas32

    Oceniono 8 razy 6

    Prawdziwy Polak zawsze nienawidzi władzy - policjanta, prokuratora, strażnika, posła, komornika, kuratora, lekarza, nauczyciela ...

  • zacisze16

    Oceniono 6 razy 4

    W temacie tej tragedii zawiodły wszystkie instytucje... Sąd, kurator, policja, ....

  • Miru Web

    Oceniono 6 razy 4

    U nas wszystko postawiliśmy na głowie.Mieszkam koło Żabki,codziennie widzę młode mamy z dziećmi kupujące zgrzewki piwa.Jeszcze wyglądają w miarę normalnie,czysto ubrane one i dzieci.Po południu często dołącza tatuś tych dzieci i znowu wychodzą z piwami.Jestem pewna ,że za jakiś czas zacznie się problem z agresją,bo sposób w jaki się do siebie odnoszą przeraża.Właściwie to już by trzeba zacząć z nimi pracować,tymczasem państwo wypłaca im pieniądze.Za parę lat to będzie patologia i będzie trudno z tego wyjść.

  • talavera

    Oceniono 3 razy 3

    Zawód kuratora jest ciężki, ale bardzo społecznie potrzebny.
    To brzmi banalnie, lecz akurat mając wysoki poziom kuratorów można znacznie zmniejszyć poziom patologii w spoleczeństwie.
    Dlatego dobry system szkoleń i płac jest b.ważny i może przynieść olbrzymie pożytki, warto zobaczyć na państwa skandynawskie.

  • kriz44

    Oceniono 5 razy 3

    Jako kurator społeczny działający już 7 rok, nie neguje i nie podważam przedstawionych tu historii innych kuratorów, lecz uważam, że barwy w jakich autorka artykułu ujęła temat są nieprawdziwie ciemne. Owszem, zdarza się chamstwo. Zdarzają się różne reakcje, ale narzekanie na to i pokazywanie "jak to my mamy ciężko" to jakby pisać, że górnicy mają źle bo kilofy ciężkie a węgiel brudzi. Taka jest ta praca. Ale z drugiej strony przy tak negatywnym przekazie medialnym na nasz temat (zawsze jak jest mowa o kuratorze to albo nie wiedział, albo nie zareagowal), jeden taki artykuł to miła odmiana.

  • staefun

    Oceniono 5 razy 3

    Znam długoletniego zawodowego kuratora, który wystąpił o pozwolenie na broń i wcale nie po to, żeby zabierać ją do pracy "w terenie" - miał bowiem w domu brutalne najścia podopiecznych i ich "kolegów" i związane z tym naprawdę groźne sytuacje, w których znaleźli się również jego żona i dziecko. Pozwolenia jednak nie dostał.

  • dashka

    Oceniono 2 razy 2

    Im się ochrona po prostu nie należy - nie wykonują tak odpowiedzialnej i niezbepiecznej pracy jak pani Szydło albo pan Kaczyński.

  • jerzozwierz

    Oceniono 2 razy 2

    Nic nie ujmując kuratorom, chciałbym zwócić uwagę, że ten artykuł mógłby niemal słowo w słowo dotyczyć pracowników socjalnych, z jedną wszak różnicą. Pracownicy socjalni zarabiają dużo mniej.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX