40 dzieci czeka w kolejce na przyjęcie do szpitala. Kryterium? "Decyduje to, czy ktoś chce się zabić"

Ewa Jankowska
- My pracujemy trochę jak na pierwszej linii frontu w czasie wojny. Personel jest absolutnie wyczerpany i sfrustrowany dokonywaniem ciągłej selekcji pacjentów. To jest okrutne zarówno wobec pacjentów, jak i pracowników - mówi dr hab. Lidia Popek, ordynator Kliniki Psychiatrii Dzieci i Młodzieży Instytutu Psychiatrii i Neurologii w Warszawie.

Jesteśmy w klinice, którą pani kieruje. Łóżka polowe i materace rozłożone są na korytarzu, bo brakuje już miejsca dla dzieci w pokojach. Mnie ten widok przeraża.

- Oddział przygotowany jest na 28 osób, w tej chwili mamy 43 pacjentów. Skończyły się nam nawet łóżka polowe, więc pacjenci leżą na materacach na podłodze. To są warunki oburzające, nie mogę na to spokojnie patrzeć, jak przychodzę do pracy.

Szpital psychiatryczny, zdjęcie ilustracyjne (fot: Tomasz Waszczuk / Agencja Gazeta)
Szpital psychiatryczny, zdjęcie ilustracyjne (fot: Tomasz Waszczuk / Agencja Gazeta)

Problem, który nas dotyczy, jest ogólnopolski, o czym miałam okazję się przekonać podczas ostatniej konferencji na temat psychiatrii dzieci i młodzieży w Polsce. Sytuacja pogarsza się zazwyczaj w drugiej połowie września i poprawia w czerwcu. Choć muszę przyznać, że w te wakacje zapotrzebowanie na hospitalizację pacjentów było duże.

Zwiększona liczba pacjentów we wrześniu to efekt rozpoczęcia roku szkolnego?

- To pytanie, na które szukamy odpowiedzi od lat. Prawdopodobnie szkoła w przypadku dzieci i młodzieży działa tak jak w sytuacji dorosłych praca. Funkcjonowanie zawodowe dla dorosłego, a dla dziecka szkolne, ma ogromny wpływ na życie osobiste. To absolutnie nie oznacza, że szkoła jest czynnikiem, który wywołuje zaburzenia psychiczne, a dzieci są tam źle traktowane. Powiązanie między szkołą a psychiką dziecka na pewno jednak istnieje i jest wielowymiarowe: oczekiwania rodziców wobec dzieci, szkoły wobec dzieci, a nawet dzieci wobec siebie samych, atmosfera w szkole, relacje rówieśnicze mogą rodzić różne trudności. Już nie mówiąc o prześladowaniu.

Uczniowie gimnazjum prze egzaminem gimnazjalnym (fot: Tomasz Stańczak / Agencja Gazeta)
Uczniowie gimnazjum prze egzaminem gimnazjalnym (fot: Tomasz Stańczak / Agencja Gazeta)

Na oddziale jest 15 nadliczbowych pacjentów. Domyślam się, że na wolne miejsce czekają kolejne osoby.

- W tej chwili mamy około 40 pacjentów na liście rezerwowej. Sytuacja jest tragiczna. Ciągle muszę komuś odmawiać. Te dzieci, które czekają w kolejce, to też są osoby potrzebujące pomocy, ale "na ich szczęście" nie chcą się zabić. To jedyna zmienna, która w tej chwili decyduje o tym, czy kogoś przyjmiemy, czy nie. Niekiedy dzieci muszą czekać nawet kilka miesięcy na pobyt w szpitalu. I to nie są zdrowe dzieci, bo ja czytam ich skierowania.

Dla tych, którzy mają myśli samobójcze, też już brakuje miejsc w szpitalu.

- To prawda, ale lekarz, który pełni dyżur w izbie przyjęć, musi taką osobę przyjąć, bo jak tego nie zrobi, to istnieje ryzyko, że pacjent zakończy swoje życie.

Wiadomo od lat, że zaledwie 20 procent dzieci i młodzieży potrzebujących pomocy z zakresu zdrowia psychicznego ją otrzymuje. Reszta musi sobie jakoś poradzić. To w oczywisty sposób wpływa negatywnie na rozwój tych osób i może skończyć się tragicznie.

Polska jest w niechlubnej europejskiej czołówce pod względem liczby skutecznych prób samobójczych wśród dzieci i młodzieży. Z danych policji wynika, że w ubiegłym roku na 730 prób samobójczych 116 zakończyło się śmiercią. Gorzej jest tylko w Niemczech. Dlaczego sytuacja jest tak dramatyczna?

- Jeśli jest tak, że przyjmujemy na ostrym dyżurze pacjentów w wieku od 15 do 18 lat, to oznacza, że coś niepokojącego działo się z tymi dziećmi już wcześniej. Przyczyna leży w braku zaplecza psychologicznego, pedagogicznego, psychiatrycznego w środowisku pacjenta, czyli braku pomocy na różnych etapach rozwoju dziecka. W Polsce w dalszym ciągu myślimy w kategoriach leczenia objawów, a nie przyczyn. Do rządu powinno w końcu dotrzeć, że zdrowie psychiczne dzieci i młodzieży zapewnia prawidłowe funkcjonowanie społeczne. To czysta ekonomia - im szybciej się komuś pomoże, tym mniej wyda się na niego pieniędzy. Ale takie podejście, niestety, wymaga całkowitej przebudowy strukturalnej na różnych poziomach, a na nią nie ma odpowiednich środków. Dopiero ostatnio ministerstwo zaczęło coś w tym temacie robić, na początku roku powołano zespoły, których zadaniem jest opracowanie zmian w psychiatrii dzieci i młodzieży. Na razie nie wiadomo, kiedy wejdą one w życie. Perspektywa jest raczej długa, nie wiem, czy my, psychiatrzy i personel, doczekamy tych zmian.

Sosnowiec. Otwarcie oddziału psychiatrii dla dzieci i młodzieży (fot: Grzegorz Celejewski / Agencja Gazeta)
Sosnowiec. Otwarcie oddziału psychiatrii dla dzieci i młodzieży (fot: Grzegorz Celejewski / Agencja Gazeta)

Co jest najtrudniejsze w pani pracy?

- Odpowiedzialność. My pracujemy trochę jak na pierwszej linii frontu w czasie wojny. Personel jest absolutnie wyczerpany i sfrustrowany dokonywaniem ciągłej selekcji pacjentów. To jest okrutne zarówno wobec pacjentów, jak i pracowników. Widzą, że mogliby zrobić znacznie więcej, ale są przytłoczeni nadmierną liczbą pacjentów. Mimo że powstał kolejny oddział psychiatryczny dla młodzieży w Konstancinie, nadal brakuje wolnych miejsc.

Pytanie też, kto zastąpi osoby, które będą rezygnować z pracy albo odchodzić na emerytury?

- Na zebraniu konsultantów wojewódzkich z całej Polski, które odbyło się w połowie listopada, była mowa o tym, że wielu oddziałom grozi zamknięcie właśnie z powodu braku pracowników. Sytuacja jest poważna, bo psychiatrów dzieci i młodzieży w całej Polsce jest około 400, przy czym nie wszyscy w tym zawodzie pracują.

Jak zorganizować wobec tego opiekę w kraju, w którym nie ma wystarczającej liczby specjalistów w danej dziedzinie?

- W tej chwili to niemożliwe. Jedyną opcją jest wykorzystanie innych zawodów lub stworzenie nowych, odpowiednio przygotowanych do działań interwencyjnych czy profilaktycznych w zakresie podstawowej diagnostyki psychiatrycznej czy psychologicznej, wsparcia psychoterapeutycznego. W ciągu ostatnich lat bardzo poprawiły się wiedza i wykształcenie nauczycieli przedszkolnych i żłobkowych. Może należałoby w tych zawodach szukać możliwości dodatkowego kształcenia pracowników i stworzyć sieć pomocową. W takiej sytuacji lekarz byłby na samym szczycie tej struktury. Do niego trafiałyby tylko te dzieci, którym osoby na niższym szczeblu nie były w stanie już pomóc.

Dlaczego lekarze nie wybierają specjalizacji z psychiatrii dzieci i młodzieży?

- Moim zdaniem na studiach nie wzbudza się w studentach zainteresowania tą dziedziną, a jest ona szalenie ciekawa, nie mówi się również o tym, że jest priorytetowa. W związku z tym tylko nieliczni wybierają pięcioletnią specjalizację z psychiatrii dzieci i młodzieży w ramach rezydentury [szkolenie specjalizacyjne polegające na wykonywaniu pełnego zakresu obowiązków właściwych dla lekarza specjalisty w danej dziedzinie - przyp. red.].

Jest inna możliwość - skrócona droga specjalizacji np. dla lekarzy psychiatrów. Wielu zdecydowałoby się na dalsze kształcenie w zakresie psychiatrii dzieci i młodzieży, ale poważnym utrudnieniem są przepisy, które uniemożliwiają zdobywanie drugiej specjalizacji w ramach rezydentury. Zmiana tej zasady zwiększyłaby dość szybko liczbę specjalistów.

Co jest też trudne w tej pracy i co wielu może odstraszać to to, że jeśli dziecko staje się pacjentem, konieczny jest kontakt z jego środowiskiem - rodziną, szkołą. Ten obszar, którym psychiatra dziecięcy się zajmuje, jest więc bardzo szeroki. Żeby pomóc pacjentowi, potrzeba nierzadko dużo czasu. I tutaj ważne byłoby, żeby lekarza jakoś odciążyć, wesprzeć pracą psychologów, psychoterapeutów, a nawet sekretarek, które mogłyby przejąć część pracy o charakterze biurokratycznym, którą lekarze są zasypani.

Czy czara goryczy się w końcu przeleje i psychiatrzy dzieci i młodzieży wyjdą na ulice lub opuszczą oddziały? Patrząc na to, jaki skutek odniosły protesty rezydentów czy ratowników medycznych, którzy postraszyli rząd, że wezmą wolne i nie przyjdą do pracy, można wnioskować, że dopiero postawienie sprawy na ostrzu noża może coś zdziałać.

- W naszym środowisku poziom odpowiedzialności jest tak wysoki, że nie wyobrażamy sobie, że moglibyśmy opuścić naszych pacjentów. Wielokrotnie o tym dyskutowaliśmy, ale zawsze ważniejsze okazuje się dobro dzieci. Druga sprawa, że nasze środowisko jest bardzo małe, z trudem ktokolwiek nas dostrzega, ponadto kto nas wesprze? Poziom stygmatyzacji dorosłych osób chorych psychicznie jest w Polsce bardzo wysoki, a poziom stygmatyzacji rodzin, w których jest problem na tle psychicznym, może nawet większy. Trudno w takiej sytuacji liczyć na poparcie społeczne rodzin i pacjentów, bo oni mogą po prostu bać się ujawnić.

Łódź. Szpital Psychiatryczny. Oddział Dziecięcy (fot: Tomasz Stańczak / Agencja Gazeta)
Łódź. Szpital Psychiatryczny. Oddział Dziecięcy (fot: Tomasz Stańczak / Agencja Gazeta)

Łódź. Oddział psychiatryczny dzieci i młodzieży (fot: Tomasz Stańczak / Agencja Gazeta)
Łódź. Oddział psychiatryczny dzieci i młodzieży (fot: Tomasz Stańczak / Agencja Gazeta)

Dlaczego w tej chwili tak wiele młodych osób potrzebuje pomocy psychiatrycznej?

- Tych powodów jest mnóstwo. Na pewno jednym z nich jest to, że zwiększyła się świadomość społeczna, ludzie częściej szukają specjalistycznej pomocy. Drugi czynnik to intensywnie zmieniająca się kultura, sposób życia społecznego. Zupełnie inaczej wygląda życie rodzinne dziś niż 20 czy 30 lat temu. Zdecydowanie więcej dzieci wychowuje się w rodzinach niepełnych lub tzw. patchworkowych [powstających w wyniku ponownego zakładania rodzin przez jednego lub oboje rodziców po rozwodzie - przyp. red.]. Albo w rodzinach, które funkcjonują tylko formalnie, bo jeden z rodziców pracuje za granicą lub w innym mieście. Rodzice pracują zdecydowanie więcej niż kiedyś, dzieci są więc bardziej samotne. Nie ma już prawie rodzin wielopokoleniowych. Podsumowując - ważnym problemem jest brak wystarczającego oparcia w rodzinie.

W połowie listopada grono 50 znanych polskich psychologów i pedagogów oraz lekarzy w liście otwartym skierowanym do władz RP napisało, że żłobki nie są optymalną formą opieki nad małymi dziećmi, a są faworyzowane przez rząd. Ich zdaniem ważniejsze jest, aby dziecko jak najwięcej czasu spędzało z rodzicami i z nimi budowało więź, bo to ona jest kluczowa do jego prawidłowego rozwoju. 

- Nie chciałabym uderzać w żłobki. Moim zdaniem w większości przypadków opieka nad dziećmi jest tam dobra i staranna. Więź z rodzicami jest ważna, ale równie ważne dla dziecka wychowywanego we współczesnym społeczeństwie są kontakty społeczne, budowanie relacji z innymi dziećmi, nauka separacji od matki. Zupełnie inną kwestią jest to, ile godzin dziecko przebywa w żłobku i czy jak wraca do domu, to opiekują się nim rodzice czy np. niania. Ja rozumiem, że rodzice powinni zajmować się swoimi dziećmi, z drugiej strony dostrzegam problem, o którym eksperci rzadko mówią.

To znaczy?

- Matki w dużych miastach bywają potwornie osamotnione. Nie każda ma sieć znajomych czy wsparcie rodziny, wiele mieszka na dużych osiedlach, ich mężowie wychodzą rano z domu, wracają, gdy jest już wieczór, a one w tym czasie są same z tym dzieckiem. I tak mijają dni, tygodnie, miesiące. Do dziś pamiętam historię matki, która przez całe miesiące nie wychodziła nawet na spacery, bo ilekroć próbowała ubrać dziecko, to ono zaczynało płakać i płakało coraz głośniej. Nie umiała sobie z tym poradzić, więc po prostu przestała wychodzić z domu. Nadmierna izolacja matek i dzieci bez możliwości kontaktu społecznego również może doprowadzić do nieprawidłowości w rozwoju dziecka.

Dzieci we współczesnym świecie nie mają wystarczającego oparcia w rodzinie (fot: iStockphoto.com)
Dzieci we współczesnym świecie nie mają wystarczającego oparcia w rodzinie (fot: iStockphoto.com)

Co jeszcze ma wpływ na rozwój zaburzeń psychicznych u dzieci?

- To, o czym rzadko się mówi, a co jest ważne, to czynniki biologiczne. Jest ich szereg. To środowisko, w jakim żyje matka, w jakim rozwija się płód. Także takie czynniki, jak niedokrwistość matki podczas ciąży, cukrzyca, choroby tarczycy, leki, które przyjmuje, mają ogromny wpływ na rozwój mózgu dziecka, zwłaszcza w pierwszym trymestrze ciąży. Jest mnóstwo badań, które wskazują na to, że uszkodzenie mózgu w tym okresie w dużym stopniu odpowiada na przykład za zaburzenia ze spektrum autyzmu.

Na rozwój zaburzeń psychicznych mają więc wpływ czynniki biologiczne, psychologiczne, środowiskowe, kulturowe, a nawet polityczne. Musimy zacząć dostrzegać, że problem jest szeroki i zaczyna się bardzo wcześnie, więc jeśli nie będziemy działać już na wczesnym etapie, to będziemy mieli takie efekty, jakie mamy teraz. 

Dr n. med. Lidia Popek - specjalista psychiatrii dzieci i młodzieży, certyfikowany psychoterapeuta i superwizor, ordynator Kliniki Psychiatrii Dzieci i Młodzieży Instytutu Psychiatrii i Neurologii w Warszawie, Konsultant Wojewódzki w dziedzinie psychiatrii dzieci i młodzieży na Mazowszu.

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś do końca nasz artykuł. Jeżeli Ci się podobał, to wypróbuj nasz nowy newsletter z najciekawszymi i najlepszymi tekstami portalu.

KLIKNIJ, BY ZAPISAĆ SIĘ NA NEWSLETTER >>>

Ewa Jankowska. Dziennikarka i redaktorka, absolwentka Polskiej Szkoły Reportażu. Zaczynała w Wirtualnej Polsce w dziale Kultura, publikowała wywiady w serwisie Ksiazki.wp.pl. Pracowała również serwisie Nasze Miasto i Metrowarszawa.pl, gdzie z czasem awansowała na redaktor naczelną.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Więcej o:
Komentarze (73)
40 dzieci czeka w kolejce na przyjęcie do szpitala. Kryterium? 'Decyduje to, czy ktoś chce się zabić'
Zaloguj się
  • kemor234

    Oceniono 25 razy 17

    Brawo PIS !!!!!
    Gęby pełne tekstów o wolnościach, rodzinach, macicach, plemnikach, szanowaniu ojczyzny ...
    Pytam się jednak, czy na pewno takiej ... "ojczyzny" ????

  • window_licker

    Oceniono 15 razy 11

    Kłamstwo i wroga propaganda odwetowców z Czerskiej i Brukseli! ... przecież cała Polska widziała jaką opieką jest otaczany zwykły, szeregowy Polak z Żoliborza... nie czeka na nic a zaopatrzenie szpitalne dowozi sam ordynator w randzie pułkownika...

  • janbar22

    Oceniono 10 razy 10

    Polska psychiatria przedstawia obraz nędzy i rozpaczy.
    "Niestety" pacjent chory psychicznie nie jest medialny, nie pójdzie okupować sejmu, źle wygląda w telewizji - nie wzbudza współczucia, a lęk i odrazę.
    Przez to temat skrajnie niewydolnego systemu ochrony zdrowia psychicznego w Polsce może być, i jest, bezkarnie zaniedbywany przez kolejne rządy.
    Przerażające są pensje lekarzy specjalistów, ich warunki pracy, system leczenia (skrajnie nieopłacalny bo powodujący ciągłe nawroty pacjenta do szpitala gdzie leczenie jest najdroższe).

    Mam nadzieję, że Gazeta na poważnie zajmie się tym problemem, tak jak w przypadku akcji "Rodzić po ludzku" który był dużym sukcesem.
    Trzeba to zrobić!!!!

  • bloxyx

    Oceniono 13 razy 9

    Przerażające jest podejście NFZ do Człowieka, któremu pomoc medycy w tych konkretnych chorobach jest Być albo Nie Żyć...

  • jarzebiaknaczczo

    Oceniono 7 razy 7

    Gó...ane jednak to nasze państewko, co sto lat temu i tak dalej. Miliardy chce wydawać na rakiety do niczego niepotrzebne, a nie ma na to, żeby chore dzieci leczyć.

  • maadzik3

    Oceniono 5 razy 5

    Ciekawy, bardzo wazny i rozpaczliwie smutny tekst. Ale pomimo niewatpliwej wielosci czynnikow powodujacych kryzys ta korelacja miedzy rokiem szkolnym a wzmozonymi problemami jest znamienna. Podwojny nabor w tym roku do szkol srednich bedzie kosztowal niejedno dziecko zycie i zdrowie. Decydujacy o tym politycy maja krew na rekach

  • paseo

    Oceniono 5 razy 5

    a czas oczekiwania na zabieg jest historycznie najdluzszy i stale rosnie.podla,zaklamana ,"dobra zmiana".Co ma zrobić biedny człowiek bez kasy,gdy grozi mu utrata wzroku i powinien meic operacje natychmiast a w NFZ oferują mu termin za …..4 lata ! A to tylko jeden przykład a takich ludzi sa setki tysięcy.

  • gangrena1

    Oceniono 7 razy 5

    Szkoła JEST czynnikiem, który wywołuje zaburzenia psychiczne i dzieci są tam źle traktowane. Przerost ambicji nauczycieli , doszukiwanie się trywialnych błędów, żeby obniżyć ocenę, straszenie ciągłe egzaminami, uczenie całej masy bzdur, które zajmują czas, a brak podstaw do wykorzystania w praktyce. Skostniała, hierarchiczna struktura opierająca się na rywalizacji wśród dzieci a nie współpracy. Moja córka zaczęła chorować, jak poszła do szkoły. Druga obgryza paznokcie jak dostanie tylko(!) czwórkę. Paranoja!

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX