"AAAby zostać magistrem..." Praca dyplomowa na zamówienie? Owszem, nawet w miesiąc

Teksty poprawiają "do bólu". Raport antyplagiatowy? "Dorzucę gratis". Pisanie prac magisterskich i licencjackich to już prężnie działający biznes. Ogłoszenia indywidualnych użytkowników coraz częściej są wypierane przez oferty firm, które zrzeszają autorów gotowych w niecały miesiąc stworzyć pracę na każdy temat - od zera. Kto pisze prace na zamówienie? Kto je kupuje? Czy ktoś w ogóle boi się konsekwencji?
4 tys. za magisterkę? "Biorąc mniej po prostu się szmacisz"

W ofertach o treści "napiszę pracę dyplomową" można przebierać i niemal każdego dnia pojawiają się nowe. Na stronach z ogłoszeniami lokalnymi jak i na specjalnych portalach, dedykowanych wyłącznie pisaniu prac na zamówienie.

"2 tys., tyle kosztuje praca magisterska u nas", "licencjat 1,8 tys., mgr 2,5 tys.". "Za licencjat 3 tys., za magisterkę 4 tys. Biorąc mniej po prostu się szmacisz".

Konkurencja jest duża, więc piszący prześcigają się w jak najatrakcyjniejszych ofertach, żeby przyciągnąć zleceniodawców: "cena do dogadania", "możliwość zapłaty w ratach", "nie pobieram zaliczki", "dorzucam darmowy raport antyplagiatowy", "jestem w tym fachu od wielu lat, wiem, co z czym się je, jak sprawić, by nie było plagiatu". 

Jak szybko można załatwić sobie magisterkę? Okazuje się, że niemal od ręki. Przeglądam fora ogłoszeniowe i podaję przykładowy temat z ekonomii. Objętość: 100 stron. Deadline: do końca września. Czekam na odzew.

Prace magisterskie w dorobku? "Nie jestem w stanie ich policzyć"

Na moje zapytanie po paru chwilach odpisuje A.: - Prace piszę już od kilku lat, nie jestem w stanie ich policzyć, ale było ich sporo. Te osoby, które odzywały się do mnie później były bardzo zadowolone z otrzymanej oceny, i jeśli podawały procenty, to również były one wysokie.

A. swoje usługi wyceniła na 17 zł za stronę A4. - Materiały i płatności rozliczane są partiami, po to by klient miał możliwość kontroli postępów oraz bieżącego zapoznawania się i wnoszenia cennych wskazówek. Gdy rozdział pracy jest gotowy wysyłam fragment (zazwyczaj początek rozdziału i kilka losowych stron z pracy), po otrzymaniu przelewu wysyłam całość rozdziału. W ten sposób przy większych pracach osoba zlecająca cały czas ma kontrolę nad tekstem. Przed rozpoczęciem pisania zawsze pobieramy zadatek, który stanowi ułamek całej kwoty za daną pracę. W tym wypadku będzie to 100 zł.

Pytam o raport antyplagiatowy - pojawia się w wielu ofertach, i zapewne daje kupującym większe poczucie bezpieczeństwa.

A.: - Nie będę ukrywać, że zakup profesjonalnego programu antyplagiatowego, który uwzględnia cytaty, przypisy i wymogi formalne to koszt powyżej 15 tys. zł. Ja pracuję sama i po prostu nie stać mnie na to. Mogę oferować swoim klientom sprawdzenie przez programy płatne i dostępne w internecie, ale nie byłoby to uczciwe i miarodajne, bo programy te nie widzą cytatów i przypisów. Zapewniam więc, że prace piszę sama, zależy mi na spokojnej współpracy i dobrej opinii. Zapewniam, że wszystkie prace pisane są od podstaw, są solidne! Termin realizacji - minimum 30 dni.

"Spod mojego pióra wyszło 150 magistrantów"

Na moją wiadomość parę godzin później odpisuje też N. z Trójmiasta: - Skoro termin jest do końca września to myślę, że na 26-go praca byłaby gotowa.

Zapytanie wysłałam 27 sierpnia, więc tempo, w którym moja wyimaginowana magisterka miałaby zaistnieć na papierze jest naprawdę imponujące.

Koszt mojej "pracy magisterskiej" wraz z opracowaniem oraz bibliografią N. wycenia na 1,5 tys. zł. - Pobieram zaliczki. W zeszłym semestrze miałam kilka nieprzyjemnych sytuacji ze studentami, którzy "uciekli" z moją własnością intelektualną, a że mam na utrzymaniu zespół osób, które współtworzą prace ze mną, musiałam się z nimi rozliczyć. Zaliczka na początek to 500 zł, po przekazaniu pracy reszta. Najlepiej wg teorii studentów - "z ręki do ręki", i tego się trzymam - tłumaczy.

Pytam N. od kiedy siedzi w tym "dyplomowym biznesie":

- Prace piszę od 2000 roku, więc spod mojego pióra wyszło ok. 150 magistrów, 60 inżynierów, 100 licencjatów i 3 doktorów - wylicza.

N. ceni sobie swoje dokonania. Zdecydowana większość jej zleceniodawców wyraziła zadowolenie z jej usług i nie miało problemów na obronie. Jak mówi N.: - Obrony prac moich klientów zostały ocenione nie niżej niż 4, a często na 4,5.

Jak naciągacz zabezpiecza się przed kanciarzem

Mimo że sami żyją z oszustwa (w końcu to za ich sprawą idący na łatwiznę magistranci oszukują uczelnie, przyszłych pracodawców, wreszcie - łamią Ustawę o prawie autorskim), autorzy prac często sami skarżą się na nieuczciwość - ze strony zleceniodawców.

- Praca z ludźmi do łatwych nie należy i zawsze znajdą się osoby niezadowolone, takie, które chcą oszukać - żali się N. - Ja w swojej łatwowierności często na takie scysje pozwalałam, lecz niestety dla oszustów wprowadzone zostały pewne zasady, których się trzymam, i nie ma możliwości kradzieży oraz mataczenia.

Jak zabezpiecza się przed nieuczciwymi klientami?

- Współpracuję z prawnikami. W przypadku kradzieży pracy, a był taki w zeszłym roku, sprawę zgłosiłam na uczelnię i do prokuratury. To jedyny "hardkor", z resztą spokojnie można było się dogadać. Ogłoszenie jest dodawane z automatu, a my pracujemy w dużej mierze z poleceń osób, które korzystały z naszych usług.

Jest jeszcze jedna żelazna zasada, której przy współpracy z klientami trzyma się N. i jej zespół.

- Zawsze do ceny za pracę doliczam koszt spisu treści - 200 zł. Zdarzały się i takie sytuacje, że po otrzymaniu spisu treści student rezygnował z dalszej współpracy, ponieważ miał już konkretne wytyczne jak pisać i co następuje po czym. Więc w ten sposób się zabezpieczamy.

Pytam, czy na przestrzeni lat miały miejsce przypadki, gdy prace pisane przez N. lub jej współpracowników nie przeszły testów antyplagiatowych lub klient oblał na obronie.

N: - Zdarzyła się jedna pani, która pracę otrzymała i stwierdziła, że ta nie przeszła przez antyplagiat. Ja korzystam z serwisu plagiat.pl. Jeśli w krótkim odstępie czasu zostaje zeskanowana ta sama praca - wychodzą błędy, i ja uczulam na to studentów. Ale w tym przypadku wyszło na jaw, że pani nie zdała na obronie, bo do niej nie podeszła - nie zdała egzaminu i nie została dopuszczona, więc postanowiła negocjować w kłamliwy sposób. Jeśli chodzi o sama obronę - nie odpowiadam za studenta i za to, czy przeczytał pracę czy nie. Do każdej pracy sa zadawane pytania przez komisję i zazwyczaj sa one podawane przez promotora. Jeśli student liczy na zdanie obrony bez znajomości tego, co napisał i bez czytania pracy... Może pozostawię to bez komentarza.

"Poprawiam prace do bólu"

Na mojego maila odpowiada również K. z Wrocławia: - Koszt to 20 zł za stronę, wraz z poprawkami i antyplagiatem - czytam w wiadomości.

Za moją "pracę" zapłaciłabym więc o 500 zł więcej niż w Trójmieście.

K.: - Pisaniem prac zajmuję się już od 3 lat, klienci bronią się na 5 i 4. Pisałam na rożne tematy, mogę wysłać wieczorem próbki prac - zachęca. - Oczywiście wiele zależy również od promotora, jednak jeżeli są poprawki to poprawiam prace do bólu, aż w końcu promotor zaakceptuje.

Jak zaczęła się jej przygoda z pisaniem prac dyplomowych?

- Pierwszą pracę napisałam siostrze koleżanki. Dziewczyna studiowała zaocznie, pracowała poza miejscem zamieszkania, była non stop w rozjazdach i zwyczajnie nie miała czasu usiąść i napisać magisterki. Obroniła się bez problemu. Później poleciła mnie znajomej. A ona swoim znajomym. Wkrótce zaczęło się do mnie zgłaszać tyle osób, że musiałam niektórym odmawiać. Ale nie zrezygnowałam z pisania. Obecnie piszę ok. 8 prac rocznie. Zdarza się nawet więcej - wrzesień i październik to najgorętsze miesiące, wtedy wszyscy się bronią.

Wracam do kwestii promotorów. Jak często zdarza się, że zlecają gruntowne poprawki?

K.: - Było parę takich przypadków. Z tego, co mówili studenci, dla których pisałam, to byli tacy prawdziwi profesorowie, można powiedzieć - starej daty. Ale w większości przypadków promotorzy nie mieli żadnych uwag. Osobiście nie mam sobie nic do zarzucenia, kiedy piszę pracę, ale czasami zastanawiam się, czy w ogóle czytali rozdziały, które podsyłałam klientom.

Catch me if you can

Zgodnie z artykułem 115. Ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych za kupienie pracy dyplomowej grozi kara do 3 lat pozbawienia wolności. Jednak ten zapis nieskutecznie odstrasza nieuczciwych magistrantów. Dlaczego? Proceder pisania prac na zamówienie bardzo trudno udowodnić. Nic więc dziwnego, że coraz więcej osób traktuje pomoc w wyłudzaniu tytułów naukowych jako sposób na życie - szybki, łatwy i całkiem atrakcyjny zarobek.

Beata Bielska, socjolożka i doktorantka na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu od kilku lat zajmuje się tematyką ściągania i plagiatowania na polskich uczelniach: - Aspekt prawny tego zjawiska wygląda tak: jeśli ktoś napisze za kogoś pracę dyplomową, to sama czynność napisania tej pracy nie jest jako tako nielegalna, bo może to być tzw. wzór pracy naukowej. I ten ktoś może sobie taką pracę po prostu przeczytać, zobaczyć, jak praca magisterska wygląda i potem napisać własną. Więc samo oferowanie napisania komuś jakiegoś opracowania naukowego jest absolutnie legalną działalnością.

- To się staje nielegalne wtedy, kiedy ktoś oddaje tę pracę jako własną i na tej podstawie uzyskuje tytuł zawodowy, np. magistra - wyjaśnia Bielska. - Bo w tym momencie oszukuje funkcjonariuszy publicznych - i to już jest oszustwo, podchodzi pod kodeks karny.

- Innym zagadnieniem jest to, że ktoś przyjmuje fałszywie autorstwo pracy - dodaje Bielska. - I to już jest ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych. Tu interpretacje, które ja znam raczej idą w kierunku tego, że na gruncie polskiego prawa autorstwa jako takiego zrzec się nie można. Więc nie można po prostu komuś czegoś napisać i powiedzieć: "Oddaję ci moją własność intelektualną, możesz się podpisać jako autor". Na gruncie polskiego prawa karze się głównie za to, że ktoś oddał tę pracę i się obronił. To jest taka najbardziej jasna sytuacja. A takie sytuacje, że ktoś komuś napisał pracę, są już bardzo trudne do udowodnienia. Bo na gruncie polskiego prawa trzeba wskazać, że ta konkretna osoba tej innej konkretnej osobie napisała tę konkretną pracę, i doskonale była świadoma, że pisze pracę dyplomową, i że ta osoba dzięki tej pracy wyłudzi dyplom. Więc to jest trudne postępowanie dowodowe.

"Pieniędzy było żal, ale jeszcze bardziej 3 lat studiów"

D. zgodził się opowiedzieć o tym, dlaczego postanowił kupić swoją pracę dyplomową.

D.: - Pracę zdecydowałem się kupić z tego względu, że nigdy nie należałem do zbyt pracowitych i ambitnych studentów. To raz, a dwa - akurat tak się złożyło, że w czasie kiedy ten licencjat powinienem zacząć pisać, trafiła mi się ciekawa praca. Niestety pochłaniała ona tyle czasu, że po prostu nie byłem zbytnio w stanie nawet napisać licencjatu samemu, no chyba, że zrezygnowałbym całkowicie z czasu wolnego.

- Pracę napisał mi znajomy przyjaciela, także dzięki temu trochę zszedł z ceny i zapłaciłem za całość 800 zł - opowiada D. - Problemów związanych z pracą w zasadzie nie było wcale, promotor praktycznie z miejsca ją przyjął, musiałem tylko zrobić lekką korektę w przypisach, czyli tyle co nic. A jeżeli chodzi o obronę to miałem na tyle w porządku promotora, że od razu nam podał wszelkie zagadnienia, z których będziemy pytani. Także jedyne, co niekorzystnie wpłynęło na moją obronę, to stres z nią związany.

Pytam D., czy nie bał się, że zostanie przyłapany na składaniu pracy nie będącej jego autorstwa:

- Przed oddaniem do sprawdzenia pracy lekki stres z tym związany był, aczkolwiek myślę, że to całkiem normalne w takim wypadku. Pieniędzy również było żal, ale jeszcze bardziej żal było mi tych 3 lat studiów, a wiem, że gdybym za pierwszym razem nie podszedł do obrony, to później byłoby mi niezwykle ciężko się zmobilizować. I wyszłoby na to że skończyłbym studia bez żadnego "papierka".

A czy "papierek" coś jeszcze w tym wszystkim znaczy?

D.: - Wartość tytułu, jaki posiadam, jest dla mnie praktycznie zerowa. Zrobiłem to tylko dla własnej satysfakcji. Jestem świadom tego, ile znaczą obecnie studia w Polsce, a tym bardziej dyplom kierunku takiego, jak mój. Natomiast jeżeli chodzi o wątpliwości związane z prawem to raczej takowych nie miałem - żyłem w przekonaniu, że w tych czasach jest to już na tyle popularne, że nawet jeśli ktoś odkryje mą tajemnicę, to po prostu skończy się najwyżej na niemożności obrony pracy.

Wracam do wpisów na forach. Komuś temat się nie spodobał, pytał: "Dlaczego nie piszecie prac sami?". I odpowiedź: "Dyplomem licencjata można sobie d... podetrzeć, że tak powiem... A jak ktoś chce płacić za napisanie tej pracy to nie widzę powodu, żeby nie skorzystać".

Więcej o: