Studenci o kolegach z Ukrainy: Zajmują miejsca Polakom

28.11.2014 00:00
- Niedługo język ukraiński stanie się wykładowym - skarżą się polscy studenci. Część z nich mówi wprost, że Ukraińców jest na lubelskich uczelniach za dużo. Mają za złe, że nie chcą uczyć się języka polskiego, zajmują akademiki, a wykładowcy patrzą na nich przez palce. Co na to Ukraińcy?
W Lublinie studiuje ponad trzy tysiące zagranicznych studentów. Ponad połowa to Ukraińcy. Na pierwszy rok studiów na Uniwersytet Marii Curie-Skłodowskiej dostało się 650 obcokrajowców, przede wszystkim z Ukrainy. W sumie uczelnia kształci ponad tysiąc zagranicznych studentów, w zeszłym roku - niewiele ponad 600. Na studia na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim zdecydowało się do tej pory 628 cudzoziemców. Też głównie z Ukrainy.

Bo jest ich za dużo

Yaroslav studiuje na III roku politologii UMCS. - Zacząłem studiować prawo na Ukrainie, ale moja dziewczyna wybrała Polskę i UMCS, więc zdecydowałem, że pojadę razem z nią. Następnego dnia w konsulacie wyrobiłem wizę, zrezygnowałem z prawa. 10 dni później przyjechałem do Lublina - opowiada młody Ukrainiec.

Razem z nim na roku jest jeszcze pięcioro Ukraińców, m.in. Ania. Do studiowania za granicą na dobrym, europejskim uniwersytecie zachęcali ją rodzice. Polska była najbliżej.

- Przynajmniej dostanę europejski dyplom, który uznawany jest wszędzie, w przeciwieństwie do ukraińskiego. Rozważałam jeszcze Czechy, ale moja koleżanka studiowała w Zamościu i poleciła mi Polskę. Teraz ja zachęcam młodsze roczniki do wybrania UMCS-u. Sporo Ukraińców postawiło na Lublin - opowiada Ania.

- Siedziałyśmy niedawno z moją koleżanką z Ukrainy na korytarzu. Wokół nas słychać było tylko ukraiński. Mówię do niej: Wiesz co, denerwują mnie ci Ukraińcy. Na to ona: Mnie też, jest ich za dużo. Skoro powiedziała to Ukrainka o innych Ukraińcach, to coś w tym jest - opowiada Agnieszka, studentka politologii na UMCS-ie.

Yaroslav: - Niedawno na zajęciach dotyczących migracji wywiązała się burzliwa dyskusja. Polscy studenci wprost powiedzieli nam, że jest nas za dużo, że Polska nam wszystko sponsoruje, że zajmujemy miejsca Polakom. Wystarczy spojrzeć na Wyższą Szkołę Przedsiębiorczości, w grupie jest 25 osób: 20 Ukraińców i pięciu Polaków. Na UMCS-ie tak nie jest.

Bo kosztują

Ilona, studentka pedagogiki na UMCS-ie, uważa, że państwo polskie nie powinno w takim zakresie wspierać studentów z Ukrainy. - Nie mam nic przeciwko cudzoziemcom, ale rozmawiałam z jedną dziewczyną ode mnie z wydziału i powiedziała, że dostaje 900 zł miesięcznego stypendium, bo ma Kartę Polaka. To duże pieniądze. Lepiej daliby je polskim studentom.

Generalnie Ukraińcy w Polsce za studia muszą płacić. Zwolniony z opłat jest ten, kto posiada Kartę Polaka. Dostaje on także stypendium od rządu RP. Obecnie wynosi ono miesięcznie 900 zł.

- Nie mam Karty Polaka. Sam płacę za wszystko: za studia, akademik. Wydaję tu pieniądze zarobione na Ukrainie. Przecież to wszystko powiększa polski budżet - podkreśla Yaroslav.

Do tej pory za rok nauki płacił 2 tys. euro. W tym roku UMCS w związku z trudną sytuacją ekonomiczną na Ukrainie obniżył wysokość opłat i czesne Yaroslava wynosi 1250 euro.

- Jeśli weźmie się pod uwagę kursy walut, to w hrywnach płacimy tak samo. Trzy lata temu złotówka kosztowała 2,5 hrywny, teraz prawie pięć - tłumaczy Yaroslav i dodaje, że większość Ukraińców nie chce zostać w Polsce na stałe.

- Jeden chłopak powiedział mi, że w Polsce mogę co najwyżej pracować na budowie, a do mojej koleżanki, że może być prostytutką. Na szczęście to są pojedyncze komentarze. My traktujemy Polskę jak tranzyt, po studiach chciałbym wyjechać dalej, do Niemiec lub Francji. Z drugiej strony rozumiem obawy Polaków. W moim mieście na Ukrainie studiuje dużo Arabów i Turków. Ukraińcy tak samo są im nieprzychylni - wyjaśnia.

Bo zaniżają poziom

Najczęstszy zarzut pod adresem cudzoziemców? Nie znają języka polskiego.

- Gdybym miała pojechać na studia np. do Francji, mówiąc po francusku tylko "dzień dobry", nie pojechałabym. Jeśli chcą ze mną porozmawiać, niech rozumieją, co do nich mówię - wyjaśnia Agnieszka z UMCS-u.

- Jak ludzie jadą do innego państwa, to powinni nauczyć się ich języka, żeby się porozumieć, nie wszyscy muszą mówić po angielsku - mówi Ania z politologii UMCS.

Polscy studenci skarżą się, że obcokrajowcy wykorzystują nieznajomość polskiego.

- Wchodzą np. do dziekanatów bez kolejki, tłumacząc się tym, że nie zrozumieli, że trzeba poczekać. Uczelnia zniża poziom do ich umiejętności językowych i my na tym cierpimy. U mnie na roku jest chyba dziesięcioro Ukraińców, którzy prawie w ogóle nie mówią po polsku - denerwuje się Paulina, studentka dziennikarstwa na KUL-u.

Żeby zagraniczny student został przyjęty na studia, musi wcześniej przejść rozmowę kwalifikacyjną (jeśli nie ma Karty Polaka). Jednak Ukraińcy zgodnie przyznają, że jest to tylko formalność.

- Przed rozmową uczyłem się dwa dni, potrafiłem powiedzieć: "dziękuję", "przepraszam", jak się nazywam. Mimo to przyjęli mnie. Na pierwszych zajęciach nic nie rozumiałem, nie potrafiłem niczego zapisać. Myślałem już, że wrócę na Ukrainę, ale przetłumaczyłem sobie, że te studia to jakaś szansa - wspomina Yaroslav.

Polskiego nauczył się sam. Początkowo zapisał się na kurs do Centrum Języka i Kultury Polskiej dla Polonii i Cudzoziemców, ale szybko zrozumiał, że na studiach w miesiąc nauczy się więcej niż tam w rok. Teraz bardzo dobrze mówi po polsku. Podobnie jak Irena, studentka filologii polskiej.

- Zanim zaczęłam studiować, przez rok chodziłam na zajęcia do Centrum dla Obcokrajowców. Poza tym mam polskie pochodzenie, babcia Polka przekazała mi miłość do polskiej kultury i języka. Mieszkam też na stancji z Polakami. To pomaga w doskonaleniu języka. No i studiuję filologię polską - podkreśla Irena.

O tym, że Ukraińcy chcą się uczyć polskiego, świadczą dane choćby z organizacji Homo Faber, która działa w Lublinie na rzecz cudzoziemców. W półrocznym kursie językowym prowadzonym przez stowarzyszenie bierze udział 12 osób, wszystkie są z Ukrainy.

- Na pierwszym roku trzymałam się z tylko Ukraińcami, teraz granice się zacierają, także dzięki złamaniu bariery językowej. Na stancji też mieszkam z trzema Polkami - dodaje Ania.

Bo patrzą na nich przez palce

Łatwiejsze zaliczenia i egzaminy. To kolejny zarzut pod adresem zagranicznych studentów.

- Mają fory u wykładowców, to jest niemożliwe, żeby nie znając języka, zdawali wszystko bez poprawek. Na zajęciach o komunikacji społecznej jedna Ukrainka miała przygotować referat, nie umiała go nawet przeczytać, a pozytywną ocenę i tak dostała. Niedługo językiem wykładowym będzie ukraiński. Zagraniczni płacą za studia, więc opłaca się ich przepuszczać, żeby mieć kolejnych - narzeka Paulina z dziennikarstwa.

Ukraińcy przyznają, że takie sytuacje należą do rzadkości.

- Jedna pani doktor na pierwszym roku pozwoliła napisać mi kolokwium po ukraińsku, ale to była pojedyncza sytuacja. I tak nie zaliczyłem - śmieje się Yaroslav i podkreśla, że wykładowcy traktują ich tak samo jak innych studentów. Zdarza się nawet, że poprzeczkę mają ustawioną wyżej niż pozostali.

- Jeden z profesorów na ćwiczeniach cały czas pytał mnie i moją koleżankę z Ukrainy, bo uważał, że skoro nie jesteśmy stąd, musimy dwa razy więcej pracować - pamięta Yaroslav.

Podobną sytuację miała Irena. - Na zaliczeniu ustnym z historii wykładowca wiedząc, że jestem z Ukrainy, zapytał mnie o rzeź wołyńską. Specjalnie, chciał zobaczyć, jak wybrnę z tej sytuacji. Jego sarkastyczny uśmiech towarzyszył całej mojej odpowiedzi. Zapamiętałam to na długo.

Bo zajmują akademiki

Monika, studentka polonistyki UMCS, która od trzech lat mieszka w "Grzesiu", skarży się, że Polacy muszą szukać stancji, bo akademiki przyznają Ukraińcom.

- Moja koleżanka od początku studiów mieszkała w "Ikarze", w tym roku też chciała, ale nie dostała miejsca, jej pokój zajął Ukrainiec - opowiada Monika. Dziewczyna uważa też, że bałagan i zadymione korytarze w akademikach to wina właśnie zagranicznych studentów.

- Ostatnio znowu ktoś palił na korytarzu, włączył się alarm, panie z portierni od razu, że to nasza wina, a alarm włączyli Ukraińcy. Nie może być wszystko dla nich, to oni powinni się do nas dostosować, a nie na odwrót, my jesteśmy u siebie, oni są przyjezdni - twierdzi Monika.

Do ostrych dyskusji między Polakami a Ukraińcami dochodzi także na forach internetowych i portalach społecznościowych.

- Niedawno na Facebooku pojawiło się zdjęcie ogłoszenia z akademika. Informacja była napisana po polsku, angielsku i ukraińsku. Ktoś obok wpisał, że w akademikach przez Ukraińców brakuje miejsc dla Polaków. W pół godziny pojawiło 160 komentarzy - opowiada Yaroslav. Chłopak od trzech lat mieszka w "Ikarze". Przyznaje, że rzeczywiście w domach studenckich przeważają Ukraińcy.

Miesiąc temu konflikt w akademikach zaostrzył się. Poszło o flagi państwowe.

- Wywiesiliśmy polskie flagi. Dyrekcja akademika kazała je zdjąć, że niby brudne. Tak naprawdę nie chcieli nimi razić w oczy Ukraińców, którym nie pasują nasze symbole. Tymczasem flagi ukraińskie wiszą dalej - twierdzi Monika. Dziewczyna nie zgadza się z tłumaczeniem władz UMCS, że polska flaga została zdjęta, bo była brudna i ktoś przytrzasnął ją okiennicą.

Yaroslav: - Flagi ukraińskie też musieliśmy zdjąć. Z tego samego powodu, z których zdjęto polskie.

Bo to tylko pojedyncze przypadki

Anna, Irena i Yaroslav nie ukrywają, że jadąc do Polski, wybierali się do lepszego świata.

Irena: - Ukraińcy patrzą na Polaków jak na kogoś lepszego. Są z Zachodu, z Unii, są bardziej nowocześni. Chociaż Ukraina graniczy z Polską, to jednak wasz kraj wydaje się zdecydowaną "zagranicą". Natomiast dla Polaków Ukrainiec to ktoś gorszy, czasem nawet wróg. Patrzycie przez pryzmat pokrwawionej historii, a przecież czas nie stoi w miejscu, trzeba "aktualizować" swój umysł. Musimy sądzić o człowieku według jego czynów, zachowania, a nie narodowości.

Anna: - Kiedy przyjechałam do Polski pierwszy raz, chciałam kupić bilet MPK, a miałam całe 100 zł. Jedna pani dała mi drobne i pomogła obsłużyć biletomat. Jak na uczelni mnie nie ma, zawsze parę osób oferuje mi notatki. Kiedy muszę napisać podanie do urzędu, pomagają mi współlokatorki z Polski.

Yaroslav: - Negatywne podejście do obcokrajowców mają najczęściej ludzie młodzi. Ze strony starszych osób nigdy nie spotkałem się z nieprzyjemnym komentarzem.

Irena: - Jest dużo wspólnego w postrzeganiu świata przez Polaków i Ukraińców. Mamy taki sam umysł i tylko inny język, którym wyrażamy siebie i swoje uczucia. Staram się nie myśleć o tych negatywnych opiniach, to są tylko pojedyncze jednostki.

POTRZEBA CZASU - KOMENTARZE

Anna Dąbrowska, stowarzyszenie Homo Faber

- W ostatnich latach w Lublinie wykonano sporo pracy pod kątem pokazania lublinianom, co znaczy otwartość na inne narody i kultury. Od kilku lat realizujemy projekt "Wielokulturowa Lubelszczyzna", czyli cykl wycieczek po regionie, które mają obalić mity związane z mniejszościami narodowymi. Prowadzimy też wymiany młodzieżowe, a niedawno uruchomiliśmy profil na Facebooku "Lublin dla wszystkich", na którym można znaleźć aktualne informacje na temat tego, co dzieje się w mieście, dostępne w trzech językach: polskim, angielskim i ukraińskim. Słowo "mieszkaniec" w świadomości lublinian zostało przedefiniowane. Jednak na wszystko potrzeba czasu. Nie wolno uogólniać, nie można powiedzieć, że Lublin jest przychylny, czy nieprzychylny cudzoziemcom. Zawsze znajdzie się ktoś, kto powie coś negatywnego i ktoś kto nie będzie miał żadnych zastrzeżeń.

Anna Szadkowska-Ciężka, koordynatorka projektu "Lublin dla wszystkich" w ratuszu

- W 2012 roku z badań, które przeprowadziliśmy, wynikało, że lublinianie w zasadzie nie dostrzegają obcokrajowców, więc ich stosunek do przyjezdnych był wtedy neutralny. W 2014 roku było już inaczej. Mieszkańcy Lublina zaczęli dostrzegać cudzoziemców i, niestety, pojawiło się więcej negatywnych opinii. Co było tego powodem? Okazało się, że lublinianie często pielęgnują w sobie zaszłości historyczne, które w ogóle nie mają odniesienia do teraźniejszości.

Zobacz także
  • Rektorat 1984 r. Rektor Cackowski oprowadza delegację zagraniczną UMCS wypiera niewygodne fakty ze swojej historii
  • Student o obowiązkowych wykładach: "Dlaczego traktują nas jak dzieci?"
Komentarze (126)
Studenci o kolegach z Ukrainy: Zajmują miejsca Polakom
Zaloguj się
  • matka_bosaka

    Oceniono 180 razy 142

    Kiedyś student to był ktoś. Uczestniczył w życiu społecznym, kulturalnym, politycznym. Często już na studiach był uznanym twórcą lub przejawiał talent w jakiejś dziedzinie. Na studia szły jednostki wyróżniające się czymś pozytywnym. Dziś to blond lale na obcasach, popić poćpać podymać, a wszystko się należy i jeszcze obcy im miejsca zabierają. Aż się boję co będzie gdy dorośnie obecna gimbaza, pokolenie "dupeczek" i "beki z ..."

  • tadjan

    Oceniono 109 razy 85

    hehehehe dobry europejski uniwersytet, z bardzo dobrymi wykładowcami, niezłe! .......... no chyba że KUL, to jest dopiero źródło wiedzy tajemnej.

  • poppers68

    Oceniono 150 razy 62

    Co jest?
    Chcemy odwrócić bieg historii?
    Ja coś tak czułem już parę lat temu ,że będą kłopoty.
    Ukraińcy to nie Słowacy ani Czesi czy nawet Białorusini.
    Nie popełniajmy błędów. II Wojna Światowa tak okrutna dla obu narodów dała paradoksalnie jeden dobry efekt - oddzieliła Ukraińców od Polaków.
    Nie rozumiem, jak można być tak durnym aby z niechęci do Rosji i Rosjan pałać JEDNOSTRONNĄ miłością do Ukraińców , BEZWARUNKOWO kupując wszystkie niusy pochodzące z Kijowa.
    To błąd i mam nadzieję ,że samorządowcy oraz rządzący w Warszawie się opanują.
    Piszę to wszystkich opcji politycznych w naszym kraju.
    NASI STUDENCI NIE MOGLI NAWET LICZYĆ NA TAK OTWARTĄ FURTKĘ DO UNII EUROPEJSKIEJ JAK MŁODZI UKRAIŃCY.
    No i nie lataliśmy z flagami Bandery po galeriach handlowych.....

  • feldkurat-katz

    Oceniono 75 razy 61

    Te uczelnie to " kursy gotowania na gazie " . Po naukach w tych uczelniach to przybywa tylko bezrobotnych .

  • shark_ik

    Oceniono 102 razy 58

    Dla mnie powinni wywalić Panie z akademika, bo jeśli we własnym kraju nie pozwala się wywiesić własnej flagi narodowej, z której naród powinien być dumny, to jest coś nie tak.
    Gdy przejeżdża się przez inne kraje (dajmy na to Chorwację), tam flagi narodowe wiszą na każdym kroku. A u nas zabrania się wywieszenia flagi narodowej. To jest nie do zaakceptowania...!!!

  • dziad60

    Oceniono 86 razy 56

    Najbardziej mnie dziwi optymizm a nawet naiwność młodych Ukraińców, po prywatnej uczelni czy nawet państwowej kończąc kierunki na których tu wymienieni studiują tj. nauki społeczne, nauki polityczne, stosunki międzynarodowe, pedagogika, socjologia, dziennikarstwo to musze mieć dużo szczęścia aby dostać pracę kasjera w Biedronce, może jeden na 1000 dostanie w wyuczonym zawodzie.
    A już mnie rozbawia, gdy Ukraińcy mówią, że po UMCS dostaną prace na zachodzie Europy np. w Niemczech, owszem gdy będą znały niemiecki to jako opiekunki do dzieci lub starszych osób.
    Druga rzecz to autor bzdurnie pisze o podobieństwach Polaków i Ukraińców.
    Mentalnie dzieli nas przepaść! kulturowo oni z kultury bizantyjskiej My z łacińskiej ( Konstantynopol My - Rzym), alfabet My łaciński , Ukraina - cyrylica, my historycznie zwiazani z Europą a Ukraina z Moskwą
    ba nawet 80% Ukraińców w ich stolicy Kijowie mówi w domu z dziećmi po rosyjsku! nie znając własnego języka!
    wniosek:
    Przyjechali do Polski , jak to młodzi ludzie, aby studiować cokolwiek! na medycynę i politechnikę za słabi i za biedni to studiują politologię
    Kasa w Tesco czeka

  • poppers68

    Oceniono 116 razy 46

    Ukraińcom obecnym na tym forum bardzo dziękujemy za minusowanie naszych wypowiedzi.

  • kuranieptak

    Oceniono 91 razy 43

    "Okazało się, że lublinianie często pielęgnują w sobie zaszłości historyczne, które w ogóle nie mają odniesienia do teraźniejszości. "

    To jakiś postępowy lewacki bełkot. Rozumiem, że cześć lublinian w stosunku do Ukraińców ma uprzedzenia związane z wiedzą na temat zbrodni popełnianych przez Ukraińców na Polakach w latach 1943 - 1946 . To niezła sztuka tak jednym zdaniem zamknąć ludobójstwo ponad 150 000 Polaków na dawnych Kresach. Tysiące udokumentowanych przypadków niezwykłego, nieodnotowywanego od setek lat bestialstwa na taką skalę - rozczłonkowywania ludzi przy użyciu noży sierpów, siekier, te sławne banderowskie rękawiczki - zdejmowanie skóry z rąk, rozcinanie brzuchów ciężarnym, wbijanie gwoździ w głowy. W zbrodni masowo brały udział całe społeczności ukraińskie - od nastolatków po starych dziadków i babcie. Wszyscy równo mordowali, tym co kto miał pod ręką. Teraz panuje masowa amnezja a historycy ukraińscy zakłamują historię.

    Jak to nie mają odniesienia do teraźniejszości ? A udokumentowane obecnie oznaczenia wojskowych oddziałów ukraińskich, a odniesienia rożnych partii i ugrupowań do tradycji UPA? Dziesiątki (setki?) pomników, obchody rocznicowe, przemarsze.

    Czy w tej żydowskiej gazecie takie zdanie ktoś napisałby w stosunku do np. Niemców w kontekście ludobójstwa Żydów podczas II WS.? Odpowiedź jest oczywista.

    Dla porządku - nie jestem fanem kacapów i uważam, ze Putlera trzeba odstrzelić - im szybciej tym lepiej. Tak więc opinie typu ruski troll itp. wsadźcie sobie w ...

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najczęściej czytane

Najnowsze informacje