Międzynarodowy dzień alfabetyzacji: wtórni analfabeci XXI wieku

Blisko 50% Polaków ma problemy ze zrozumieniem tekstu, ponad 60% nie czyta ani jednej książki w ciągu roku, a w dużych miastach ok. 30% uczniów ma zaświadczenie o dysleksji. Problem analfabetyzmu wtórnego, czyli niezdolności posługiwania się w praktyce słowem pisanym, stale się pogłębia, co w świecie cyfryzacji trudno będzie zatrzymać,
Książkom mówimy - "nie"

Z przeprowadzonych przez Bibliotekę Narodową badań (2012 rok) wynika, że 60,8% Polaków nie czyta ani jednej książki w roku. Z każdym rokiem liczba osób czytających książki maleje. W 2002 roku do nieprzeczytania żadnej książki przyznało się 44,4% ankietowanych - to o 16,4% mniej osób niż w roku 2012.



W 1992 roku książek nie czytało 29% badanych. Odsetek osób czytających ponad 7 książek rocznie przez 10 lat zmniejszył się dwukrotnie. Codzienną lekturę deklaruje jedynie 8% nastolatków.

Nastolatkowie wyróżniają się nie tylko niewielką częstotliwością lektury, lecz także zdecydowanie rzadszym, niż w innych grupach wiekowych czytaniem całych książek, a częstszym wybieraniem jedynie fragmentów lub przedwczesnym w stosunku do zamierzeń przerywaniem lektury.

- Młodzi ludzie nie przetwarzają informacji, jak to robiło się kiedyś i czytało lektury. Młodzi nastawieni są na to, żeby wyszukać to, co jest im potrzebne. Nie planują przeczytać książki od deski do deski, lecz znaleźć informacje na jej temat. Nastąpiła googlizacja umysłów. Liczy się sztuka wyszukiwania - mówi Kazimierz Krzysztofek, socjolog SWPS.

Czytanie bez zrozumienia

Międzynarodowe badanie PIAAC przeprowadzone przez OECD w 2013 roku wykazało, że co piąty Polak ma trudności ze zrozumieniem ulotki reklamowej albo instrukcji obsługi, a co czwarty - nie potrafi poprawnie przeczytać prostego wykresu.

Zadania na teście PIAAC polegały m.in. na odczytaniu tabelki z klubu fitness, z której badani mieli wynotować, jakie ćwiczenia muszą wybrać, żeby rozwinąć określoną partię mięśni. 15% badanych uzyskało najniższy poziom testowy. W badaniu PIAAC wzięli udział przedstawiciele 24 krajów. Polska zajęła 19. miejsce. Najlepiej wypadli Japończycy, a najgorzej Włosi.

O wiele lepiej w badaniu OECD wypadła polska młodzież - zajęła 10. miejsce w rankingu.

Plaga dyslektyków

Jak wykazują badania, co dziesiąty gimnazjalista ma zaświadczenie o dysleksji. W ciągu ostatnich 10 lat ta liczba wzrosła dwukrotnie.

Dysleksja to zespół czterech zaburzeń: dysgrafii - problemów z opanowaniem formy graficznej pisma, dysortografii - trudności z przyswojeniem zasad ortograficznych, dyskalkulii - trudności w liczeniu i dysleksji - problemów z nauką czytania.

Opinie o wszelkich zaburzeniach wydaje się między 4. a 6. klasą szkoły podstawowej. Nad dysleksją, jak zapewniają specjaliści, można pracować. Zaświadczenie powinno być zielonym światłem dla pracy z dzieckiem.

Z roku na rok zwiększa się liczba dzieci z dysfunkcją, a także wzrasta liczba rodziców, którzy domagają się zaświadczeń dla swoich pociech. Uczniowie z opinią o dysleksji mają wydłużony czas pisana egzaminów, piszą testy w oddzielnych pomieszczeniach, a ich prace są sprawdzane o wiele łagodniej niż u uczniów bez stwierdzonej dysfunkcji.

- Jeśli wymagamy, aby dziecko umiało czytać i pisać, musimy je najpierw tego nauczyć. Od najmłodszych lat trzeba pracować z dzieckiem. O tym współcześni rodzice coraz częściej zapominają - komentuje Karolina, nauczycielka edukacji wczesnoszkolnej.

Analfabeta wtórny po uniwersytetach

Tytuł magistra nie jest jednoznaczny z rozwiniętymi umiejętnościami czytania i pisania. Osoby, które ukończyły szkołę średnią (19 - 24 lata) nie wykazują lepszych umiejętności, niż uczniowie ponadgimnazjów (16 - 19 lat). Warto podkreślić brak różnic w poziomie umiejętności studentów studiów licencjackich i magisterskich. Co znamienne, w badaniu najsłabiej wypadli studenci pedagogiki i kształcenia nauczycieli.

Osoby z wykształceniem wyższym również nie czytają książek. 34,5% badanych nie przeczytało przez rok ani jednej książki, a 17% ani jednej gazety. 47% osób z wykształceniem wyższym przyznaje, że kiedyś czytało o wiele więcej książek, niż obecnie.

- Ludziom z wykształceniem również coraz trudniej przebrnąć przez długie książki. Informacji jest za dużo. Nie czyta się już długich tekstów, ponieważ są męczące. Wybiera się te najkrótsze. Zmienił się kod komunikacji na skrócony i obrazkowy i on właśnie narzuca bardzo krótkie formy wypowiedzi - także dziennikarskie. Od dziennikarzy nie oczekuje się już pięknego stylu, tylko szybkiego przekazu - i temu dziennikarze się podporządkowali - wyjaśnia Kazimierz Krzysztofek.

Język polski bez ą i ę

Badania ARC Rynek i Opinie, przeprowadzone w 2013 roku, pokazują, że 67% Polaków nie używa znaków diakrytycznych podczas pisania SMS-ów, a 48% podczas rozmów na czatach. Co więcej, co drugi ankietowany nie przywiązuje wagi do poprawności pisemnych wypowiedzi w "nieoficjalnych" kontaktach. Im Polacy są młodsi, tym mniej używają znaków diakrytycznych. Świadomość językowa młodych Polaków maleje, a różnica w używaniu polskich znaków przez młodsze i starsze pokolenie wynosi 20%.

17% badanych przyznało, że nie widzi potrzeby używania znaków diakrytycznych, a 40% uważa, że pisanie polskich znaków świadczy o oficjalnym charakterze korespondencji. Polacy nie dbają o poprawność językową zarówno w wypowiedziach ustnych (63% ankietowanych), jak i pisemnych (48%).

- Współczesne pisanie różni się od pisania kilkanaście lat temu. Obecnie traktuje się je bardziej jako rozmowę, w związku z tym nie przywiązuje się wagi do formy. Błędów literowych i ortograficznych w rozmowie nie widać. <ładne> mówienie wymaga natomiast zastanowienia się, wymaga czasu, którego współcześni nie mają. Teraz chodzi o to, żeby jak najszybciej przekazać jakąś treść. Komunikacja jest bardzo szybka, a język za wolny, więc się go skraca. Krótkie i szybkie formy narzucone przez SMS lub komunikatory przeniknęły do życia codziennego - komentuje socjolog.

Lubisz czytać? Nie jesteś statystycznym Polakiem? Sprawdź nowości i bestsellery w Publio.pl>>

Więcej o: