Samouk na Harvardzie?

"Na żadne prywatne zajęcia nie chodzę, nie wyjeżdżam też często za granicę, żebym mógł się tego języka nauczyć. Przede wszystkim jestem samoukiem - mówi Kamil Aftyka, 15-latek z Gdyni, który został laureatem nagrody głównej tegorocznej edycji konkursu "Droga na Harvard" i prawdopodobnie za kilka lat będzie studentem tej uczelni.
Monika Toppich: Jak to się stało, że postanowiłeś wziąć udział w konkursie, który wydaje się tak bardzo "dorosły" i prestiżowy, jesteś przecież jeszcze bardzo młody?

Kamil Aftyka: O samym konkursie "Droga na Harvard" dowiedziałem się z jednego z czasopism popularnonaukowych, w którym była opublikowana wielka reklama konkursu. A później okazało się, że konkurs przeznaczony jest nie tylko dla studentów i licealistów, ale też dla uczniów gimnazjów. I pomyślałem, że warto spróbować, tym bardziej, że w poprzednich edycjach tego konkursu zdarzało się, że laureatami konkursu zostawali gimnazjaliści.

Konkurs miał dwa etapy: esej i wypowiedź przed komisją. Na jaki temat napisałeś ten esej?

Pierwszy etap składał się z eseju w języku angielskim, trzeba też było wypełnić CV w języku angielskim, gdzie trzeba było opisać również działalność pozaszkolną (społeczną i charytatywną), ale też osiągnięcia naukowe, konieczne było też podanie średniej ocen.

W eseju trzeba było napisać o tym, co według dalej osoby jest najważniejszym problemem/zagadnieniem na świecie. Ja napisałem o popularyzacji nauki, gdyż uważam, że naukowiec powinien zajmować się oczywiście pracą naukową, ale jednym z obowiązków naukowca jest też przekonanie społeczeństwa, że to, co on robi ma sens i nie jest nauką dla samej nauki.

Czyli twoim zdaniem naukowcy za bardzo zamykają się w laboratoriach czy bibliotekach i nie wychodzą "do ludzi"?

Jest wielu naukowców, którzy prowadzą programy popularnonaukowe, albo zwyczajnie potrafią mówię o tym, co robią. Ale istnieje bardzo duża grupa, która ma z tym problemy, przez co wiele osób uważa ich pracę za jałową. Chodzi o to, żeby naukowcy poprawili swoje umiejętności komunikacyjne, żeby nauczyli się popularyzacji wiedzy.

Z tego co mówisz cały konkurs był przeprowadzany w języku angielskim. Znajomość tego języka wyniosłeś ze szkoły czy chodzisz na dodatkowe zajęcia?

Na żadne prywatne zajęcia nie chodzę, nie wyjeżdżam też często za granicę, żebym mógł się tego języka nauczyć. W szkole mamy angielski na dosyć wysokim poziomie, 5 godzin tygodniowo, ale przede wszystkim jestem samoukiem. Uczę się angielskiego poprzez robienie kursów internetowych na przykład z biologii.

Kolejnym etapem konkursu była rozmowa z komisją. Jak ten etap wyglądał?

Rozmowa trwała pół godziny, mogłem właściwie sam kształtować jej tok, komisja zadawała pytania o moją pracę badawczą, którą robiłem na olimpiadę biologiczną, o moje plany na przyszłość czy o działalność pozaszkolną, hobby, ulubione sporty. Komisja składała się z kilkunastu osób, wszystkie te osoby były absolwentami Uniwersytetu Harvarda.

Komisja kładzie nacisk na to, żeby laureat był osobą zainteresowaną tylko nauką czy raczej chodzi o kogoś, kto "wychodzi z biblioteki" i ma wszechstronne zainteresowania?

Myślę, że w konkursie chodzi o to, by znaleźć osoby, które zgłębiają szczegółowo swoją pasję i starają się być ekspertami w danej dziedzinie, ale zarazem mają również inne zainteresowania, dajmy na to znają na wyrywki dzieła Goethego albo uwielbiają nurkować.

A jak to robisz, że udaje ci się zdobywać tak wysokie miejsca na wielu konkursach? Telewizor i koledzy raczej nie istnieją?

W telewizji i tak nie ma nic ciekawego (śmiech), ale rzeczywiście czasami trzeba odmówić sobie pewnych przyjemności, jeśli mam ważny projekt do zrobienia. Ale staram się być na tyle zorganizowany, żeby mieć czas też na inne rzeczy, nie tylko na naukę.

W przyszłości będziesz studentem Uniwersytetu Harvarda?

Miesiąc temu była to jeszcze bardzo odległa wizja. Ale teraz stałem się bardziej odważny. Będę na pewno aplikował, czy się uda - zobaczymy.

Więcej o: