Religia w szkołach - uczniowie nie odwracają się od wiary, ale od przestarzałego sposobu prowadzenia zajęć

Jak przekonać młodzież do Kościoła, gdy metody prowadzenia zajęć z religii przestają być dla nich atrakcyjne?
Świat w statystykach

Odchodzenie od religii to jedna z konsekwencji nowoczesności. Zjawisko występuje z mniejszym lub większym nasileniem w każdym kraju europejskim - jest następstwem postępu cywilizacyjnego, pod którym rozumie się liberalizację, filozoficzne odczarowanie świata, upadek autorytetów, postęp technologiczny i szereg innych wytycznych nowoczesności.

Statystyki najczęściej podają liczbę ateistów, ale nie obejmują już osób wahających się lub stopniowo tracących uznanie dla autorytetu kościoła - czyli tak zwanych "wierzących, ale nie praktykujących". Liczba tych ostatnich szczególnie wzrasta. W przypadku Polski na statystyki ma również wpływ sytuacja demograficzna. Słowem - wiara nie jest już tak silna, jak kiedyś.

13% ludności na świecie to zdeklarowani ateiści (aż 47% w Chinach, 60% we Francji, 49% w Niemczech i ponad 30% w Japonii). W Polsce wiarę deklaruje 81% obywateli.

Religia - gorący temat

Religia w szkołach, podobnie jak krzyż wiszący w sejmie to dwa dyżurne tematy poruszające problem religii i wolności sumienia w kraju. Kontrowersje wzbudza prowadzenie lekcji religii w czasie zajęć szkolnych i finansowanie ich z pieniędzy Minsterstwa. Co więcej, są to zajęcia, których program w całości ustala Episkopat Polski bez żadnego udziału Ministerstwa Edukacji.

Dyskusja toczy się też wokół zajęć z etyki, które w założeniu miały być alternatywą dla religii, ale de facto odbywają się tylko w około 900 szkołach w kraju. W efekcie każdy uczeń jest "z góry" wpisany na religię - może się później za zgodą rodziców z niej wypisać. W Polsce jest 31625 nauczycieli religii oraz 828 nauczycieli etyki.

Minister Edukacji Joanna Kluzik-Rostkowska podpisała właśnie ustawę o możliwości rozpoczęcia zajęć z etyki na podstawie deklaracji jednego ucznia, a nie minimum trzech, jak było do tej pory. Pytanie tylko, ile to zmieni?

Chodzę do kościoła ale nie chodzę na religię

Dyskusja w mediach jest dyskusją ideologiczną i polityczną. Ważne jednak, co sądzą o lekcjach religii sami uczniowie. Jak się okazuje, wielu z nich wierzy i praktykuje, ale mimo to nie chce uczestniczyć w lekcjach religii.

- "To strata czasu" - twierdzi Maciek, obecnie student filozofii UW, który w liceum poprosił rodziców o podpisanie rezygnacji z lekcji religii.

- "Zabawne, że mając osiemnaście lat wciąż musiałem dostarczyć do szkoły oświadczenie o rezygnacji z zajęć podpisane przez rodzica. Kiedy to jednak zrobiłem, zyskałem dwie godziny czasu w środku dnia (lekcje religii u nas były połączone), podczas których mogłem się pouczyć, poczytać albo pograć w karty z kolegami."

Notabene wielu uczniów gra w karty na samych lekcjach religii. Katechecie często trudno jest utrzymać dyscyplinę a brak zainteresowania ze strony uczniów powoduje, że zachowują się oni głośno i nieprzyzwoicie.

- " Właśnie dlatego zrezygnowałem z religii - niczego nie wynoszę z zajęć, a powygłupiać się lepiej na korytarzu." Dodaje, że jest osobą wierzącą i chodzi w święta do kościoła. Nie widzi natomiast związku pomiędzy wiarą a lekcjami religii.

Inny absolwent tego samego liceum, Marcin, zapytany o to, co pamięta z lekcji religii zastanawia się długo. Dodajmy, że poza szkołą jest ministrantem.

- "Nie pamiętam. Religia to było w dużej mierze przygotowanie do przyjęcia sakramentów, poza tym chyba nauka katechizmu. Wypisałem się z zajęć w drugiej klasie liceum, co zresztą bardzo oburzyło moją wychowawczynię. Za moim tropem poszło dwóch kolegów. Uważam, że w obecnej formie lekcje religii w szkole są bez sensu - to powinna być teologia, nie katechizm."

Katecheta - najbardziej pogardzany nauczyciel

Są przedmioty, na których uczniowie skłonni są błaznować bardziej niż na innych. Chodzi o przedmioty "luźne" - na przykład plastyka, muzyka, w-f i religia. Prof. Henryk Samsonowicz, minister oświaty w rządzie Tadeusza Mazowieckiego, który podpisał ustawę o wprowadzeniu lekcji religii do szkół mówi w wywiadzie dla gazety.pl:

- "Nie jestem pewien, czy lekcje religii odpowiadają potrzebom współczesnej młodzieży. Czy dzisiaj nie wygląda to trochę tak jak w wierszyku z XVII w., kiedy do rymu trzeba było mówić po kolei. "Powiedz co jest pięć. Pięć ran cierpiał Pan. Powiedz co jest cztery. Cztery listy ewangelisty".(...) Religia nie powinna być uczona w sposób archaiczny, jak teraz. Nie chodzi przecież o to, żeby uczniowie deklamowali pacierz, tylko żeby uczyli się o wartościach wyższych, ponadmaterialnych."

Prof. Samsonowicz dodaje również:

- "Kościół nie jest kompetentny w zakresie dydaktyki. Nie jest też do końca świadomy, jakie treści przekazywać młodym ludziom. Wyliczanie grzechów głównych czy sakramentów nie jest przecież najważniejsze. Znałem osoby duchowne, jak ks. prof. Tischner, abp Życiński, którzy potrafili wiedzę o religii znakomicie przekazywać. Ale nie jestem pewien, czy takich osób jest wiele."

Z doświadczeń uczniów wynika, że katecheta rzadko jest nauczycielem inspirującym, prowokującym do refleksji. Podobnie jak kazania na mszy - jedne są łopatologiczne i banalne, inne poruszają bardzo ważne aspekty w ciekawy, problematyzujący sposób. Sami duchowni przyznają (m.in. o. Kazimierz Sowa), że Kościół miał problemy z kadrami, kiedy niespodziewanie wprowadzono w latach 90. religię do szkół.

Program katechizmu

W programie katechizmu w szkołach stworzonym w całości przez Episkopat Polski czytamy, że sposób prowadzenia zajęć powinien być dostosowany do wieku ucznia. Tabela określa tematy odpowiednie dla przedszkoli i każdej klasy w szkołach od podstawówki po szkoły ponadgimnazjalne. Forma jest równie ważna, jak treść. Dlaczego więc katecheci nie cieszą się szacunkiem?

- "Żeby zaangażować się w lekcje religii musiałbym bardzo dużo dyskutować z katechetką. Problem w tym, że każdą moją wypowiedź czy pytanie traktowała jak atak na siebie. Po prostu - była niezdolna do dyskusji, nie potrafiła poradzić sobie z klasą. Nauczyciel religii powinien być duchowym przewodnikiem, filozofem" - mówi Maciek, student filozofii UW.

Ksiądz Kazimierz Sowa komentuje sytuację w religia.tv:

- "Prowadzenie lekcji religii w szkołach przeżywa kryzys. Młodzież licealna, w okresie poszukiwań, buntu i wyrobionych poglądów na pewne sprawy nie akceptuje prostego przekazu religijnego, który występował w szkole podstawowej. Młodzież oczekuje czegoś innego - debaty, dyskusji, bardziej atrakcyjnej, szerszej formuły opartej na doświadczeniach wynikających nie tylko z religii katolickiej. Nie zawsze druga strona jest przygotowana na to. Ten problem, problem kadr, wyłonił się tuż po hurraoptymistycznym przywróceniu religii do szkół w 1992 roku."

Kościół nie zdał egzaminu - wyrzucić religię ze szkół?

Trudno porównywać dzisiejsze lekcje religii do czasów PRL ze względu na zupełnie inny status samego katolicyzmu. Jednak zajęcia w salkach katechetycznych powodowały, że uczęszczali na nie sami zainteresowani. Jeśli uczeń uznawał, że jego dotychczasowa wiedza nie jest traktowana przez katechetę poważnie, że prowadzący nie prowokuje dyskusji - nie chodził. Nie chodząc, nie musiał też przy tym włóczyć się po korytarzu szkolnym.

Wiktoria, obecnie studentka Politechniki Warszawskiej:

- " U mnie w szkole były lekcje etyki i wspominam je jako bardzo ciekawe. W pewnym sensie poszerzały to, o czym napomyka się na języku polskim, ale również rozwijały moje własne przemyślenia. To tak jak zagłębienie się w "Świat Zofii", który chłonęło się w gimnazjum. Jednak prowadzącym był zapraszany gościnnie doktor z UW, a to możliwe jest tylko w Warszawie czy innych dużych miastach."

Kłopoty z kadrami dotyczą właściwie wielu przedmiotów i w zależności od szkoły są mniejszym lub większym problemem. Problem "włóczenia się po korytarzu" w czasie religii rozwiązywany jest w niektórych placówkach takim rozkładem zajęć, aby religia była ostatnią lekcją w danym dniu.

- "Mam wrażenie, że gdyby religia zawsze była ostatnią lekcją, frekwencja na niej zaczęłaby niebezpiecznie spadać... Jednak nie przesadzajmy - problem religii w szkołach jest problemem indywidualnym. Zawsze przecież można się z zajęć wypisać. Fakt, że brakuje etyki to tak naprawdę jedyny problem" - twierdzi Maciej. Dodaje też, że wbrew pierwotnym postanowieniom na początku roku szkolnego wcale nie deklaruje się uczęszczania na religię lub etykę. Wszyscy domyślnie chodzą na religię. I rzeczywiście lista uczniów religii jest ustalona a priori - kiedy ktoś wypisuje się np. w pierwszym tygodniu września, zostaje z listy skreślony długopisem. Jeśli katecheta nie ma swojej listy i posługuje się tylko dziennikiem szkolnym, zdarza się że przez pierwsze tygodnie osoba nie uczęszczająca dostaje nieobecność na zajęciach.

Strach o ocenę

Zdarza się też często, że lekcje religii w szkołach są (jakkolwiek to zabrzmi!) demonizowane. Z niektórych sondażów, jak na przykład z sondażu Polskiego Radia wynika, że powodem dla którego uczniowie wciąż uczęszczają na religię jest dla 24% "obawa o puste miejsce na ocenę". Słychać też głosy, że ocena z religii jest metodą na podwyższanie średniej ocen i że wychowawca bardziej ceni ucznia chodzącego na religię. Nie prawda - ocena z religii nie wpływa na nic

Ola, absolwentka II LO w Raciborzu, niewierząca:

- "Nigdy nie czułam najmniejszej dyskryminacji w związku z tym, że nie chodzę na religię. Fakt, że w tym czasie nudziło mi się i nie miałam gdzie się podziać - było to szczególnie stresujące w szkole podstawowej. Ale co do oceny, religia nie jest żadnym problemem. Po pierwsze, nigdy nie liczyła się do średniej ocen (wpisana jest w osobną rubryczkę wraz z oceną z zachowania) a po drugie - i tak nie przykłada się do niej wagi. Miałam w miejscu oceny po prostu wstawioną kreskę i nie niosło to absolutnie żadnych konsekwencji."

Więcej o:
Skomentuj:
Religia w szkołach - uczniowie nie odwracają się od wiary, ale od przestarzałego sposobu prowadzenia zajęć
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX