Walentynki wcale nie amerykańskie. To europejska tradycja!

Z jednej strony święto kiczu, bo nagle luty staje się "czerwony" i wszyscy "muszą" okazywać sobie uczucia, a z drugiej strony fajna tradycja, która się już na dobre przyjęła. I to okazuje się, że walentynki, przy odpowiedniej interpretacji, mogą być jak najbardziej "naszą" europejską tradycją. Jak to jest z Walentynkami?
Skąd w ogóle wzięła się tradycja walentynek?

W Polsce początków obchodzenia walentynek, które znamy dziś, można dopatrywać się w połowie lat '90 XX wieku. Stereotypowo genezę tych świąt wiąże się ze Stanami Zjednoczonymi, jednak dzień zakochanych, czy dzień świętego Walentego, obchodzono w południowej i zachodniej Europie już w średniowieczu. Wiemy, że w XIV wieku takie obchody miały miejsce.

Niektórzy badacze twierdzą, że obchodzenie dnia zakochanych jest dalekim echem odległych starorzymskich świąt obchodzonych już 800 lat przed Chrystusem. Mowa o obchodzonym 14. lutego dniu Junony - staroitalskiej bogini małżeństwa i macierzyństwa.

Święty Walenty to legenda?

"Postać świętego Walentego jest nieco legendarna" - opowiada dr Grzegorz Odoj z Zakładu Teorii i Badań Kultury Współczesnej Uniwersytetu Śląskiego. - "Przeglądając żywoty świętych można dojść do wniosku, że właściwie trzy osoby mogą konkurować o miano tego, kto patronuje dniu zakochanych."

Najbardziej rozpowszechniona jest legenda mówiąca o tym, że Walenty był duchownym, prawdopodobnie biskupem sprzeciającym się woli cesarza Klaudiusza II, który to zabronił ożenku młodym żołnierzom. Walenty jednak udzielał im sakramentu małżeństwa.

Podobno cesarz Klaudiusz II uwięził Walentego. Ten, oczekując na wykonanie wyroku, a była to kara śmierci, zakochał się ponoć w córce strażnika więziennego. Kiedy prowadzono go już na szafot, przed samym ścięciem, wysłał liścik do swojej ukochanej z podpisem: od Twojego Walentego. Być może taka jest geneza dzisiejszych "walentynek", które czasem są przecież podpisywane: "od Twojego Walentego", czy "od Twojej Walentynki".

Walentynki - kicz, czy wartość?

"Dla mnie to nic innego jak święto kiczu. Chodzi o sztuczną atmosferę "miłości" - nagle wszyscy muszą koniecznie obwieszczać światu swoje uczucia i pokazywać jak bardzo kochają drugą osobę wręczając jej miśka made in china z napisem "I love U". Gdzie to, co jest bliższe naszym korzeniom? Noc Kupały?" - pyta Ilona Chylińska, studenta filologii polskiej na Uniwersytecie Śląskim.

Podobnie jednoznaczne zdanie ma na ten temat Katarzyna Kała z Uniwersytetu Opolskiego: "Dla mnie to kolejny powód do sprzedaży lizaków w kształcie serc w cenach dwa razy wyższych, niż w inne dni roku. Jednym słowem: komercha."

Zarzuty odpiera dr Grzegorz Odoj: "Należałoby zastanowić się, które święta nie są skomercjalizowane w mniejszym lub większym zakresie. Choćby święta Bożego Narodzenia! Przecież wielu ludzi kupuje gadżety tylko ze względu na promocję! Żyjemy w kulturze konsumpcyjnej i utopią byłaby próba wyrwania się w meandrów tej kultury. Tak już jest!."

Noc Świętojańska alternatywą?

Podejmowane są działania, których celem jest rewitalizacja Święta Kupały znanego bardziej jako Noc Świętojańska, która jest obchodzona podczas przesilenia słonecznego z 22 na 23 czerwca. Taka opcja ma wielu zwolenników.

"Uważam, że należy podtrzymywać słowiańskie tradycje. Trochę więcej magii jest w wiankach, kwiecie paproci i wróżbach, niż w kupieniu bukietu róż i czekoladek w czerwonym pudełku" - mówi Agata Andrzejak z Wyższej Szkoły Pedagogiki i Administracji w Poznaniu.

Trudno jednak wyobrazić sobie by w najbliższych latach Noc Świętojańska przeżyła tak wielki renesans i wyparła walentynki.

Bez przymusu

"Z jednej strony to święto kiczu, bo nagle luty staje się "czerwony", a z drugiej strony fajna tradycja, która się już na dobre przyjęła" - stwierdza Wojciech Żywolt z Uniwersytetu Jagiellońskiego. Trudno nie zgodzić się z tezą, że przecież nikt nie musi tego dnia obchodzić Walentynek, nie ma za to żadnych sankcji, kar. A to, że spora grupa ludzi chce akurat 14. lutego okazać sobie miłość, jest przecież bardzo pozytywne.

Marek Suska, student prawa na Uniwersytecie Śląskim zadaje trafne pytanie: "jeśli zakładamy, że Walentynki są złe, bo o ukochaną osobę trzeba dbać cały rok, a nie jeden dzień, to równie dobrze można skreślić z kalendarza Dzień Matki, Dzień Ojca, Dzień Dziecka, Dzień Kobiet itd. A nie chcemy skreślać wszystkich świąt, prawda?"



Więcej o: