Zdaną maturę tanio sprzedam

Wpisane w wyszukiwarkę Google hasło: "prezentacja maturalna 2014" uruchamia niezbyt tajemne przejście do świata maturalnego biznesu. Sprzedać i kupić można wszystko - bibliografię, prezentację, niemalże zdaną maturę. Ile warte jest dziś wykształcenie?
Reklama dźwignią handlu

Większość osób zaangażowanych w tego typu proceder już nawet się nie kryje: "Oferuję profesjonalnie i solidne napisanie prezentacji maturalnej. Cechuje mnie doświadczenie, merytoryczne przygotowanie oraz znajomość przepisów CKE. Pisaniem prac maturalnych zajmuję się już od ponad 4 lat. Świadczę wysoką jakość usług w niskiej cenie. Zapraszam serdecznie na moją stronę internetową, gdzie można znaleźć całość oferty". Po wejściu na ową stronę w oczy rzuca się napis (pisownia oryginalna): "Jeśli trafiłeś na tą strone to wielki sukces w strone Twojej przyszłości. Zapraszam do zapoznania się z ofertą."

Brak polskich znaków widoczny od razu najwyraźniej nie przeszkadza przyszłym maturzystom, którzy chętnie korzystają z usług Weroniki - nauczycielki języka polskiego w szkole średniej. Jej również nie przeszkadza to, że za pieniądze pisze innym uczniom szkół średnich pracę, którą powinni wykonać sami i na którą mają niemal cały rok szkolny. Inną ofertę ma grupa nauczycieli języka polskiego: "Nie radzisz sobie z pisaniem pracy? Potrzebujesz pomocy? Grupa nauczycieli języka polskiego oferuje swoją pomoc. Cena takiej pracy to 60-90zł (zależy od trudności tematu). W skład pracy wchodzi tekst prezentacji, ramowy plan wypowiedzi oraz pełna bibliografia." Pełen zestaw.

Telefon do przyjaciela

Wiele osób na tym zarabia - najczęściej studenci, którzy chcą sobie dorobić, czasem nauczyciele, czy nawet specjalistyczne firmy. Wybrałam kilka przykładowych ogłoszeń i dzwonię/piszę udając lekko zdezorientowaną maturzystkę, która właśnie wybrała sobie temat prezentacji. Na pierwszy ogień firma - piszą wszystko, co tylko klient sobie wymyśli - prace maturalne, naukowe, licencjanckie, magisterskie... Na różne tematy. Już po kilku sygnałach słyszę bardzo profesjonalny głos pana, który zadaje kilka rutynowych pytań i od razu odsyła mnie do koleżanki, która zajmuje się prezentacjami maturalnymi. Pełna specjalizacja. Tu również idzie gładko - wystarczy podać temat, a w ciągu dwóch dni podają zarys do zaakceptowania przez klienta i jego nauczyciela, następnie w 5-6 dni od wpłaty pieniędzy dostarczają prezentację. Zawiera literaturę, ramowy plan wypowiedzi i oczywiście tekst, którego trzeba się nauczyć. Czy samo "wkucie" tekstu wystarczy, czy też jednak muszę przeczytać te wszystkie książki? Zadaję pytanie i od razu pada pełna oburzenia odpowiedź: "No proszę pani! My się za panią nie nauczymy. To chyba dość oczywiste!" Koszt takiej zabawy do najniższych nie należy - 125 złotych.

Próbuję dalej - może uda mi się załatwić taniej. Dostaję kilka odpowiedzi mailowych - w większości ogłoszeń mail jest jedyną drogą kontaktu. Usługi, które mi zaproponowano kosztują od 80 do 120 złotych. Nie na wszystkie maile od razu dostaję odpowiedzi, niektóre osoby odpisują dopiero po kilku dniach. Taki biznes mi się nie podoba. W końcu dzwonię do Magdy - odbiera niemalże od razu. Czytając jej ogłoszenie od razu razi mnie stwierdzenie, że: "większość jej uczniów zdaje ustną maturę na około 90%". Czyżby nauczycielka? Okazuje się, że nie - a przynajmniej Magda tak deklaruje - ma wykształcenie kierunkowe, skończyła filologię polską i historię, ale nie pracuje "w zawodzie". Pomoże w przygotowaniu prezentacji albo napisze pracę już za 50 zł! Oferta promocyjna!

Zdać za kogoś maturę

Kamil, który napisał już kilka prezentacji maturalnych tłumaczy, że nie miał wyrzutów sumienia: "Takie czasy" - mówi ze śmiechem i dodaje najwyraźniej próbując się wytłumaczyć: "osoby, którym pisałem chodziły do liceum plastycznego, więc twierdzili się, że nie mieli na to czasu, ponieważ oprócz matury musieli także zrobić prace dyplomowe z malarstwa itd."

Z kolei Agata, która również ma za sobą kilka prezentacji stwierdza, że skoro ona miała gotową od siostry, może pomóc innym, którzy nie chcą tracić tak cennego w klasie maturalnej czasu na pisanie prezentacji, która i tak nie ma większego znaczenia przy rekrutacji na studia: "Tak się stało, że miałam po trzech latach niemal identyczny temat prezentacji, więc tylko go nieco przerobiłam, wyrzuciłam sztukę, dorzuciłam jeden wiersz..." Dlaczego znajomi prosili ją o napisanie prezentacji? "Wszystkie osoby, którym pisałam prezentacje, to osoby, którym się pisać nie chciało, bo nie znały lektur." Po prostu.

Po prostu im się nie chce!

Adam, student czwartego roku filologii polskiej dodaje nieco dobitniej: "Powody? Pierwszy i najczęstszy? LENISTWO. Uczniom nie tylko nie chce się napisać takiej prezentacji, ale i nie chce im się myśleć i to jest najgorsze. Odnoszę wrażenie, że niektórych naprawdę... boli myślenie. Wyprowadzenie prostego ciągu przyczynowo-skutkowego, połączenie zdań w sensowny ciąg, to dla nich taka męka, że wolą zapłacić za myślenie komuś innemu i mieć to z głowy. Potem wkują tekst na pamięć nadal nie zmuszając się do myślenia i wyrecytują to wszystko pięknie na egzaminie. Przynajmniej tak myślą. Sądzą, że napisana praca wystarczy, żeby zdać na maksimum. Nawet nie sprawdzają lektur, które zostały zawarte w prezentacji. Żeby choć streszczenie przeczytali, hasło w Wikipedii... nic, NIC!!! Chłopak, któremu pisałem pracę o poezji wojennej, zrobił oczy jak pięciozłotówki, kiedy zadano mu pytanie o pokolenie Kolumbów! Innemu napisałem pracę jeszcze w listopadzie i na dwa dni przed maturą poprosił mnie, żebym zmienił mu lektury, bo te, które umieściłem w pracy zmuszałyby go, żeby w ogóle coś przeczytał!

Drugi powód nazwijmy specjalizacją. Uczniowie z kierunków ścisłych traktują maturę z polskiego czwartorzędnie. Najważniejsza jest fizyka, matma, chemia i biologia, tatuś i mamusia lekarze już zaplanowali moją przyszłość, więc skoncentruję się na tym, żeby dobrze zdać przedmioty, które będą mi przydatne przy rekrutacji na studia a resztę mogę zlać. Ostatnio jest taki "trend", że wszyscy po biol-chemach myślą, że będą lekarzami. Inna sprawa, że z moich obserwacji wynika, że akurat biol-chemy mają potencjał i mogliby sobie sami napisać tę pracę, tylko że już mają tyle nauki z tych skryptów studenckich (tak są święcie przekonani, że dostaną się na medycynę), że wolą, żeby ktoś inny to za nich zrobił. Inna sprawa jest z klasami matematyczno-fizycznymi. Ci, którzy się do mnie zgłaszali sprawiali wrażenie, jakby kompletnie nie potrafili sklecić sensownego akapitu. Mało tego! Raz zwróciła się do mnie nawet matka jakiegoś chłopaczka i dalejże w peany: "XXX to prawdziwy geniusz matematyczny, no naprawdę wie pan, to jest taki geniusz, że ja panu nie muszę mówić, tylko sobie z polskim nie radzi..." Mnie rozbroiło nie tyle to, że chłopak po technikum nie potrafi napisać prezentacji, tylko to, że brudne interesy załatwia za niego matka."


Nauczyciel ma pomagać

Samo zdobycie prezentacji nie przesądza oczywiście o zdaniu matury. To główny problem tych, którzy w gotową pracę zainwestowali, a potem nie znaleźli czasu, żeby właściwie się z nią zapoznać. I chociaż problemy z przedstawieniem tematu, czy z odpowiedzią na pytania nie zawsze wynikają z tego, że dana osoba zakupiła "gotowca", to jednak bardzo zwiększają czujność komisji. Jak ocenia Anna Świątek z warszawskiego liceum im. Frycza Modrzewskiego: "Znajomość lub nieznajomość przez ucznia własnej prezentacji to także kwestia rozległa, niejednoznaczna - dotyczy warstwy głębokiej treści prezentacji. Rzecz jasna trudno komisji egzaminacyjnej postawić diagnozę dotyczącą przyczyny nieznajomości wspomnianej treści głębokiej; być może powodem jest przygotowanie prezentacji przez inną osobę, a może powód jest innego rodzaju. Z kolei, jeśli prezentację przygotowała inna osoba niż prezenter, to jeszcze nie znaczy, że ten ostatni prezentację zakupił."

Jak komentuje Elżbieta Sura - polonistka z Zespołu Szkół numer 2 w Wałbrzychu: "Każdy nauczyciel polonistka ma obowiązek udzielać konsultacji maturzystom w przygotowaniu prezentacji. Oczywiście, nie wszyscy uczniowie z tego korzystają, ci jednak, którzy to robią nie ośmieliliby się korzystać z prezentacji np. ubiegłorocznej, nauczyciele za dobrze by ją pamiętali. Ale wiem, że uczniowie "wymieniają się" pomiędzy liceami. Na maturze rzeczywiście - i to wielokrotnie - pojawiają się sytuacje, kiedy uczniowie recytują prezentację i czasem w ogóle nie wiedzą, o czym mówią."

Adam na koniec rozmowy dodaje jeszcze: "Myślę, że zlecenia na prezentacje nie są winą nauczycieli, lecz całego systemu edukacyjnego. Zamiast uczyć myśleć samodzielnie i wyciągać własne wnioski, szkoła wciska uczniom szablony, dogmaty (słynne: "Słowacki wielkim poetą był"). To jest beznadziejne. Chociaż nowa matura w przyszłym roku pozbawi mnie źródła dodatkowego dochodu, cieszę się, że wchodzi, bo może losowanie pytań z lektur nauczy uczniów odpowiedzialności i przykładania się do nauki."

Jednak niezbyt legalne

W Internecie można znaleźć olbrzymią ilość ogłoszeń osób sprzedających prezentacje, ale też takich, które zostały przez "sprzedawców" po prostu oszukane. Niektórzy żerują na niewiedzy i naiwności licealistów, którzy w ciemno wpłacają pieniądze licząc, że pozbywają się problemu z prezentacją, a owocuje to sporą ilością nerwów i dodatkowych kłopotów. Licealistka, która nie chce się nawet podpisać swoim imieniem żali się na forum prawnym: "Pokusiłam się i chciałam iść na łatwiznę, kupując prezentację maturalną przez Internet. Niestety oszukano mnie:(Wpłaciłam pieniadze-150 zł. Myślałam, że skoro tak drogo, to pewnie solidna firma, a okazało się ze tylko naciągacze :(Wpłaciłam pieniądze na konto bankowe a pracy nie otrzymałam. Zamiast tego dostałam pogróżki o zawiadomieniu policji o zniesławienie w razie czego i karze odpowiadającej mojemu czynowi. Nie zdawałam sobie sprawy z tego, że jest to karalne. Głupia byłam. Mam nadzieję, że się czegoś, chociaż nauczę, bo jestem bardzo naiwna. Mam numer konta tych osób, potwierdzenie przelewu, rozmowę i numer i gadu-gadu. W najgorszym wypadku, proszę napisać, co mi grozi, jeśli zdecyduje się iść z tym na policje?"

Dombel od razu odpowiada: "Samo zlecenie napisania pracy nie jest karalne, dopiero złożenie jej i podpisanie swoim nazwiskiem." Wielu licealistów nie zdaje sobie sprawy z tego, że jeśli podpisujemy się pod czyimś dziełem i podajemy je za swoje, zawłaszczamy je. Wykorzystanie takiego tekstu grozi nawet 3 latami pozbawienia wolności w myśl art. 115 ust. 1 i 2 Ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych: "Kto przywłaszcza sobie autorstwo albo wprowadza w błąd co do autorstwa całości lub części cudzego utworu albo artystycznego wykonania, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 3."

Nowe rozwiązanie, te same problemy?

Prezentacja maturalna była z pewnością ciekawą koncepcją. Jednak zdaniem Elżbiety Sury: "Idea może i była dobra - pozostaje taka dla uczniów z pasjami, ale jest ich garsteczka. Według mnie to pomysł chybiony i niczego nie sprawdza."

Handel prezentacjami maturalnymi nie będzie funkcjonował już zbyt długo. W 2015 roku zmianie ulega sposób przeprowadzania matur z języka polskiego i zamiast prezentacji ustnych, uczniowie w trakcie egzaminu będą losowali pytania przygotowane przez Centralną Komisję Egzaminacyjną. Wszystkie pytania będą jednak wcześniej znane uczniom, co oznacza, że zamknięcie jednego rynku zbytu może w szybki sposób zaowocować prężnym rozwojem innego typu handlu.

Czy uważasz, że samodzielne pisanie pracy maturalnej to strata czasu?
Więcej o: