Nauczyciel: "Kiedy myślę o powrocie do szkoły, mam mieszane uczucia"

26.08.2013 14:50
Szkoła, zdjęcie ilustracyjne

Szkoła, zdjęcie ilustracyjne (Fot. Tomasz Fritz / Agencja Gazeta)

Rok szkolny zbliża się wielkimi krokami. Uczniowie kupują zeszyty, rodzice szukają podręczników, niektórzy już myślą o korepetycjach. Część młodzieży nie może doczekać się powrotu do szkoły, inni drżą na samą myśl o kolejnych dziesięciu miesiącach w szkolnej ławie. A jak w tym czasie czują się nauczyciele?
Na temat szkoły i polskiego systemu edukacji napisano już bardzo wiele. Dyskusja na ten temat trwa nieustannie w polskich mediach. Często jednak posługujemy się obiegowymi opiniami i stereotypowymi wyobrażeniami.

Dziś oddajemy głos nauczycielom. Rozmawialiśmy z nauczycielami, którzy uczą w rożnych miejscach w Polsce. Poprosiliśmy ich o dokończenie zdań na temat polskiej szkoły.

Anna, nauczycielka języka angielskiego w warszawskim liceum

Za dwa tygodnie powrót do szkoły, gdy o tym myślę, wspominam entuzjazm i radość z tego momentu w latach ubiegłych. Teraz zastanawiam się, ile nowych zarządzeń, zmian i zmianek oraz utrudnień dla nauczycieli znów wprowadzą władze.

Młodzież, którą teraz uczę w porównaniu do mojego pokolenia, jest powierzchowna, myśli skrótami, nie chce, bądź nie potrafi dłużej pochylić się nad jakimś zagadnieniem, jest nieufna, nie lubi pokazywać pozytywnych emocji. Okazuje dużo większą śmiałość w relacjach z nauczycielami, co, choć cenne, jest często po prostu niegrzeczne. Jest roszczeniowa i raczej bierna, rzadko wykazuje własną inicjatywę. Bardzo chętnie, natomiast, punktuje i rozlicza nauczycieli. Mimo dostępu do wielu zdobyczy cywilizacyjnych i wszelkich nowinek technicznych, dzisiejsza młodzież nie wydaje mi się to pokoleniem ludzi szczęśliwych.

Nowe pokolenie wejdzie na rynek pracy często lepiej przygotowane merytorycznie, lecz gorzej pod względem emocjonalnym. W porównaniu do mojego pokolenia młodzi wykazują mniej zaangażowania, odpowiedzialności za własne czyny i decyzje. To nowe pokolenie z mniejszymi umiejętnościami interpersonalnymi, za to z większymi problemami ze sobą i własnymi emocjami.

Kiedy myślę o podwyżkach dla nauczycieli w ciągu ostatnich 10 lat, wydaje mi się, że, dało się je zauważyć na tzw. paskach z pensją, lecz nie można było realnie odczuć w portfelu, a to głównie z powodu ogólnie rosnących cen. Mimo tych podwyżek wynagrodzenia pedagogów i tak są na żenującym poziomie.

Gdy słyszę, że nauczyciel ma długie wakacje i krótki dzień pracy, odpowiadam, że większość moich kolegów wychodzi z pracy najwcześniej o godzinie 15.00. Oznacza to 7 godzin lekcyjnych i krótkie przerwy, na których zazwyczaj są tysiące spraw do załatwienia, pytania od uczniów, nierzadko wizyty rodziców (zwykle niezapowiedziane). Z kolei jedna lekcja to 45 minut bardzo silnie skoncentrowanej uwagi na wykładanym temacie, zachowaniu i reakcjach uczniów, trzeba w tym czasie zapanować nad wymianą poglądów i emocjami (swoimi oraz uczniów). Po lekcjach, w domu poprawiamy sprawdziany i przygotowujemy lekcje na następny dzień. Rzetelnemu nauczycielowi zajmuje to przeciętnie od 2 do 3 godzin. W tej sytuacji wakacje są wprost KONIECZNĄ dłuższą przerwą na regenerację sił, odpoczynek po to by wróciły zapał i motywacja, a te są niezbędne, by pracować z dziećmi i młodzieżą. Należy tu dodać, że nauczyciel nie może wziąć urlopu w żadnym innym terminie.

Sądzę, że warunki w szkołach (wyposażenie sal, materiały dydaktyczne, stan budynków) są nie takie same w różnych szkołach, ale ogólnie to nie jest zła sytuacja.

Rola rodziców w procesie nauczania powinna być wspomagająca i motywująca, a niestety często jest żadna.

Największą bolączka polskiej szkoły jest moim zdaniem gąszcz coraz częściej zmieniających się przepisów oraz przesuwający się akcent z rzeczywistej pracy z uczniem na administrowanie tą pracą (raporty, plany, sprawozdania, analizy, itd.).

Gdybym miała wskazać pozytywne zmiany, jakie zaszły w polskim szkolnictwie w ciągu ostatnich 10 lat, to jest to ujednolicenie matury i całego systemu egzaminów oraz ocenianie ich przez zewnętrzne komisje, lepszy stan szkół.

A poza tym, to uważam, że polska szkoła jest do wymyślenia kompletnie na nowo. Czasy się tak bardzo zmieniły, że anachroniczność tego od lat (wieków) nieźle funkcjonującego modelu aż skrzeczy!

Beata, nauczycielka matematyki w warszawskim gimnazjum

Za dwa tygodnie powrót do szkoły, gdy o tym myślę, mam mieszane uczucia.

Młodzież, którą teraz uczę, w porównaniu do mojego pokolenia jest gorzej wychowana i wyedukowana.

Nowe pokolenie wejdzie na rynek pracy gorzej przygotowane, bo mniej się od nich wymaga, programy są coraz bardziej okrojone.

Kiedy myślę o podwyżkach dla nauczycieli w ciągu ostatnich 10 lat, to wydaje mi się, że teraz nie mówi się o podwyżkach, ale o tym, by nie stracić pracy - jest coraz mniej dzieci i wiele znajomych osób ma mniej godzin lub traci pracę.

Gdy słyszę, że nauczyciel ma długie wakacje i krótki dzień pracy, to wiem, że mówi to osoba, która nie rozumie, co to za praca - nie myśli o przygotowywaniu się do lekcji, sprawdzaniu prac, zebraniach, wycieczkach i wyjazdach z uczniami i ogromnym zmęczeniu pod koniec roku szkolnego.

Sądzę, że warunki w szkołach (wyposażenie sal, materiały dydaktyczne, stan budynków) są często kiepskie, ale najważniejsi są w szkole ludzie.

Rola rodziców w procesie nauczania jest ogromna - a coraz częściej spotykamy się z tekstem rodzica do dziecka: "Co ta głupia pani znowu wymyśliła".

Największą bolączką polskiej szkoły jest moim zdaniem niekompetencja wielu nauczycieli i brak pasji, nielubienie tej pracy i dzieci.

Gdybym miała wskazać pozytywne zmiany, jakie zaszły w polskim szkolnictwie w ciągu ostatnich 10 lat, to szkoły społeczne, ratowanie małych szkół przez rodziców, szkoły Montessori, homeschooling.

Tomasz, nauczyciel historii w Toruniu

Za dwa tygodnie powrót do szkoły, gdy o tym myślę... Myślę o ilości pracy, która mnie czeka, stercie klasówek, testów do sprawdzenia. Z drugiej strony cieszę się, że zobaczę swoją klasę wychowawczą. Nie zawsze jest różowo, ale to wyjątkowi młodzi ludzie.

Młodzież, którą teraz uczę, w porównaniu do mojego pokolenia momentami jest arogancka, zuchwała i bezczelna. Ale wszystko zależy od wychowania. Nie zrzucajmy winy na środowisko, w którym się wychowuje, ale dbajmy o to, żeby uczeń znalazł w nas wsparcie. Musimy im wskazać drogę a nie z góry skazywać na porażkę.

Nowe pokolenie wejdzie na rynek pracy gorzej przygotowane, bo niestety edukacja kładzie ogromny nacisk na teorię. Zapomina się, że praktyka stanowi fundamentalny element nauczania. Poza tym umiejętności miękkie, które są tak istotne na rynku pracy, podczas edukacji w szkole odchodzą w zapomnienie.

Kiedy myślę o podwyżkach dla nauczycieli w ciągu ostatnich 10 lat, to wydaje mi się, że mój portfel nadal świeci pustkami. Uczę w województwie kujawsko-pomorskim. Co prawda życie jest tutaj tańsze, ale zarobki są również nie za wysokie.

Gdy słyszę, że nauczyciel ma długie wakacje i krótki dzień pracy, to proponuję zamianę. Co prawda pracuje po 5-6 godzin dziennie, ale po pracy nie mam czasu na błogie lenistwo: klasówki, testy same się nie sprawdzą.

Sądzę, że warunki w szkołach (wyposażenie sal, materiały dydaktyczne, stan budynków) są w opłakanym stanie.

Rola rodziców w procesie nauczania jest znikoma. Całą odpowiedzialność za wychowania dziecka rodzice zrzucają na szkołę.

Największą bolączką polskiej szkoły jest moim zdaniem brak nauczycieli z prawdziwego zdarzenia, pasjonatów, którzy traktują swoją pracę jak powołanie.

Gdybym miała wskazać pozytywne zmiany, jakie zaszły w polskim szkolnictwie w ciągu ostatnich 10 lat, to na pewno ocenianie matury przez komisje zewnętrzne. Uniknięto przez to faworyzowania ucznia przez szkołę.

Barbara, język polski, mazowieckie

Za dwa tygodnie powrót do szkoły, gdy o tym myślę z jednej strony ciężko pomyśleć o przerwaniu błogiego lenistwa i powrocie do obowiązków, ale z drugiej - wypoczęta głowa pełna pomysłów już czeka, aż będzie można je zrealizować. Zaczyna się nowa przygoda! Chętnie też spotkam się ze swoimi uczniami i kolegami z pracy.

Dzieci, które teraz uczę, w porównaniu do mojego pokolenia są bardziej skupione na sobie, doskonaleniu siebie i realizacji swoich potrzeb; w zasadzie niczego im nigdy nie brakuje, co moim zdaniem bardziej im szkodzi, niż pomaga w dorastaniu.

Nowe pokolenie wejdzie na rynek pracy lepiej przygotowane niż moje, bo bogatsze w doświadczenia swoich rodziców na wolnym rynku. Poza tym świat stoi przed nimi otworem.

Kiedy myślę o podwyżkach dla nauczycieli w ciągu ostatnich lat, to wydaje mi się, że wyrównują się z inflacją.

Gdy słyszę, że nauczyciel ma długie wakacje i krótki dzień pracy, to wiem, że mówi to ktoś, kto nie tylko nie ma zielonego pojęcia o tym, jak wygląda praca w szkole, ale też niestety prawdopodobnie nie zetknął się nigdy z nauczycielem z powołania. Wakacje są długie, to fakt, ale w ciągu roku szkolnego ciężko wyjść z pracy (ciałem i duchem). Myślę, że w każdym zawodzie są ludzie, którzy bardzo przykładają się do pracy, i tacy, którzy wykonują ją byle jak, dlatego liczba godzin lekcyjnych jednego dnia nie ma związku z tym, ile nauczyciel naprawdę pracuje.

Sądzę, że warunki w szkołach (wyposażenie sal, materiały dydaktyczne, stan budynków) są coraz lepsze szczególnie dzięki dofinansowaniu z zewnątrz.

Rola rodziców w procesie nauczania jest dzisiaj często wywrócona do góry nogami. Szkoła ma przede wszystkim uczyć, rodzice - wychowywać, nie na odwrót. Szkoła powinna oczywiście wspierać rodziców w wychowaniu, a rodzice - dzieci w uczeniu się. Bez takiej współpracy owoce będą mizerne.

Największą bolączka polskiej szkoły jest moim zdaniem często to, że rodziny mają coraz mniej czasu dla siebie, więzy rodzinne się osłabiają i często szkoła musi przede wszystkim zająć się opieką nad dziećmi, a nie nauczaniem. Poza tym wielu rodziców kładzie większy nacisk na zdobywanie przez dzieci kolejnych umiejętności niż na ich rozwój osobowy.

Gdybym miała wskazać pozytywne zmiany, jakie zaszły w polskim szkolnictwie w ciągu ostatnich lat, to powiedziałabym przede wszystkim o "odmłodzeniu" kadry, nie tylko dosłownie. Nauczycielom więcej się chce, są coraz bardziej kreatywni, mają też coraz więcej możliwości, wolności. Dzięki temu lekcje mogą być ciekawsze i wydaje mi się, że szkoła coraz częściej nie musi być wcale przykrym obowiązkiem.

Mirosława, łacina, lubelskie

Za dwa tygodnie powrót do szkoły, gdy o tym myślę nie mogę spać i podobnie jak wielu uczniów mam fobię szkolną.

Młodzież, którą teraz uczę, w porównaniu do mojego pokolenia jest mniej wydolna intelektualnie, słabsza psychicznie i bardziej bezczelna.

Nowe pokolenie wejdzie na rynek pracy gorzej przygotowane niż moje, bo uczy się tylko pewnych schematów i rozwiązywania testów pod określony klucz, nie zdobywa wiedzy ogólnej (będę lekarzem to nie muszę znać literatury pięknej itd.).

Kiedy myślę o podwyżkach dla nauczycieli w ciągu ostatnich 10 lat, to wydaje mi się, że to żart i kpina ze strony Rządu , nie chcę jałmużny. Całe społeczeństwo natychmiast otrzymuje informacje o podwyżkach; co budzi negatywne emocje, tylko jakoś nie mówi się o kwotach (tj. od 60 - 114 zł. brutto stosownie do stopnia awansu zawodowego nauczyciela).

Gdy słyszę, że nauczyciel ma długie wakacje i krótki dzień pracy, to radzę się przekwalifikować i podjąć pracę w szkolnictwie.

Sądzę, że warunki w szkołach (wyposażenie sal, materiały dydaktyczne, stan budynków) są na dobrym poziomie.

Rola rodziców w procesie nauczania jest niewielka i dotyczy obszaru wychowawczego.

Największą bolączka polskiej szkoły jest moim zdaniem system (tzn. gimnazja i trzyletnie liceum ogólnokształcące), organizacja szkoły przed reformą była zdecydowanie lepsza a poziom nauczania wyższy.

Gdybym miała wskazać pozytywne zmiany, jakie zaszły w polskim szkolnictwie w ciągu ostatnich 10 lat, to ja naprawdę ich nie zauważam, to zmierza w złym kierunku, kiedy w końcu ludzie odpowiedzialni za nasz kraj zrozumieją , że zdrowie i dobre wykształcenie to wartości największe .

Uważam, że nauczyciele...
Zobacz także
Skomentuj:
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najnowsze informacje