Komorowski: Akredytacje do Sejmu dla "lepszych" dziennikarzy?

- Funkcjonowanie dziennikarzy w Sejmie wymaga uporządkowania. Akredytacje powinni dostawać ci lepsi. Żeby była lepsza informacja o pracach parlamentu - powiedział wicemarszałek Bronisław Komorowski w wywiadzie dla Gazeta.pl.
Bronisław Komorowski był gościem portalu Gazeta.pl. Obecny wicemarszałek Sejmu, zgodnie z umową PO-PSL, zostanie marszałkiem nowej izby.

Dziennikarze są "lepsi i gorsi"

Spytaliśmy Bronisława Komorowskiego jak odnosi się do pomysłu marszałka Dorna podziału Sejmu na strefy zróżnicowanego dostępu dla dziennikarzy.



- Funkcjonowanie dziennikarzy w Sejmie wymaga uporządkowania. To, co się dzieje w obecnym parlamencie to jest wielki bałagan - stwierdził marszałek Komorowski. - Uporządkowanie oczywiście nie musi oznaczać eliminowania z możliwości uzyskiwania informacji.

Jego zdaniem akredytacje do Sejmu powinni dostawać "lepsi" dziennikarze. - Żeby była lepsza informacja o pracach parlamentu.

Komorowski opowiadał również o swoich pierwszych decyzjach jeśli zostanie wybrany marszałkiem Sejmu.



- Głosowanie odwołania marszałka musi być zapewnione. Sam zainteresowany nie może go blokować - dodał wicemarszałek.

Komorowski zapowiedział również, że nie zamierza przyprowadzać do Sejmu swojego psa, tak jak czynił to marszałek Dorn.



- Mieszkam bardzo blisko Sejmu. Łatwiej będzie mi zejść do psa niż przyprowadzać go do Sejmu - mówił wicemarszałek.

Tusk nie musi najpierw jechać do Berlina

Wicemarszałek odnosząc się do wyników wyborów stwierdził, że należy się cieszyć, iż do parlamentu nie weszły dwie najbardziej skrajne siły polityczne.



- Negatywną stroną jest to, że PiS stanie się trochę LPR-em i Samoobroną - dodał Komorowski.

Nasz gość skomentował również wczorajsze słowa ministra Kamińskiego, który stwierdził, że w Polsce "panuje moda na dokopywanie braciom Kaczyńskim".



- Premier jako przykład tego "dokopywania" podał używanie terminu "bracia Kaczyńscy". A Kamiński użył tego samego terminu - zauważył Komorowski.

Wicemarszałek uważa też, że strategicznym partnerem Polski jest Unia Europejska, a Niemcy są tylko jednym z jej członków. Dlatego przyszły premier, Donald Tusk, nie musi w pierwszej kolejności jechać do Berlina.