Po wypadku autobusu: kierowca schylił się po komórkę?

Kilka szczęśliwych zbiegów okoliczności sprawiło, że w dramatycznym wypadku na Służewcu nikt nie zginął. Policja i prokuratura badają, czy do kraksy doszło z winy kierowcy. Niewykluczone, że schylił się, by podnieść komórkę
Kluczowe dla ustalenia przyczyn sobotniego wypadku będą trzy rzeczy: ?  przesłuchanie 54-letniego kierowcy, który co prawda po zderzeniu stracił przytomność, ale na szczęście jego życiu nie zagraża niebezpieczeństwo; ?  dokładne oględziny taśm z kamer, w które wyposażony był autobus marki Scania, rejestrowały one wszystko, co działo się wewnątrz pojazdu oraz z przodu; ?  przesłuchanie świadków, czyli przede wszystkim pasażerów linii 739 - najważniejszy z nich, chłopak, który widział wszystko od początku do końca, jest już po rozmowie ze śledczymi.

Na razie wszystko wskazuje na to, że prokuratura zakwalifikuje sobotnie zdarzenie jako "sprowadzenie katastrofy w ruchu lądowym". Od bardzo dawna w jednym wypadku w Warszawie nie zostało rannych aż tyle osób. Pomocy lekarskiej wymagali niemal wszyscy pasażerowie autobusu. By mówić o katastrofie, prawnicy uznają, że potrzeba przynajmniej siedmiu poszkodowanych w wypadku. Tu rannych było pięć razy więcej.

Wczoraj po południu w szpitalach wciąż przebywało osiem osób, w tym troje dzieci. Najciężej poszkodowany jest 16-latek, który doznał poważnego urazu kręgosłupa. Zdaniem lekarzy ze szpitala przy ul. Niekłańskiej będzie musiał nosić gorset i przejść rehabilitację. Reszta pasażerów miała szczęście w nieszczęściu, bo skończyło się jedynie na stosunkowo niegroźnych urazach kończyn, kręgosłupa, otarciach i skaleczeniach.

Linię 739 do Piaseczna obsługuje prywatny przewoźnik - PKS Grodzisk Mazowiecki. W sobotę punktualnie o godz. 14.20 kierowca wyruszył z pętli przy Metrze Wilanowska. Sześć minut później dojechał do ślimaków w okolicy Toru Wyścigów Konnych na Służewcu. Wtedy nagle zjechał na prawą stronę. Ściął krawężnik, przeciął jezdnię ślimaka i wjechał na trawę, by po kilkudziesięciu metrach zjechać ze skarpy wprost na ul. Rzymowskiego. Rozpędzony autobus z impetem wbił się w barierę rozdzielającą pasy jezdni, tarasując przejazd w kierunku Galerii Mokotów.

- Nie chcę myśleć, co by się stało, gdyby autobus przewrócił się albo gdyby z tunelu pod Puławską wyjechało kilka samochodów - mówi oficer stołecznej drogówki.

Na szczęście tunelem jechał tylko jeden samochód. Kierująca nim kobieta gwałtownie zahamowała. I choć uderzyła w autobus, to jej samej nic poważnego się nie stało.

Tymczasem siła uderzenia zdemolowała przód autobusu i uwięziła kierowcę w kabinie. Uwolnili go dopiero strażacy, którzy rozcięli pogniecioną karoserię. Tym kursem linii 739 podróżowało około 40 osób, w tym 10 dzieci jadących na wycieczkę. Część wyszła o własnych siłach z rozbitego autobusu. Ratownicy na miejscu rozstawili szpital polowy, później około 30 osób karetki rozwiozły do szpitali na Wołoskiej, Barskiej, Solcu, Lindleya, Stępińskiej, a nawet aż do Szpitala Bielańskiego i Bródnowskiego. Ale do szpitala jeszcze do wieczora zgłaszały się osoby, które ucierpiały w wypadku, ale nie skorzystały z pomocy lekarzy na miejscu.

Ruch w tym rejonie był utrudniony aż do późnego wieczora.

Wciąż bez jednoznacznej odpowiedzi pozostaje pytanie o przyczyny. - Badamy dwie hipotezy: zasłabnięcie kierowcy albo jego błąd - mówi podinsp. Maciej Karczyński, rzecznik stołecznej policji.

Ze wstępnych informacji wynika, że autobus był sprawny, a kierowca pracował ledwie kilka godzin. Czy mógł zasłabnąć? To możliwe, bo na jednej z autobusowych kamer widać, jak tuż przed wypadnięciem z jezdni pochyla się do przodu. Ale według świadków, z którymi już rozmawiała policja, nie zasłabł, ale po coś się schylił. To mógł być telefon komórkowy, który wcześniej trzymał w ręku.

Kierowca został już przesłuchany w szpitalu. Co zeznał? - Jak by to powiedzieć? Trochę błądził... - mówi jeden z policjantów.

Mundurowi zabezpieczyli też rzeczy osobiste pasażerów, które pozostały w autobusie. Są do odebrania w siedzibie mokotowskiej policji przy ul. Malczewskiego 3/5/7. - Apelujemy, by zgłaszali się tam również świadkowie wypadku, z którymi jeszcze nie rozmawialiśmy - zachęca mł. asp. Beata Wlazłowska z Komendy Stołecznej.

To już kolejny wypadek z udziałem autobusu należącego do PKS Grodzisk Maz. W marcu 2009 r. autobus tej firmy wbił się w dom przy ul. Złotej Jesieni w Aleksandrowie pod Falenicą. W grudniu 2009 r. autobus tej firmy zjechał z ul. Płaskowickiej na polną drogę i zapędził się niemal pod Las Kabacki. Okazało się, że kierowca, obywatel Ukrainy, miał 2,5 promila alkoholu we krwi. "Gazeta" kilkakrotnie donosiła też, że pracujący w PKS Grodzisk Maz. kierowcy Ukraińcy są skrajnie przemęczeni - jak ujawniliśmy, za kierownicą spędzali nawet 16 godz. na dobę.

Rzecznik ZTM Igor Krajnow powiedział wczoraj "Gazecie", że urząd nie będzie karał przewoźnika za sobotni wypadek, renegocjował umowy albo karnie zmniejszał kwoty, którą płaci mu za każdy przejechany kilometr. - Ale PKS Grodzisk Maz. będzie musiał zapłacić karę za niewykonane kursy, które miał zrobić rozbity w sobotę autobus - zaznacza Krajnow.

Więcej o:
Komentarze (60)
Po wypadku autobusu: kierowca schylił się po komórkę?
Zaloguj się
  • fctheduck

    Oceniono 7 razy 7

    Przecież w Polsce to norma. Gdyby obligatoryjnie sprawdzano, czy uczestnik np. stłuczki w momencie zdarzenia gadał przez komórkę i to skutkowałoby nie wypłaceniem odszkodowania, szybko by się buractwo nauczyło korzystać z zestawów głośnomówiących.

  • wujek_dobra_rada6

    Oceniono 6 razy 6

    ..to jeszcze nic, jechalem niedawno takim dalekobieznym gdzie Pan Kierowca palil sobie papieroski i romawial przez telefon. No ale 'kierowcy' zawsze byli panami w komunie...nie mowiac o taksiuwkarzach.

  • pola2004

    Oceniono 6 razy 6

    ja osmieliłam sie zwrócic niedawno uwage kierowcy autobusu, kiedy podczas jazdy najpierw pisał smsy przez co zwalniał, a nawet stanął na chwile na pustym BusPasie, zeby wysłac smsa. Zupełnie nie patrzył na drogę, bo był zajęty telefonem. Po smsach wziął telefon i zaczął rozmawiać i wtedy zwróciłam mu uwagę i co się stało? usłyszałam ( i cały autobus) SPIER.... i inne przyjemne wyzwiska skierowane prostą w moją twarz.....

  • whitenabuchodonozor

    Oceniono 8 razy 6

    z tego, co widzę to generalnie policja ma głęboko w pompie wszystkich gadających przez komórki w samochodach

  • ewa543210

    Oceniono 8 razy 6

    na drodze 50% szoferów rozmawia przez komórki, nawet policja nie reaguje

  • sztucznamgla

    Oceniono 5 razy 5

    czytam niektóre wpisy i dziwię się

    jesli jestescie świadkiem, jak kierowca rozmawia czy wysyła sms, to piszcie skargi jesli nie chcecie zwracać mu uwagi

    wiekszość ma także aparat w telefonie, mozna udokumentowac skargę

    BEZ TEGO bedzie jak z KIBOLAMI - bo to zwykły BANDYTYZM rozmawianie podczas jazdy przez telefon (bez zestawu głośnomówiącego/słuchawki)

    to w WASZYM interesie jest eliminowac takich DEBILI ZA KIEROWNICĄ

    moze to uratuje wam zycie, to nie sa 'przelewki', to nie zarty, to jest bardzo niebezpieczne, a takich idiotów nalezy eliminować zza kółka

  • ulanzalasem

    Oceniono 5 razy 3

    "Bawisz" się telefonem podczas jazdy (jako kierowca)? 5 lat bez prawka powinno rozwiązać problem ;)

  • 1szansa

    Oceniono 3 razy 3

    Słyszałam kiedyś rozmowę dwóch kierowców MZK, rozmawiających na "pętli" o trzecim kierowcy, którego żartem nazywali "komórka" właśnie dlatego, że ciągle rozmawia przez komórke nawet podczas jazdy co w Toruniu jest nie lada wyczynem.

  • pola2004

    Oceniono 3 razy 3

    może to rada na przyszłość:-) ale nie odpuściłam, czekam na oficjalną odpowiedz na moją reklamacje. Pewnie nic nie zmienie, ale prostactwo trzeba tępić.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX