PiS zbierało podpisy w kościołach. W całej Polsce

Do dziś kandydaci na prezydenta muszą przedstawić 100 tys. podpisów. Na Alert24 dostaliśmy wiele informacji o zbieraniu podpisów w kościołach. Wolontariusze PiS zbierali podpisy nie tylko przed świątyniami, ale w nich. Nierzadko bez wiedzy proboszcza. Sygnały dostawaliśmy z całej Polski.
Alertowicz podpisujący się "Oburzony" pisze o sytuacji, do której doszło w niedzielę na warszawskim Zaciszu. - W kościele, nie przed kościołem, zbierano podpisy na Jarosława Kaczyńskiego. Nachalna Pani zaczepiała wszystkich wchodzących, staruszkom brała dowody i sama wpisywała na listę, bo tamte niedowidziały - pisze. Mówi, że część ludzi była oburzona, wychodziła z kościoła lub komentowała na głos sytuację, zrzucając odpowiedzialność na księży. - Ludzie wpisywali się nawet podczas mszy siejąc zamęt podczas modlitwy. Co godzinę stolik odwiedzał jeden z księży i pytał o postępy. Jestem tym oburzony, w kościele nie powinno być miejsca na agitację polityczną- pisze Alert24 czytelnik.

Zbieracze podpisów jak żebracy. Nie ma na nich rady

Piotr Grabowski z piotrkowskiego PiS stanowczo odcina się od tej akcji. Mówi także, że apelowali do wolontariuszy, by podobnych przypadków nie było.

Proboszcz Parafii Najświętszego Serca Pana Jezusa mówi, że nikt nie zgłosił się do niego po zgodę, a gdyby się zgłosił, takiej zgody by nie dostał. - Parafia nie jest ogrodzona. Pojawiają się pod nią żebracy. Jeśli ktoś zbierał podpisy, porównałbym go do takiego żebraka - mówi ksiądz proboszcz.

W Gorkach (woj. mazowieckie), jak donosi inny Alertowicz, ksiądz wyłożył na stoliku w kościele listy z poparciem kandydatury Jarosława Kaczyńskiego i informował o tym w czasie ogłoszeń parafialnych.

Marek z Piotrkowa Trybunalskiego donosi, że przed mszą w Kościele Najświętszego Serca Pana Jezusa także zbierano podpisy na Jarosława Kaczyńskiego. Rozdawane także były zdjęcia pary prezydenckiej, o których już pisaliśmy.

"Odejdę, jak przyjdzie pan z księdzem"

Alertowicz Jan był na mszy w kościele św. Aleksandra na warszawskim Placu Trzech Krzyży . Wychodząc, zauważył starszego mężczyznę zbierającego podpisy popierające Jarosława Kaczyńskiego. Mężczyzna rozłożył stolik tuż obok drzwi kościoła. Pan Jan zapytał, czemu agituje w takim miejscu i jak pisze, został "obskoczony przez wściekły tłum". Proboszcz od Alertowicza dowiedział się, że pod kościołem przeprowadzana jest polityczna agitacja. Jednak zbierający popisy zebrali stolik dopiero, kiedy proboszcz pojawił się osobiście.

Alertowicz i jego brat byli przez ten czas obrażani, nazywani "gnojami", "ordynusami", "oszołomami", słyszeli że powinni się leczyć, i że mają odmienną opcję polityczną "wypisaną na czole".

W kościele? "Nie można tego wykluczyć"

Stoły z listami poparcia stały w weekend także w kościele na osiedlu Bohaterów II Wojny Św. w Poznaniu . Szymon Szynkowski vel Sęk, odpowiedzialny za zbieranie podpisów w Poznaniu powiedział, że takiej sytuacji "nie można wykluczyć". Sam nie widzi nic złego w zbieraniu podpisów pod kościołem, pod warunkiem uzyskania zgody proboszcza, jako zarządzającego terenem. Tak odpowiadał wolontariuszom na pytania odnośnie zbierania w takich miejscach, kiedy się pojawiały. - W kościele? Gdybym był świadkiem takiego wypadku, sam poprosiłbym wolontariusza o opuszczenie kościoła - mówi działacz Prawa i Sprawiedliwości.

Podpisy zbierano, według doniesień na Alert24, w kościele św. Barbary w Warszawie, w kościele w Ostrołęce, we wrocławskim kościele Św. Michała i na Dębnikach w Krakowie - w przedsionku kościoła.

Wiesz więcej? Poinformuj Alert24