Raport: "Reklamy w kinie trwały 40 min. To horror!"

27.11.2009 17:25
Polacy to kinomani, w zeszłym roku kupili 38 mln biletów. Zdjęcie: otwarcie największego kina typu multipleks w Krakowie

Polacy to kinomani, w zeszłym roku kupili 38 mln biletów. Zdjęcie: otwarcie największego kina typu multipleks w Krakowie (Fot. Adam Golec / Agencja Gazeta)

Czasy, w których kupując bilet do kina mieliśmy pewność, że zobaczymy przede wszystkim film, dawno się skończyły. Witajcie w nowym kinie "kapitalizmu reklamowego", w którym wasz film jest tylko dodatkiem do pudełka popcornu, nachosów i reklam podpasek.
- Wczoraj razem z moim chłopakiem poszłam do Multikina Złote Tarasy na film - napisała na Alert24 Mamma. - Projekcja trwała ok. 80 min. - podkreśla Alertowiczka. - Jednak blok reklam i zapowiedzi filmowych to był prawdziwy horror - ciągnął się ok. 40 min. - dodaje.

- Przecież to nienormalne, że płacimy ponad 20 zł za bilet i jeszcze jesteśmy katowani reklamami, które trwają tyle ile połowa filmu! - żali się.

Reklama w kinie, czy kino w reklamie?

Większość z nas już przyzwyczaiła się do reklam w kinach. Dzisiaj w świątyniach "X muzy" znajdziemy je wszędzie: na plakatach, na pudełkach popcornu, na biletach, a nawet na pisuarach. Poza tym, przed filmem będziemy musieli także zobaczyć blok reklamowy przetykany zapowiedziami filmów (tzw. trailery). Przeważnie nie zdajemy sobie sprawy, kto odpowiada za jego wyświetlanie, długość bloku i jego kształt.



Zdania co do polityki reklamowej w trakcie seansów są podzielone. - Uważam się za osobę myślącą i do mnie nie wszystkie reklamy docierają - mówi jeden z przechodniów zapytany przez portal Gazeta.pl. - Reklamówki mi nie przeszkadzają. Lubię je oglądać - oponuje ktoś inny.

Reklama często jest odbierana, jako element działalności biznesowej, bez której nie moglibyśmy zobaczyć w kinach niczego. Nasi rozmówcy często podkreślali, że spoty to nieprzyjemny, ale nieodzowny element: "Ja nie zwracam na nie uwagi, ale kina muszą się przecież z czegoś utrzymywać", "Projekcje muszą zostać z czegoś opłacone" - argumentowali.

Brak regulacji = róbta co chceta

Czy rzeczywiście? Z naszych rozmów z pracownikami branży filmowej wynika, że nie zupełnie tak jest. Brokerzy reklamowi, dystrybutorzy filmów, dyrektorzy kin i pracownicy wielosalowych sieci kinowych, nieoficjalnie przyznają, że dochód z reklam to najczęściej dopiero trzeci lub czwarty punkt w budżecie. - Najwięcej zarabiamy na biletach i barze. Reklama jest na dalszym miejscu - potwierdza manager jednej z największych sieci kin w kraju.

Poza tym w kraju świetnie prosperują także kina, które nie wyświetlają reklam prawie w ogóle. - Widzowie na nie narzekają - wyjaśnia Adam Trzopek, dyrektor kultowego warszawskiego kina Muranów.

Dlaczego więc narażając się na zrażenie klientów, reklamy w innych kinach są tak długie?

- Prawo krajowe nie reguluje i nie ogranicza w żaden sposób długości bloku reklam i zwiastunów wyświetlanych przed seansami - mówi Kinga Dołęga, Dyrektor Biura Reklamy sieci kin Multikino (21 multipleksów, 186 sal). Wszyscy rozmówcy podkreślali, że cała polityka w tej sprawie jest odgórnie ustalana przez władze poszczególnych sieci i spółek.

Ciasne, ale własne - czyli "Wysokie standardy"

- Faktycznie w Polsce nie ma żadnych regulacji w tej sprawie - przyznaje Jakub Dmitrowski odpowiadający za PR w firmie New Age Media (spółka należy do sieci Cinema City - 28 multipleksów, 314 sal - zajmuje się sprzedażą powierzchni i czasu reklamowego nie tylko dla Cinema City, ale i innych kin. Posiada ponad 70% ekranów multipleksowych w Polsce).

Ale jak podkreśla: "Cinema City samo sobie narzuciło wysokie standardy reklamowe". - Wprowadziliśmy odgórną granicę trwania bloku reklamowego - to maksymalnie 12 minut - tłumaczy. - U nas reklamy mają trwać do 15 minut - wtóruje Dołęga. Podobnie jest w mniejszych kinach: Atlantic to maksymalnie 6 min., Kinoteka i Helios Kinoplex ok. 5 min.

- Mimo to w kinach w dużych miastach na nasz ulubiony film czekamy często grubo ponad 30 min - przyznaje jeden z dystrybutorów filmów.

Trailer, reklama, brake...

Dlaczego? - Bo to co widzimy przed filmem składa się z dwóch elementów - opowiada dyrektor warszawskiego kina Atlantic, Krzysztof Konopacki. - Pierwszy to reklamy - np. szamponu czy gazety. Drugi to zwiastuny filmowe - wyjaśnia. - Reklamy układane są w tzw. breakach - blokach reklamowych, które przetykają trailery - wyjaśnia Dołęga.

Za to ile trailerów znajdzie się w seansie odpowiada zarówno dystrybutor wyświetlanego filmu jak i władze danego kina.

Dystrybutor, kino, broker = bałagan

Niemal wszyscy dystrybutorzy zastrzegają sobie ilość gwarantowanych zwiastunów, które mogą domontować do kopii wyświetlanego filmu. - Dołączamy nie więcej niż dwa zwiastuny - opowiada Tomasz Koć dyrektor działu Dystrybucji Kinowej Monolith Films, jednej z największych takich firm w kraju. Tak samo robi m.in. Best Film czy Against Gravity. - Mimo to zwiastunów jest więcej, bo same kina również dołączają trailery i promują wyświetlane przez siebie pozycje - tłumaczy Koć.

Jak opowiedzieli nam managerzy kin, najczęściej dołączają "od trzech do pięciu trailerów, które mogą trwać do pięciu minut każdy".

Nawet mniejsze kina, mimo że nie chcą mieć w swoich salach zbyt wielu reklam, często wyświetlają ich niemal tyle ile multipleksy. Wszystko przez nieprzemyślane umowy z tzw. brokerami reklamowymi, czyli firmami, które specjalizują się w sprzedaży czasu i przestrzeni reklamowych na rzecz kin.

- My zagwarantowaliśmy sobie limit reklamowy - opowiada dyrektora Atlantica. - Jednak wiele kin nie ma takich limitów w umowach i przez to traci kontrolę nad ilością spotów - dodaje.

Przez te niedociągnięcia, chęć maksymalizacji zysków brokerów i multipleksów widz otrzymuje więc zlepek materiałów załączanych przez różne podmioty. - Niestety nie mamy na to żadnego wpływu - przyznaje chcąc pozostać anonimowym pracownik firmy dystrybucyjnej. - Multipleksy i duże kina w centrach miast już dawno zapomniały do czego służą - uważa inny. - Za bilety płacimy, żeby otrzymać produkt rozrywkowy wysokiej jakości - a to oznacza możliwie, jak najmniej skażony reklamami - dodaje.

Ich zdaniem "dzisiejszy model biznesowy mało przejmuje się klientem".

Zabójcza matematyka

- Chodzi o jak najwyższy, maksymalnie wyśrubowany zysk - opowiadają. Dlatego coraz częściej w kinach widzimy dokładnie te same reklamy, które oglądamy w trakcie wyświetlanych w telewizji filmów. - Kiedyś tak nie było. Spotów było mniej i były szyte pod bardziej wymagającego klienta - opowiada dyrektor jednego z wrocławskich kin.

Policzmy więc: uśredniając w kinie czekają na nas 2 trailery dystrybutora - liczmy, że po 3 min. każdy = 6min.. Do tego dochodzą - np. cztery trailery od kina: 4 x 3 min.=12 min. Jeszcze czekają nas zorganizowane przez brokera reklamy. Przypuśćmy, że nie będą "za długie": będą trwały 10 min. Razem w kinie czeka nas więc 28 min. bloku reklamowego.

Zjadamy reklamy

- Skoro reklamy trwają co najmniej 20 min.- nikt już nie przychodzi punktualnie - wyjaśnia manager jednego z największych w Polsce dystrybutorów filmów. Większość branżowców przyznaje także, że reklam będzie coraz więcej. - Właśnie wchodzą reklamy 3D - dodaje nasz rozmówca.

Z takim opisem sytuacji zgadza się jedna z managerek odpowiadająca za reklamę w sieci multipkesów. - Polska na tle innych krajów wypada blado - opowiada. Na zachodzie Europy reklamy trwają około 30-40 min. a w USA, w niektórych kinach jest nawet przerwa reklamowa w trakcie seansu - dodaje.

Gdyby nie dystrybutorzy filmów, takie przerwy mogłyby pojawić się też w Polsce. - Mieliśmy od reklamodawców bardzo intratne propozycje - przyznaje. - Niestety na przerywanie filmów reklamami nie zgodzili się dystrybutorzy. Szkoda - dzięki temu i oni i my mielibyśmy większe zyski z reklam. Poza tym, jak pokazują badania, dzięki takim przerwom reklamowym rośnie sprzedaż popcornu - wzdycha.



Zobacz także
Skomentuj:
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najnowsze informacje