Powrót z Open'era jak z koszmarnego snu [WIDEO]

Zepsuta klimatyzacja, zablokowane okna, tłok, pijani żołnierze - nie lada atrakcje mieli festiwalowe, którzy z Gdyni wracali do Warszawy. - Było tak gorąco, że woda kapała z sufitu. Nikt nam nie mówił, co się dzieje - żalą się wracający pociągiem z Open'era..
"Duszno, ludzie bez koszulek, z sufitu kapała woda..." | wideo


Paulina Warzywoda jechała pociągiem "Słoneczny" z festiwalu Opener. To tani pociąg, bilet kosztuje ok. 20 zł. Wagony są jednak w dobrym standardzie - dwupoziomowe, klimatyzowane - Na dwie godziny przed dojazdem do Warszawy wyłączono klimatyzację. Zrobiło się strasznie gorąco, w wagonie było trzy razy więcej ludzi niż powinno być. Nie było ani jednego otwartego okna, tylko jeden lufcik, który nie wpuszczał wystarczająco dużo świeżego powietrza. Siedzieliśmy bez koszulek, woda skraplała się z sufitu - opowiada pasażerka PKP.

Pasażerowie największy żal mają do obsługi pociągu, że nie poinformowała co się dzieje.

PKP przyznaje, chłodzenie się popsuło. Donata Nowakowska, rzecznik spółki Koleje Mazowieckie - tłumaczy się i przeprasza: - Doszło do awarii klimatyzacji w jednym wagonie, bardzo za to przepraszamy. Kierownik powinien poinformować o awarii - mówi rzeczniczka.

"Nastąpiło uszkodzenie klimatyzacji" | wideo


Jak Ci się wracało z Open'era? Dyskutuj na naszym alertowym forum

Open'er Festival w Gdyni. Impreza była wielkim sukcesem, również frekwencyjnym. Wg szacunków organizatora na festiwal do Gdyni przyjechało ok. 60 tys. ludzi. Masa z nich - wybrała jako środek transportu PKP. To najwyraźniej zaskoczyło Koleje.

Pociągi miały tyle wagonów, co zwykle. Kasy sprzedawały bilety bez miejscówek. Nawet ktoś bez wobraźni wie, czym to się może skończyć.

Pan Paweł z Warszawy również wracał w poniedziałek z festiwalu. Poinformował Alert24 o swojej podróży powrotnej do stolicy - Kiedy kupowaliśmy bilety w Gdyni nie było już szans na zdobycie miejscówek - opowiada nam. - Wbiegliśmy do wagonów i zajęliśmy miejsce w wagonie Warsu, żeby nie spędzić siedmiu (sic!) godzin w ciasnym korytarzu z tobołami. Udało się nam tam przesiedzieć podróż, ale mieliśmy nieciekawe towarzystwo rezerwistów, którzy wykrzykiwali swoje piosenki, bo śpiewem tego nazwać nie można. - relacjonuje Alertowicz - Byli kompletnie pijani, wysiedli dopiero na dworcu Warszawa Wschodnia. Czy muszę dodawać, jakie pamiątki zostawili na podłodze? - dopytuje elegancko pan Paweł. Masz zdjęcia z podróży powrotnej? Wyślij je na Alert24 - 605 24 24 24

Nie musi dodawać.

Małgosia, studentka z Warszawy, wykorzystała ten sam patent, co pan Paweł i korzystała z "gościnności" Warsa - Pani, która tam pracowała, starała się nas wyrzucić, dlatego na zmianę chodziliśmy po kawę czy herbatę. Inni mniej dbali o pozory - gdzie mogli to się kładli z poduszką pod głową i spali. Zastanawiam się, czy to naprawdę byłby taki straszny problem, żeby doczepić do pociągu dwa-trzy wagony, skoro sprzedali o wiele więcej biletów niż jest w pociągi miejsc? Ludzie nie musieliby tłoczyć się w wagonach jak bydło.

Źle było w pociągach? Przeczytaj relację trójmiejskiej "Gazety Wyborczej" o awanturach w megakorku w okolicy lotniska.

Mamy konto na Facebooku Zostań naszym fanem.