"Jestem prezentem dla mojego męża..." czyli internauci o lekcjach WDŻ

26.06.2009 13:26
Zajęcia z Przysposobienia do Życia w Rodzinie w lubelskiej szkole

Zajęcia z Przysposobienia do Życia w Rodzinie w lubelskiej szkole (Fot. Jakub Orzechowski / AGENCJA GAZE)

Z raportu grupy edukatorów seksualnych "Ponton" wynika, że nauczyciele prowadzący lekcje wychowania seksualnego są często niekompetentni, a uczniom przekazują nie wiedzę, a swoje poglądy na temat seksu. Potwierdzają to nasi czytelnicy, którzy przysłali nam swoje wspomnienia z lekcji WDŻ.
Po opublikowanym w czwartek tekście serwisu Gazeta.pl, o tym czego dowiadują się uczniowie na lekcjach wychowania seksualnego, na Alert24 dostaliśmy kilkanaście maili od czytelników. Wspominali w nich, jak wyglądały lekcje wychowania seksualnego w ich szkołach.

"Jestem prezentem dla mojego męża..." czyli czystość aż do ślubu

- Właśnie ukończyłem pierwszą klasę technikum. Zajęcia z wychowania do życia w rodzinie były, gdy nie było jakiegoś nauczyciela - napisał na Alert24 Degre. - Prowadziła je "pani" pedagog. Nie przypominam sobie, żeby kiedykolwiek wspominała o seksie. Przynudzała opowieściami o swojej rodzinie. Sama także nie tolerowała związków homoseksualnych - sprzeciwia się zawierania między nimi ślubów. Z kolei na rachunkowości dowiedziałem się, że "homoseksualizm to choroba i trzeba to leczyć". Z kolei w gimnazjum zajęcia te były prowadzone przez nauczyciela od WOS'u. Zalecał on wstrzymanie się z seksem aż do ślubu, a jako środki wstrzymujące napięcie seksualne zalecał sport - dodał internauta.

- Gimnazjum. Lekcje WDŻ prowadziła kobieta, która pod koniec roku szkolnego każdej dziewczynce biorącej udział w lekcji dała kartkę. Przedstawiona była na niej szczęśliwa kobieta wyskakująca z pudełka prezentowego, a pod spodem widniał napis: "Jestem prezentem dla mojego męża, którego nikt nie dotykał i nie używał". Kazała nam to pokolorować i w przyszłości dać mężowi po ślubie - napisała czytelniczka. Internautka dodała, że o antykoncepcji dowiedziała się dopiero w liceum, od katechetki. - Nauczycielka całą antykoncepcję przedstawiła nam w czarnym świetle, wystawiając na piedestał wspaniałą i najskuteczniejszą metodę kalendarzyka - dodała Alertowiczka.

Nie było żadnej rozmowy

Inna nasza czytelniczka lekcje WDŻ miała z niedoszłą zakonnicą: - Niedoszła, dlatego że w pewnym momencie odkryła, że Bóg jednak powołał ją do prokreacji - napisała Justyna. - Miałam może 14 lat, kiedy pani niedoszła zakonnica przyniosła na lekcję takie ustrojstwo do mierzenia temperatury w pochwie i zapewniała, że "kalendarzyk" to jedyna skuteczna antykoncepcja. Dowiedzieliśmy się też, że kobiety nie powinny czerpać przyjemności z seksu, ponieważ jest to "niegodne", a mężczyźni, jak najbardziej mogą. Kiedyś spróbowaliśmy wciągnąć ją w krąg zainteresowań nastolatków i rozpoczęliśmy rozmowę na temat seksu oralnego. Pani powiedziała, że będzie się modlić za nasze dusze. Tematu, jak można się domyślać, nie podjęła - kończy list do redakcji Justyna.

- Zajęcia z wychowania do życia w rodzinie miałem w gimnazjum. Zajęcia odbywały się raz w tygodniu tylko przez jeden semestr w roku. Zajęcia prowadziła starsza Pani, która przez 3 lata nauki w gimnazjum puszczała nam na kasetach VHS te same filmy o przypadkowej ciąży i AIDS. Gdy mówiliśmy jej, że już ten film mieliśmy, to mówiła, żebyśmy "coś" porobili i wyciągała jakąś gazetę - napisał Maciek.

"Prawdy" z lekcji WDŻ

- Etap uczestniczenia w lekcjach wychowania seksualnego dawno mam za sobą, ale kilka "prawd" zapamiętam do końca życia - napisał internauta o nicku znikajoncy_punkt. - Będzie to m.in. stwierdzenie, że masturbacja prowadzi do pedalizmu, a prysznic trzeba brać tak, żeby nie dotykać genitaliów. Poza tym "homoseksualizm zawsze jest związany z koprofilią, czyli fascynacją odchodami", a onanizm prowadzi do nerwicy, wypadania włosów, drgawek gałek ocznych i groźnych chorób - dodał internauta.

Podobnych "prawd" o seksie dowiedział się SilverJoan: - Według pani prowadzącej zajęcia, która normalnie uczyła geografii, tylko metody naturalne są dobre, bo od pigułek się umiera, także od stosowania tamponów - napisał internauta. - Nauczycielka uważała także, że nie powinno się farbować włosów, bo farba nie pozwala toksynom wydostać się z ciała. W wyniku tego dostaje się pryszczy... - napisał SilverJoan.

U mnie w szkole jest ok

- Moim zdaniem tekst opublikowany na temat WDŻ to jakaś propaganda. Nie można wszystkiego uogólniać i mówić, że takie rzeczy dzieją się w całym kraju - napisał na Alert24 Zbigniew Mickiewicz. Internauta zaznacza, że zajęcia z wychowania do życia w rodzinie prowadzi kompetentna osoba: - Zna się na rzeczy, a lekcje polegają na wzajemnej dyskusji i wymianie poglądów, doświadczeń - napisał Zbigniew. Internauta uważa, że zajęcia z wychowania do życia w rodzinie są niepotrzebne, ponieważ uczniowie dowiedzą się wszystkiego z rozmów pomiędzy sobą. - Moim zdaniem coś takiego jak seksedukacja, jako przedmiot w szkole jest całkowicie niepotrzebna. Takie zajęcia powinny mieć charakter dodatkowy i nieobowiązkowy - wyjaśnia internauta i dodaje: - Te opowieści o katechetkach prowadzących lekcje WDŻ to idę o zakład, że to nie były zajęcia z wychowania do życia w rodzinie tylko na przykład lekcja religii, na której uczniowie postanowili porobić sobie dowcipy bo wiedzą, że nauczycielka nie jest obeznana w temacie - twierdzi Alertowicz. Masz inne zdanie? Podziel się nim z innymi na naszym alertowym forum

Najpopularniejsze na Deser.pl: Lekarze: "To fenomen". Dziecko, które się nie starzeje

Czy lekcje z wprowadzenia do życia w rodzinie powinny być obowiązkowe?
Zobacz także
Skomentuj:
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najczęściej czytane

Najnowsze informacje