Chipowe karty zdrowia. Będzie "polowanie" na historię naszych chorób?

Za klika lat wszystkie dane o przebytych przez nas chorobach znajdą się na kartach chipowych - będą też zgromadzone w specjalnych bazach ministerstwa zdrowia. Specjaliści boją się czy na nasze historie choroby nie będą "polować" np. firmy ubezpieczeniowe.
Do tej pory nasze kontakty z lekarzami są chronione, ale tylko dlatego, że historie choroby są przechowywane zwykle w papierowej kartotece lub co najwyżej w komputerze, jeżeli przychodnia taki posiada. Za kilka lat ma być inaczej, bo Ministerstwo Zdrowia planuje wprowadzenie Systemu Identyfikacji Medycznej. Projekt odpowiedniej ustawy przeszedł już tzw. konsultacje społeczne.

- Do 2015 roku każdy pacjent będzie miał swoją kartę medyczną, wielkości karty kredytowej, a jeżeli MSWiA zdąży z projektem o nazwie pl.ID, to nie będzie potrzebna nawet karta - wystarczy nowy, zawierający cyfrowe dane dowód osobisty - tłumaczy Grzegorz Furgał z podlegającego ministerstwu zdrowia Centrum Systemów Informacyjnych Ochrony Zdrowia.

Trzy poziomy wiedzy o nas

Projekt zakłada, że będą możliwe trzy rodzaje dostępu do danych pacjenta. W "najniższym poziomie" zawarte będą nasze podstawowe dane, jak grupa krwi, alergie czy uczulenia. Dzięki specjalnym czytnikom będą do nich mieli dostęp np. ratownicy medyczni, którzy odczytają dane niezbędne do ratowania życia. Aby odczytać te informacje nie będzie wymagana zgoda pacjenta.

Drugi "poziom dostępu" będzie przydatny podczas wizyty u lekarza. - Wtedy pacjent wyciągnie swoją kartę i włoży ją do czytnika. Kartę do czytnika wprowadzi też lekarz. Dane pacjenta będą udostępnione, kiedy te dwie karty spotkają się w czytniku. Chodzi o to, by zabezpieczyć je przed niepowołanym dostępem. W systemie zostanie odnotowane, który lekarz poznał te dane - mówi Furgał.

Trzeci poziom to specjalna baza, w której będą gromadzone dane zdrowotne wszystkich Polaków, ale bez imion nazwisk czy adresów. Informacje w niej zawarte mają służyć ministerstwu jedynie do celów statystycznych. Administratorem danych będzie Centrum Systemów Informacyjnych. Projekt wyceniany na 200 mln euro, ma w 85 proc. sfinansować UE. Takie systemy są już w niektórych krajach europejskich. W Niemczech funkcjonuje karta zdrowia tzw. artzausweis.

Druczki pójdą do lamusa

Koniec też z druczkami, w miejsce których pojawią się e-recepty. Lekarz będzie wprowadzał receptę do komputera, a pacjent jedynie z kartą medyczną uda się do apteki, by wykupić leki. Ułatwi to pracę lekarzowi, bo będzie znał historię przyjmowanych leków, będzie też wiedział, czy pacjent wykupił leki, czy nie.

Teraz zdarza się, że chorzy ze względu na brak pieniędzy, albo za namową znajomych nie kupują wszystkich leków, a lekarz nic o tym nie wie. Do tego inny lekarz będzie orientował się, czy przypisywane przez niego leki nie wchodzą w niepożądane interakcje z innymi lekami. Pilotażowy program e-recept rusza właśnie w Wielkopolsce. Podobne systemy funkcjonują już m.in. w Szwecji i Czechach.

Czy system będzie bezpieczny?

Takie zgromadzenie naszych poufnych danych niepokoi niektórych specjalistów. Zdaniem Piotra Lewandowicza, który zawodowo zajmuje się zabezpieczaniem sieci komputerowych, nasze dane będą wystawione na działanie coraz bardziej agresywnych firm. - Nasz stan zdrowia może interesować chociażby firmy ubezpieczeniowe czy farmaceutyczne. Będą one próbowały różnymi drogami zdobyć kopie całego rejestru lub uzyskać informacje o zdrowiu konkretnych osób. Zainteresowani nimi mogą być też pracodawcy. Ostatnio obserwujemy też wzrost aktywności różnego rodzaju agencji, które półlegalną drogą starają się zdobyć nasze dane. Wszystko po to, by potem sprzedać je z zyskiem. To, że coś wycieknie jest nieuniknione, bo do każdego zamka znajdzie się klucz - mówi Lewandowicz.

Ministerstwo Zdrowia zapewnia jednak, że system będzie bezpieczny. - By przełamać przynajmniej część zabezpieczeń, musiała by pracować nad nim cała armia chińskich hakerów - zapewnia Furgał.

GIODO jest przeciw

Nowy system budzi także spore wątpliwości w Głównym Inspektoracie Ochrony Danych Osobowych. - Zgromadzenie tak wielu informacji o Polakach w jednej bazie danych stanowi ogromne zagrożenie dla jej bezpieczeństwa. Mogłaby ona być narażona na liczne ataki cyberprzestępców. Trzeba pamiętać, że nasze dane osobowe mają - z czego nie wszyscy zdajemy sobie sprawę - dużą wartość rynkową - mówi Małgorzata Kałużyńska-Jasak rzecznik prasowy GIODO. - Ataki takie mogą być tym bardziej niebezpieczne, że dane medyczne są danymi szczególnie chronionymi, gdyż należą do kategorii danych tzw. wrażliwych. Dlatego ich udostępnianie jest obwarowane nie tylko przepisami ustawy o ochronie danych osobowych, ale także przepisami branżowymi, na mocy których wprowadzono m.in. tajemnicę lekarską.

Michał Serzycki, Generalny Inspektor Ochrony Danych Osobowych, przestrzega, że istnienie takich megabaz zawsze może zrodzić pokusę, by zgromadzone w nich dane w przyszłości wykorzystać do innych celów niż te, dla których zostały zgromadzone. Stopniowo kolejne instytucje mogą być dopisywane do listy uprawnionych, by z takich baz korzystać. - Odnosząc się do szerokopojętej telemedycyny trzeba mieć świadomość tego, że nowe technologie są z jednej strony dobrodziejstwem, ale z drugiej rodzą nowe zagrożenia - przestrzega Serzycki.