?Zobaczycie samobójstwo na ekranie. Tego chcecie"

Wojciech Glanc, brzuchomówca znany z udziału w programach "Big Brother" i "Mam Talent" zapowiada w internecie, że zobaczymy film z samobójstwem. 9-minutowe nagranie, które wrzucił na You Tube, hula po sieci. - Popełni Pan samobójstwo? - pytam. - Film będzie szokujący dla tych, którzy się spodziewają, że umrę - mówi Glanc.
Film na profilu brzuchomówcy pojawił się 21 października. Obejrzało go kilka tysięcy osób. O filmie Glanca napisały serwisy plotkarskie robiąc sensację, że półfinalista programu "Mam talent" chce popełnić samobójstwo. Internauci embedują film, wklejają na swoje blogi, multiplikują na innych społecznościowych serwisach wideo. O desperacji brzuchomówcy piszą też blogerzy (pierwszy był popularny Kominek).

Zrobiło się o nim głośno. Na forach toczy się dyskusja, czy Glanc zabije siebie czy swoją lalkę. Czytamy opinie, że Glanc zwariował, albo że to prowokacja.

Film robi wrażenie. Zaczyna się od słów "list pożegnalny", potem "samobójstwo uczestnika Mam Talent". Przez cały czas trwania filmu oglądamy niemal nieruchomą twarz młodego mężczyzny. Mówi powoli, jest poważny, sączy słowa. To nie wygląda na zabawę.

"Mam już dość"

Mężczyzna w czarnej koszulce siedzi naprzeciw kamery - To co zobaczycie, to co zobaczyliście to list pożegnalny. Chciałem wprowadzić na polski rynek sztukę, która bawi ludzi na całym świecie. Niestety, znaleźli się ludzie, którzy z przyjemnością zniszczyli wszystko. Po wielu zmaganiach, powiem, że mam dość. Mam dość wyzwisk pod adresem moim i mojej rodziny. Mam dość słuchania, że jestem nienormalny, bo bawię się z lalką, że jestem pedałem, Żydem, schizofrenikiem, że trzeba mnie zajeb..., zapier... Kreatywności złośliwych i podłych ludzi jest pod tym względem nieograniczona - mówi Wojciech Glanc na filmie powoli, ale głos mu się łamie.

Co go skłoniło do nakręcenia takiego filmu? Wojciech Glanc zirytował się, że jego filmy z profilu na youtube kasował wg niego TVN, który ma prowadzić nieuczciwą politykę w sieci. Glanc uważa, że gigant telewizyjny nie pozwala na tagowanie materiałów w popularnym serwisie wyrażeniem "Mam Talent".

TVN potwierdza, że skasowano, ale wersję filmu, w którym Glanc obrażał jedną z jurorek programu.

Artysta ma też żal do mediów za to, że przekazują nieprawdziwy obraz świata - Ludzie mają wrażenie, że to rzeczywistość, a przecież to ma być tylko rozrywka - mówi.

Telewizja mnie niszczy

Kim jest Wojciech Glanc? Siedem lat temu wystąpił w programie Big Brother. Odpadł jako pierwszy z drugiej edycji, wzbudzał skrajne emocje wśród innych uczestników, którzy traktowali go niepoważnie, bo występował z lalką. W programie pokazano go jako awanturnika, osobę aspołeczną, która nie nadaje się do życia w społeczeństwie.

W filmie mówi: - Chciałbym podziękować pewnej stacji, która się nazywa TVN za to, że kiedyś w głupim programie pokazała mnie jako potwora, psychopatę. Stacji, która zmanipulowała obrazem i wmówiła Wam coś, czego tak naprawdę nie było -

- Po wyjściu z programu byłem kreowany na kogoś, kim nie jestem. Z kawałków nagrań stworzono obraz mnie jako schizofrenika, który gada z lalką - opowiada w rozmowie z nami Glanc.

Gazeta.pl: Nie wiedział Pan, że takie są prawa reality show?

Glanc: Wtedy jeszcze nie.

Niedawno brzuchomówca pojawił się w programie "Mam Talent", w którym nie dostał się do finału. Jest rozżalony. - Telewizja kreuje rzeczywistość. Jeśli w telewizji powiedzą, że ktoś jest idiotą, to ludzie tak go odbierają, jeśli powiedzą, że jest gwiazdą, to uważają, że jest gwiazdą, jeśli powiedzą, że jest mamałygą, to będą go uważać za mamałygę - mówi.

Edward Miszczak, szef programowy TVN nie widział filmu Glanca, bo jest na planie zdjęciowym, ale słyszał o sprawie - Jeżeli jesteśmy tacy źli, to dlaczego zdecydował się wystąpić w kolejnym programie "Mam talent"? - zastanawia się - Producenci programu wiedzą o tym filmie i poinformowali policję. Nic więcej nie możemy chyba zrobić w tej sprawie. Ja uważam, że to żart - mówi.

Ludzie chcą, żebym umarł

- W końcu dostaniecie to, co chcecie. To, czego nie dostaliście od żadnego innego artysty w Polsce, a może i na świecie. W dniu finału programu "Mam Talent", w internecie, pojawi się pewien materiał. To będzie samobójstwo. Nie, tym razem nie żartuję. Dostaniecie to, czego najbardziej oczekujecie - samobójstwo w internecie.

Gazeta.pl: Naprawdę pan myśli, że ludzie marzą o tym, żeby zobaczyć samobójstwo? Że o tym rozmawiają jadąc do pracy autobusem? Przy sobotnim obiedzie?

Glanc: Pani nawet nie zdaje sobie sprawy z tego, ile osób czeka na moje samobójstwo. Ludzie tego chcą. Z tych samych powodów biegną, żeby popatrzeć na wypadek drogowy.

Interesują się, bo Pan ich do tego sprowokował zamieszczając taki film w internecie.

Nie spodziewałem się takiego wybuchu zainteresowania. Policja była u mojej mamy, bo mnie szukają. Wczoraj dzwonił komendant i przysłał funkcjonariuszy. Pytali mnie, czy nie potrzebuję pomocy. Powiedziałem im, że nie. Gdybym powiedział, że tak, to by mnie spakowali do szpitala. Z psychologami mogę się pobawić, bo sam jestem psychoterapeutą. I tak zrobię to, co zaplanowałem. Dziś mogę powiedzieć, że nie popełnię samobójstwa, a potem zobaczy Pani mój klip albo nekrolog w gazecie.

Popełni Pan samobójstwo?

Pani prowokuje, że odpowiem wymijająco. Pointę zachowam dla siebie. Będzie ona szokująca dla ludzi, którzy na nią czekają.

Kiedy finał "Mam Talent"?

Właśnie się zastanawiam, zostały chyba z cztery tygodnie. To dość długo. Może nie warto siać niepewności przez tak długi czas? Zastanawiam się nad innymi scenariuszami. Może przyspieszę całą akcję. Pomysłów mam 5 tysięcy, muszę wybrać najlepszy.

Nie osiągnął już Pan swojego celu? Zrobiło się o Panu głośno...

Jak się powiedziało A, to się musi powiedzieć B. Ludzie czekają na pointę, która będzie dla nich szokująca. Żaden artysta nie popełnił samobójstwa publiczne.

Nie szkoda Panu mamy? Dziewczyny? Pewnie się o Pana martwią.

Z samobójcą nigdy nie wiadomo i one obie mają tego świadomość. Myślę, że trochę się martwią, ale wiedzą, że z takim uparciuchem nie wygrają.

Psycholog: tu trzeba terapii

Psychoterapeuta, który od 12 lat pracuje z pacjentami, nie chce stawiać diagnozy, po obejrzeniu filmu: - Jednak na pierwszy rzut oka widać, że ten pan przeżywa załamanie nerwowe. Pozornie jest opanowany, ale z tonu jego głosu czy powtórzeń jasno wynika, że ma poważny problem. To inteligentny człowiek, widać to po tym jak się wysławia. Może dlatego właśnie tak źle zareagował na fatalne wydarzenie. Może to działo się na skutek długotrwałego stresu lub dłuższego pasma niepowodzeń. Artyści to z reguły wrażliwi ludzie, bardzo czuli na punkcie swojej twórczości. odrzucenie przez jury może być wydarzeniem traumatycznym. Ale dobry terapeuta, życzliwy, przygotowany do pracy z takimi osobami mógłby pomóc - mówi.

Chcecie mu pomóc? Nie oglądajcie tego filmu

Prof. Wiesław Godzic, medioznawca z Wyższej Szkoły Psychologii Społecznej w Warszawie nie uważa, żeby było to tzw. wirusowa reklama programu. - Możliwe, że to co oglądamy dzieje się naprawdę. Mężczyzna najwyraźniej jest na skraju załamania nerwowego. Możliwe, że jego groźby, że zrobi sobie coś złego przed kamerą mogą być poważne - mówi medioznawca.

Jego zdaniem nie można takiego filmu bagatelizować i powinien tu zacząć działać psycholog.

- To nauczka dla mediów, żeby jeszcze dokładniej testować uczestników wszelkich programów, przeprowadzać dokładniejsze testy psychologiczne i mieć specjalistów, którzy będą czuwać nad uczestnikami reality show czy innych popularnych programów - mówi profesor Godzic.

Medioznawca przyznaje, że nie da się zatrzymać mediów w dążeniu do wyszukiwania jeszcze dziwniejszych ludzi. - Media będą szukać coraz to większych cudaków. Ale to co jest w naszej telewizji to i tak nic w porównaniu z tym, co się dzieje w USA czy Wielkiej Brytanii. Tam tzw. freak show są w codziennej ramówce. Za pojawienie się ich w mediach odpowiadają i sami ludzie i stacje, które ich pokazują. Mamy kilka tysięcy rodzajów dziwolągów, może stacje telewizyjne powinny zdecydować się tylko na określony poziom dziwactwa i dalej granicy nie przekraczać? - zastanawia się profesor. - Jedno jest dla mnie pewne, każdy chce mieć swoje 5 minut. I nie zmienią tego żadne przepisy, obostrzenia czy zakazy Rady Etyki Mediów.

Gazeta.pl: Mamy się bać włączonego telewizora?

Godzic: Wie Pani, co jest najgorsze? Że wszyscy o tym mówimy. Ja też bym wolał milczeć na ten temat, ale skoro ten film już jest szeroko komentowany, to muszę. Boję się, że ten człowiek będzie czuł coraz większą presję obserwując wzrastającą cyfrę na liczniku odwiedzin. Jak mu pomóc? Jedyne, co możemy zrobić, to apelować do ludzi, żeby tego filmu nie oglądali. Zdaję sobie sprawę z nieskuteczności tego apelu, ale tylko to możemy zrobić. Nie nakręcać tej spirali.

Kilka godzin po rozmowie z Gazeta.pl na nagraniu pojawiła się notka: "Uwaga! Ukażą się artykuły zapowiadające, że to się nie stanie. To nie jest prawda. Nic nie powstrzyma autora przed pointą".

Więcej o: