Jak sobie Singapur poradził z e-mailową rejestracją

Aż 130 osób głosowało w Singapurze - pisze wyborca podpisujący się Polak z Singapuru. Pierwsi głosujący przyszli już o godz. 6.15 rano, a ostatni o 19.45.
Obeszło się bez żadnych incydentów, natomiast sytuacje opisywane przez internautów np. z Australii dawało się rozwiązać. Gdy okazywało się, że ktoś nie był wpisany na listę, chociaż wysłał wcześniej e-mail, to była możliwość skorzystania z komputera. Jeżeli dana osoba mogła udowodnić, że mail został wysłany, to dopisywano tę osobę do listy. Zatem alarmujące wieści z Australii można uznać za przesadzone.

Więcej o: