Czy Polonia powinna mieć prawo głosu?

20 października, 2007 r. Dwugodzinne oczekiwanie na oddanie głosu przed konsulatem generalnym Rzeczpospolitej Polskiej w Toronto owocuje zniechęceniem ludzi młodych do utożsamiania się z polonijnym społeczeństwem. Od pierwszych minut oczekiwania słychać komentarze do obecnej sytuacji politycznej w Polsce oraz odnoszące się do powagi wyborów parlamentarnych.
Te wybory są jednymi z najważniejszych po 1989 roku. Nie ulega również wątpliwości, że ludzie mają różne poglądy, różne punkty widzenia oraz w różny sposób interpretują fakty. Krytyce podlega jednak zachowanie Polonii podczas oczekiwania na oddanie głosu. Głównie chodzi o nieuszanowanie ciszy wyborczej i agitacja przed konsulatem w Toronto.

Ciekawe są jednak reakcje owych agitatorów w momencie, kiedy ktoś wyrazi odmienną opinię lub poprosi o uszanowanie opinii innych, nie wspominając o ciszy wyborczej. Zdumiewające jest to, jak szybko potrafi się osądzić drugiego człowieka, jak sprytnie można starać się pozbawić go godności tylko z racji odmiennego zdania. Zdumiewające jest, jak łatwo jest - powołując się na wiarę katolicką - nazwać swoich przeciwników komunistami lub wysłać ich "do diabła".

Z łatwością przychodzi większości oczekujących, niektórym w stanie nietrzeźwym, wykrzykiwać swoje sympatie polityczne, agitować tych, którzy głos już oddali, przechadzać się wzdłuż długiej kolejki i powtarzać: "PiS, lista numer 6". To niepoprawne nie ze względu na poparcie owej partii, gdyż każdy ma prawo popierać dowolne ugrupowanie, lecz ze względu na przestrzeganie zasad demokracji. Niektórzy sugerowali nawet, by o godzinie 20 zamknąć bramę konsulatu, nie dając szansy na oddanie głosu zwolennikom innych partii.

Najciekawszym zjawiskiem okazuje się brak jakichkolwiek argumentów na poparcie swoich poglądów i swojego punktu widzenia. Kończy się jedynie na krzyku i powtarzaniu tych samych stwierdzeń. Brak faktów, jakiejkolwiek sensownej argumentacji; brak wreszcie własnej przemyślanej opinii. Twierdzenie, że niezadowolenie obywateli polskich mieszkających obecnie na Wyspach Brytyjskich oraz sejmowej opozycji to wynik zabiegań większości społeczeństwa jeszcze za czasów PRL-u o możliwości wyjazdu zagranicę, jest bezpodstawne i karygodne. Jest ogromna różnica między wyjazdem z kraju w celach turystycznych oraz wyjazdem w celach zarobkowych.

Nasuwa się pytanie, czy prawo do głosowania Polonii jest uzasadnione, w sytuacji, kiedy te osoby nie przestrzegają polskiego prawa i nie mają bezpośredniego wpływu na ekonomię Polski, z racji zamieszkania poza jej granicami?

Więcej o: