Załóżmy dla Birmy czerwone koszule

?May all the People around the World wear a Red Shirt on Friday September 28th" - taki apel pojawił się dziś po południu na stronie jednego ze szwedzkich dzienników www.dn.se - napisała do Alertu24 Magda Owczyńska. Ubierzmy się więc jutro i my na czerwono!
Birma: Dziewięć osób zabitych podczas protestów - czytaj

Galeria zdjęć z protestów w Birmie - zobacz

USA wprowadzą sankcję przeciwko 14 członkom junty birmańskiej - czytaj

Apel wzywa do okazania solidarności z protestującymi mnichami w Birmie poprzez założenie czerwonej bluzki jutro, w piątek 28 września. I - jak pisze Magda - jest rozsyłany SMS-ami - po całym świecie.

Dziś żołnierze w centrum Rangunu, stolicy Birmy strzelali z broni automatycznej w kierunku tłumu demonstrantów zabijając dziewięć osób. Podczas protestów zabito dwóch zagranicznych fotoreporterów, w tym Japończyka. Według świadków, liczba demonstrantów w Rangunie sięgnęła w czwartek 70 tys. ludzi. Świadkowie donoszą, że żołnierze przeszukują hotel w poszukiwaniu zagranicznych dziennikarzy. Za obserwowanie zajść cudzoziemcy są wydalani z kraju.

W zeszłym tygodniu zaczęły się pokojowe marsze mnichów, drugiej siły w kraju obok armii. Za nimi szły pochody milczących obywateli Birmy. Kierująca protestami organizacja Birmański Sojusz Mnichów domaga się dialogu z opozycją, zwolnienia jej liderki Aung San Suu Kyi oraz odwołania podwyżek cen. We wtorek rządząca junta ogłosiła zakaz marszów i zgromadzeń powyżej pięciu osób. Mnisi nie posłuchali i znów wyszli na ulice. Środa była początkiem krwawej rozprawy ze zbuntowanymi mnichami. Zginęło ich co najmniej trzech, 17 zostało rannych. Mnisi domagają się poprawy warunków życia Birmańczyków i powrotu demokracji w kraju, rządzonym od 45 lat przez junty wojskowe. Jest to największe antyrządowe poruszenie w Birmie od 1988 roku, kiedy to junta brutalnie rozprawiła się z domagającymi się demokracji manifestantami, zabijając w Rangunie trzy tysiące osób.

Więcej o: