"Drodzy piesi! Czy naprawdę życzycie nam śmierci?" [WASZE LISTY]

"Czy wy jako piesi czulibyście się bezpiecznie, gdyby nakazano wam biegać po drogach? Życzycie nam śmierci?". Publikujemy kolejne listy rowerzystów, którzy przekonują, że w Polsce jazda rowerem po ulicy to bardzo zły pomysł.
Pod naszymi tekstami o policji, która dziarsko zabrała się za karanie rowerzystów, wręczając im mnóstwo wysokich mandatów, pojawiło się kilkaset komentarzy naszych czytelników. Poprzez Alert24 wysłaliście nam też w tej sprawie listy. Dwa z nich publikujemy poniżej.

"Czytając komentarze pod tekstami o przepisach dla rowerzystów, widzi się wielką niechęć odnośnie do rowerzystów na chodnikach. Głównym argumentem są tu gnający na oślep rowerzyści straszący pieszych. Jako rowerzysta, który codziennie dojeżdża rowerem do pracy, zgadzam się z wami - owszem, są tacy. Jednak takie samo zjawisko mamy na drogach. Można też powiedzieć, że w takich samych proporcjach.

Główna różnica polega na tym, że liczba rowerzystów jest o wiele mniejsza niż kierowców. W końcu przez ilu rowerzystów wymijany jest pieszy na ulicy, a przez ilu kierowców wymijany jest rowerzysta? Idącego z punktu A do B pieszego wyminie kilkunastu rowerzystów. Jadąc rowerem z punktu A do B, rowerzysta zostanie wyminięty przez kilkaset samochodów. Zatem jeśli proporcje "szaleńców" na drogach są równe, to kto ma większą szansę na bycie poszkodowanym? Pieszy na chodniku czy rowerzysta na drodze?

Drodzy piesi, zapominacie jeszcze o jednej ważnej rzeczy - w przypadku kolizji z rowerzystą on również odnosi obrażenia - na pewno nie mniejsze od pieszego - a często nawet gorsze, w końcu zwykłe zahaczenie o czyjąś rękę może spowodować wywrotkę na słup czy pod koła aut. A jakie obrażenia odnosi kierowca potrącający rowerzystę? ŻADNYCH! W końcu od świata zewnętrznego odgradza go pancerz blachy. Mało tego, rowerzystę i pieszego dzieli różnica prędkości kilkunastu kilometrów na godzinę. Między autem a rowerem z reguły jest to kilkadziesiąt kilometrów na godzinę.

Szaleńcy są po obu stronach

Czy wy jako piesi czulibyście się bezpiecznie, gdyby nakazano wam biegać po ruchliwych drogach? Różnica prędkości między wymijającymi was autami byłaby tylko o kilka kilometrów niższa niż wobec rowerzystów.

Szaleńcy są w obu grupach - i u kierowców, i u cyklistów - oba te przypadki powinny być jak najbardziej karane. Jak wiemy, infrastruktura w Polsce, jest jaka jest i ścieżek po prostu brakuje. Jednak czy to usprawiedliwia wysyłanie rowerzystów na ulicę, gdzie mają oni do czynienia z o wiele większą liczbą potencjalnych morderców? Naprawdę życzycie nam, cyklistom, śmierci lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu? Zimna blacha auta nie ma uczuć, mam nadzieję, że wy jednak je macie.

Szacunek i wyrozumiałość - tego wam i nam życzę" Marcin.

Nikt nie zmusi mnie do jazdy po ulicy

"Przeczytałam list pana, który napisał o tym, że życie jego i jego rodziny jest droższe od mandatu. Dokładnie to samo mówię od jakiegoś czasu. Często jeżdżę z trzyletnim synkiem w foteliku. Mam mniejszą siłę w nogach niż mężczyźni i nikt nie zmusiłby mnie do jazdy po ulicy.

Nawet gdy jadę sama, bo mam dla kogo żyć. Mnie też denerwują rowerzyści śmigający zza pleców pieszych. Sama boje się często o syna i siebie, ale nie jest lekarstwem wysyłać rowerzystów na ulice. Raczej powinno się ustalić dopuszczalną prędkość na chodniku.

Syn ma trzy lata i wie, że przez ulice rower się przeprowadza, a - mijając ludzi - mocno się zwalnia.

A nieraz widziałam całe rodziny jadące przez przejście i mijające pędem pieszych wymuszających szybkie uskakiwanie na trawnik. Ustalmy zasady wspólnego korzystania z chodnika, a nie wysyłajmy rowerzystów na pewną śmierć pod kołami".

Nadesłane na Alert24

Więcej o:
Komentarze (255)
"Drodzy piesi! Czy naprawdę życzycie nam śmierci?" [WASZE LISTY]
Zaloguj się
  • astarczewski

    Oceniono 167 razy 157

    Ja jeżdżę tylko po ścieżkach rowerowych lub chodnikach (jeśli ścieżek nie ma). Pamiętam jednak, że na chodniku to pieszy jest święty i nie wyłączam myślenia. Jak jest na chodniku dużo ludzi lub idą obok siebie - nie dzwonię, lecz grzecznie schodzę z roweru i prowadzę go. A kiedy jest luźniej - znowu wsiadam nań.

    LUDZIE POSTĘPUJCIE ROZSĄDNIE !!! To w wielu kwestiach naprawdę wystarczy...

  • ag812364

    Oceniono 133 razy 119

    Jestem pieszym. Jestem rowerzystą. Jestem kierowcą samochodowym. Nie lubię zbyt szybkich i nieuważnych rowerzystów na chodniku i chamskich kierowców. Nie lubię pieszych bezmyślnie drepczących po ścieżkach rowerowych i samochodów spychających rowerzystę do rowu. Nie lubię rowerzystów na jezdni i pieszych błędnie interpretujących swoje prawa... Nie twierdzę, że jestem ideałem...ale myślę, że wszystko można pogodzić pamiętając o tym, że pieszy to ja, że rowerzysta to ja, że kierowca to ja....troszkę wyobraźni i mądre przepisy potrzebne.

  • oldaczom

    Oceniono 95 razy 83

    A ja bardzo lubię spotykać na chodniku kulturalnych, uśmiechniętych rowerzystów, którzy gdy chcą mnie wyprzedzić mówią przepraszam.

    Gdy jadę rowerem po chodniku bardzo lubię spotykać przechodniów, którzy uśmiechają się, ustępują miejsca i mówią czasem dzień dobry.

    Lubię też kierowców, którzy cierpliwie, jak jadę rowerem po ulicy potrafią spokojnie za mną jechać, staram się wtedy znaleźć sposób, żeby bezpiecznie mnie wyprzedzili.

    Gdy jadę samochodem lubię spotykać rowerzystów, którzy gdy tylko zobaczą ścieżkę rowerową, to z niej korzystają. Lubię też spotykać rowerzystów, którzy sygnalizują swoje zamiary.

    Świat na prawdę nie składa się tylko z szaleńców w samochodach, na rowerach, czy wnerwionych i strachliwych pieszych. Po prostu łatwiej docierają do świadomości przypadki ekstremalne, proponuję jednak, żeby dobrze się rozejrzeć, okaże się wtedy, że życzliwych mijanych osób jest więcej. W szczególności, gdy sami będziemy uprzejmi i uśmiechnięci.

  • puuchatek

    Oceniono 130 razy 58

    "Często jeżdżę z trzyletnim synkiem w foteliku. (...) "

    Do jasnej, nagłej cholery. Zgodnie z kodeksem ruchu drogowego osoba wioząca dziecko na foteliku albo jadąca w towarzystwie dziecka do 10. lat (jak również samo dziecko do 10 lat) MA PRAWO JECHAĆ CHODNIKIEM (z zachowaniem szczególnej ostrożności, ustępując pieszym etc.). Więc Pani przykład - podobnie jak tego pana, co dramatycznie pisał o tym wcześniej - ma się nijak do tematu.

    Po drugie - aż się wzruszyłem, jakie to strrrraszne jest jeżdżenie po ulicy. Sporo jeżdżę na rowerze - kiedy mieszkałem w Warszawie (parę lat temu przeprowadziłem się pod Warszawę) przez cały sezon wiosenno-letni w zasadzie nie korzystałem z innego środka lokomocji. I zawsze - ZAWSZE - jeździłem "po ulicy", czyli w normalnym ruchu miejskim (chyba, że gdzieś akurat jakimś cudem była ścieżka rowerowa). I przez kilkanaście lat NIE ZDARZYŁO MI SIĘ, żeby jakiś kierowca zachował się wobec mnie chamsko, jechał niebezpiecznie, wymuszał pierwszeństwo etc.

    To zresztą zupełnie zrozumiałe: nawet jeśli kierowca miałby w nosie mnie i mój rower, to wie, że w razie zderzenia lakierowanie i remontowanie auta kosztuje niemało (o innych nieprzyjemnościach nie wspominam).

    Natomiast wielokrotnie widziałem chamów na rowerach (przepraszam, inaczej tego nazwać nie umiem) pędzących na złamanie karku po chodnikach, straszących małe dzieci i starszych ludzi. Sam trzykrotnie byłem świadkiem chodnikowych wypadków - raz szybko jadący rowerzysta chciał ominąć "na styk" (bo inaczej się nie dało) matkę idącą z dzieckiem, ale nie przewidział że czteroletni maluch może nagle odskoczyć od mamy i pobiec w bok (NA CHODNIKU, przypominam). Dziecko miało potem zakładanych kilka szwów. Innym razem inny pacan tak się spieszył, że nie mógł zwolnić i odbić w prawo, więc popchnął starszą panią, która aż usiadła a chodniku (nic jej się na szczęście nie stało). A pacan nawet się nie obejrzał, pojechał dalej.

    Kocham rower - gdybym mógł, jeździłbym tylko na nim (samochód traktuję jako "zło konieczne" - wiadomo, nie zawsze da się rowerem, dzieci małe etc.). Ale jak słyszę takie kretyńskie, roszczeniowe wymagania, to mnie szlag trafia. Rowerem na ulicy niebezpiecznie? Skuterem też. To może skutery też wpuśćmy na chodniki? A potem motocykle - w końcu motocyklista też człowiek i w zderzeniu z samochodem też ma niewielkie szanse?

    A potem może jeszcze uznajmy, że wszędzie tam gdzie jeżdżą tiry należy także małym samochodom pozwolić jeździć po chodniku (no bo w końcu jakie szanse ma taki smart czy inne tico w zderzeniu z tirem, prawda?...)

  • grol

    Oceniono 65 razy 57

    Mnie generalnie wku...aja kierowcy, piesi i rowerzysci. Wiec moze szanujmy sie wszyscy troszke bardziej.

  • monop2

    Oceniono 100 razy 34

    Co ma piernik do wiatraka ? Dlaczego rowerzysta zagrożony na drodze ma mieć prawo stwarzać zagrożenie dla pieszych ?

  • omizq

    Oceniono 96 razy 28

    Hm... a może najpierw niech cykliści nauczą się korzystać ze ścieżek rowerowych tam gdzie one są, a potem apelują o jazdę na chodnikach tam gdzie ich nie ma?
    Przykład, dla mnie niestety smutna codzienność, mieszkam przy jednej z ważniejszych i bardzo uczęszczanych ulic handlowych w moim mieście. Po remoncie (który trwał w sumie koło 2 lat bo ulica bardzo długa) jezdnia jest jednopasmowa, po jednej stronie odgrodzona od chodnika pasem zieleni biegnie ścieżka rowerowa. Niestety przejście z rowerem na drugą stronę jezdni (tam gdzie jest ścieżka) przekracza możliwości większości cyklistów. Podobnie jechanie wolniejszym tempem po chodniku oraz ostrzeganie pieszych przed sobą (dzwonkiem, głosem, czymkolwiek).
    No wybaczcie, ale jak traktować Was poważnie drodzy cykliści (jako "partnerów na chodniku") jak próbujecie nas pieszych zdominować/sterroryzować?

  • augenthaler

    Oceniono 34 razy 24

    Ups. Faktycznie zniknely komentarze. Niesamowite. I to nie te nieregulaminowe, a te zwyczajne, w ktorych zawarte byly opinie forumowiczow. Az sie poczulo ducha PRLu.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX