Wyjątkowym brakiem rozgarnięcia wykazał się 23-letni Warszawiak, który napadł wieczorem na kobietę. Na miejscu zostawił kryminał. Wrócił po niego i wpadł prosto w ręce policji. Gdyby nie wrócił, też by wpadł, bo w książce były wszystkie jego dane.
Było tuż przed północą. Mężczyzna siedział na przystanku i czytał kryminał. W pewnym momencie zauważył kobietę, która wysiadła z autobusu. Jakub D. zaatakował ją od tyłu i przydusił. Wyrwał torebkę z dokumentami i dwoma telefonami, siatkę z zakupami i uciekł. Ofiara usiłowała go gonić, ale nie miała szans.
Po chwili na przystanek podjechał następny nocny autobus. Jedna z pasażerek zadzwoniła po policję. Zanim dojechali mundurowi, napastnik wrócił na przystanek. Zapomniał książki, którą czytał.
Chwile później 23-latek był już w rękach patrolowców. Okazało się, że w książce była kartka znad morza adresowana do napastnika. Jakby tego było mało, był w niej też wypełniony wniosek o wydanie nowego dowodu osobistego ze wszystkimi danymi Jakuba D. Jakby nie kombinował musiał wpaść.