Wykorzystując naiwność staruszków "zarobili" blisko 200 tysięcy złotych

mil, PAP
19.07.2010 , aktualizacja: 19.07.2010 13:44
A A A Drukuj
Kar więzienia od roku i dwóch miesięcy do czterech i pół roku oraz częściowego naprawienia szkody zażądał dzisiaj prokurator w procesie trzech oskarżonych o oszustwa tzw. metodą na wnuczka. Wyrok w tej sprawie Sąd Okręgowy w Białymstoku ma ogłosić za tydzień.
Na ławie oskarżonych zasiada trzech młodych mężczyzn. Prokuratura zarzuciła im, że oszukali co najmniej dziewiętnaście starszych osób, które w sumie straciły blisko 200 tys. zł. Sprawcy podawali się za ich bliskich - wnuczków czy siostrzeńców; mówili, że są w potrzebie finansowej, a po pieniądze wysyłali "kolegów".

Jak mówiła w mowie końcowej prokurator Prokuratury Okręgowej w Białymstoku Aneta Czokało-Deptuła, starsze osoby, przeważnie kobiety, straciły od czterech do 21 tys. zł; żadna z nich nie odzyskała dotąd nawet części tych kwot.

Grupa działała w różnych miastach Polski (jedna osoba jest poszukiwana listem gończym) w identyczny sposób. Wytypowana z książki telefonicznej osoba, która w ich przekonaniu powinna być w podeszłym wieku, była przekonywana, że dzwoni np. jej wnuk, który jest w pilnej potrzebie finansowej. Starsi ludzie oddawali oszustom oszczędności wielu lat, likwidując nawet lokaty w bankach. Dopiero po fakcie sprawdzali, czy bliscy rzeczywiście wysyłali kogoś po pieniądze.

Prokuratura uważa, że przestępcy działali w zorganizowanej grupie, z podziałem zadań i hierarchią. - Oskarżeni działali w perfidny sposób, wykorzystując podeszły wiek pokrzywdzonych, ich naiwność czy dobre serce - mówiła prokurator. Dodała, że biorąc pod uwagę fakt, iż podobnych przestępstw jest coraz więcej, kary powinny być też przestrogą dla innych.

Obrońca jednego z oskarżonych mówił przed sądem, że jego klient początkowo nie był świadom, że to działania przestępcze; sądził, że jedynie pośredniczy w odbiorze pieniędzy. Przekonywał, że gdy ten mężczyzna poznał mechanizm działania, był zastraszany, by działał dalej.

Inny oskarżony przyznał się do zarzutów; to on złożył najobszerniejsze zeznania w śledztwie. Chciał też dobrowolnie poddać się karze takiej, jaką zaproponował prokurator: półtora roku więzienia i obowiązek częściowego naprawienia szkody.

Oskarżeni o oszustwo to mieszkańcy okolic Wałbrzycha, mają od 27 do 33 lat. Jeden z nich to recydywista. Nie wiadomo, ile dokładnie takich oszustw mają na koncie. Część z nich to próby nieudane. Podczas jednej z nich, w lipcu 2008 roku w Lublinie, kobieta zawiadomiła policję i pierwszy z oszustów został zatrzymany.

Policja podkreśla, że mimo nagłaśniania takich spraw przez media, podobnie działającym oszustom wciąż udaje się znaleźć naiwnych. Prokuratura Okręgowa w Białymstoku prowadzi kolejne podobne śledztwo.

W serwisie policyjni.pl także: Rodzice zagłodzili na śmierć żywe niemowlę, bo zajmowali się wirtualnym



Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów