24 czerwca policja w Lubaczowie w woj. podkarpackim przyjęła zgłoszenie o pożarze samochodu. Przybyli na miejsce strażacy w bagażniku spalonego renault laguna ujawnili mocno zwęglone zwłoki bez głowy.
Policjanci ustalili, że z tego samochodu korzystał 24-letni Sławomir J. - mężczyzna dobrze im znany, z kryminalną przeszłością, karany i poszukiwany nakazem osadzenia w zakładzie karnym. Zaczęli podejrzewać, że to jego zwłoki znaleziono w aucie i że został on zamordowany.
Szybko pojawiły się też jednak inne wersje wydarzeń. Oględziny samochodu, miejsca pożaru, rozmowy i rozpytywania pozwoliły ustalić odmienny od wstępnego scenariusz zajścia.
Według jednej z przyjętych przez policjantów wersji, Sławomir J. postanowił upozorować własne zabójstwo, aby wyłudzić odszkodowanie z tytułu swojej śmierci. Kilka miesięcy temu ubezpieczył się bowiem na kwotę 200 tysięcy złotych. Do jej odbiory upoważnił swojego ojca, którego wtajemniczył w swoje plany. Pomysł zdradził też siostrzeńcowi.
Od kwietnia Sławomir J. szukał człowieka podobnego do siebie, zbliżonego wzrostem i masą ciała. Założył, że dokona zabójstwa swego sobowtóra. Kilka razy wybierał się do różnych miejscowości z siostrzeńcem i poszukiwał ofiary. Chciał podstępnie zwabić wybranego mężczyznę do samochodu i zamordować - po to też woził w samochodzie siekierę.
Plany jednak nie wypaliły - 24-latkowi nie udało się znaleźć mężczyzny łudząco podobnego do siebie. Wpadł jednak na inny pomysł. W nocy z 23 na 24 czerwca Sławomir J., jego ojciec Jan J. i siostrzeniec Dawid F. pojechali na cmentarz w jednej z miejscowości powiatu biłgorajskiego. Tam otworzyli grobowiec, w którym kilka dni wcześniej pochowano mężczyznę - samobójcę. Był podobnej postury, co Sławomir J. Mężczyźni wydobyli trumnę, otworzyli ją i wyrzucili z niej zwłoki. Jeden z nich siekierą odciął głowę zmarłemu. Potem sprawcy włożyli sarkofag i wrzucili do niego głowę. Zwłoki umieścili w aucie Sławomira J., który oblał wnętrze łatwopalnym płynem i podpalił.
Policjanci zatrzymali ojca i siostrzeńca 24-latka. Obaj usłyszeli zarzuty znieważenia zwłok. Funkcjonariusze nadal poszukują ukrywającego się Sławomira J.
Protokolarne otwarcie grobowca potwierdziło, że spalone zwłoki zostały wydobyte z grobu. Sprawa jest wciąż wyjaśniania i analizowana.