Warszawska prokuratura wszczęła dwa śledztwa w sprawie wczorajszej śmierci Nigeryjczyka handlującego na bazarze w okolicach stadionu dziesięciolecia. - Pierwsze dotyczy czynnej napaści na funkcjonariusza policji, drugie przekroczenia uprawnień przez funkcjonariusza policji co skutkowało zgonem jednej osoby - mówi Renata Mazur z Prokuratury Okręgowej Warszawa - Praga.
Udało nam się porozmawiać z żonami ciemnoskórych handlarzy, którzy zostali zatrzymani przez policję bezpośrednio po zdarzeniu. Ich wersja jest zupełnie inna, niż ta którą przedstawia
policja.
Strzał padł gdy leżał Jak wynika z ich relacji policjant, z którego broni został śmiertelnie postrzelony Nigeryjczyk strzelił do handlarza w chwili, gdy ten leżał już brzuchem do ziemi. - Tak nam opowiedział chłopak, który był na miejscu i wszystko widział - mówi jedna z kobiet. Żony dodają, że ten funkcjonariusz jest dobrze znany na stadionie ze swej brutalności. - Dzień wcześniej skuł kajdankami jednego z handlarzy i go brutalnie skopał - mówią.
Kobiety mają żal do postępowania policjantów zaraz po zdarzeniu. - Oni łapali wszystkich czarnych, którzy tam byli. Nie dlatego, że brali udział w tej bójce tylko dlatego, że byli czarni. Wietnamczycy i biali też rzucali w policję. Dlaczego nikt ich nie zatrzymał? - pytają.
Jedna z żon wspomina, że była akurat ze swoim mężem oraz mamą w okolicy i w trakcie łapanki policjanci, widząc czarnoskórego mężczyznę, zatrzymali i jego. - Przewrócili moją mamę, przewrócili mnie i oderwali go ode mnie - mówi zrozpaczona kobieta.
Bójka po strzale Żony podkreślają, że bójka do której doszło po postrzale wynikała z chęci pomocy rannemu koledze. - Niech policja nie mówi, że oni ich zaatakowali, bo to policja zaczęła, a oni bronili tylko postrzelonego człowieka - mówi kobieta.
Policja ma inny pogląd na to kto zaczął i jak potoczyła się sytuacja. Jak wynika z relacji funkcjonariuszy. Podczas rutynowej kontroli i próby wylegitymowania dwóch mężczyzn, jeden z nich nagle zaczął uciekać. - Policjanci zaczęli ich gonić, próbować zatrzymać. W chwili próby zatrzymania prawdopodobnie doszło do szamotaniny, prawdopodobnie do odbioru broni i uderzenia. Wtedy właśnie padł ten nieszczęśliwy strzał - mówi Maciej Karczyński z Komendy Stołecznej Policji.
Mundurowi podkreślają, że bezpośrednio po strzale osoby będące na miejscu zaczęły zachowywać się agresywnie wobec policjantów. - Doszło do aktów przemocy, rzucania kamieni, wyzywania. Sześciu policjantów, którzy przybyli na miejsce zostało rannych - dodaje Karczyński. W efekcie zamieszek policja zatrzymała 32 osoby, które jeszcze dziś zostaną przesłuchane przez prokuraturę.
"Nadinterpretacja zachowania" Zdaniem psychologa podczas próby wylegitymowania handlarzy mogło dojść do nadinterpretacji ich zachowania przez policjantów wynikającego z różnic kulturowych. - Sposób komunikowania się osób pochodzących z Afryki jest bardzo łatwo zinterpretować jako agresywny - mówi Dominika Cieślikowska, psycholog międzykulturowy, która przypadkowo stała się świadkiem tego nieszczęśliwego zdarzenia.
- Tuż przed strzałem przechodziłam obok trzech białych mężczyzn awanturujących się z dwoma ciemnoskórymi handlarzami. Zwróciłam uwagę na podniesiony ton oraz gestykulacje handlarzy. Pierwsza myśl, która przyszła mi do głowy była taka, że zapewne biali mężczyźni odbierają zachowania czarnoskórych mężczyzn jako agresywne. Jednak moim zdaniem poziom agresji wszystkich biorących w zdarzeniu osób był jednakowy - relacjonuje Cieślikowska.
Po chwili padł strzał. - Nie dowierzałam, że ze sprzeczki, w ciągu chwili mogło dojść do tak ekstremalnych poczynań - dodaje. Ze wszystkich stron stadionu zaczęli zbiegać się osoby pochodzenia afrykańskiego oraz Ormianie, Gruzini, Polacy. - Były tam osoby mówiące wszystkimi językami o najróżniejszych kolorach skóry - relacjonuje psycholog. Po chwili harmider i bałagan jaki zapanował zrobił się tak ogromny, że trzeba było odejść z tamtego miejsca w obawie o własne bezpieczeństwo.
"Straszyli bronią" Na
Alert24 napisał do nas jeden ze świadków zdarzenia. Z jego relacji wynika, że policjanci podczas legitymowania handlarzy zaczęli ich straszyć bronią. "W tym czasie, kiedy do tej sytuacji doszło moja siostrzenica razem ze swoją mamą, siostrą i narzeczonym, byli tam. Padł strzał. Człowiek z raną postrzałową brzucha leżał na ziemi i coś mówił, wołał. Koledzy rzucili się na tamtego policjanta i go pobili. Kiedy przyjechała karetka ratownicy zajęli się policjantem. Postrzelony chłopak dalej jeszcze żył. Jednak bez udzielonej pomocy umarł (...) Ten policjant ciągle się czepiał tamtych handlarzy. To już podchodziło pod rasizm. Zmarły osierocił trójkę dzieci, zostawił też żonę" - pisze Rafał.
Do zamieszek między policją i handlarzami doszło w niedzielę w okolicach budowy Stadionu Narodowego. W ich wyniku zatrzymano 32 osoby. W czasie szamotaniny śmiertelnie postrzelony został 36-letni Nigeryjczyk.
W serwisie policyjni.pl także: Zastraszał i okradał panie do towarzystwa