Dzięki determinacji i sprytowi porwanemu 44-letniemu mężczyźnie udało się przechytrzyć porywaczy - Michała Sz. i Marka W.
Poszkodowany cztery lata temu pracował w firmie budowlanej należącej do Michała Sz. Za swoją pracę dostawał dach nad głową, wyżywienie i wynagrodzenie. Po pewnym czasie z miesiąca na miesiąc zaczął dostawać coraz mniejsze sumy pieniędzy. Z tego powodu we wrześniu 2008 roku zrezygnował z pracy i wrócił do rodzinnej miejscowości. Mężczyźni rozliczyli się i rozstali w zgodzie, tak przynajmniej wydawało się pracownikowi.
"Oddaj 5 tysięcy za utrzymanie!" Na początku roku 44-latek przyjechał do byłego pracodawcy, bo próbował odnaleźć dawnego kolegę z pracy. W sklepie należącym do Michała Sz. zastał jego żonę, która poinformowała go, że mąż za chwilę przyjedzie. Mężczyzna oczekiwał przed sklepem. Po chwili przyjechał Michał Sz., wysiadł z samochodu i na powitanie uderzył pokrzywdzonego pięścią w twarz. Mężczyzna upadł na ziemię i został zaciągnięty do budynku. Był bity po całym ciele. Michał Sz. zadał mu pytanie jak ma zamiar spłacić 5 tys. zł długu za utrzymanie, które miał zapewnione, kiedy pracował w jego firmie. 44-latek próbował uciekać, został jednak schwytany i zamknięty w piwnicy.
Dwa dni spędził na betonie, w pomieszczeniu bez okien, o powierzchni sześciu metrów kwadratowych. Nie dostawał jedzenia, tylko wodę do picia, a do łazienki był wypuszczany dwa razy dziennie.
Dług miał odpracować w Wielkiej Brytanii Po dwóch dniach Michał Sz. przyszedł do piwnicy ze swoim kolegą, 40-letnim Markiem W. Pozwolili pokrzywdzonemu się umyć i dali mu jedzenie. Michał Sz. zażądał, aby 44-latek odpracował swój dług w Wielkiej Brytanii. Mężczyzna zgodził się, ale poinformował swoich porywaczy, że 19 stycznia musi stawić się na rozprawie w Grodzisku Mazowieckim. Powiedział, że do tej pory nie stawiał się na wezwania sądu i jeśli tym razem nie przyjedzie będzie poszukiwany przez policję. Porywacze uwierzyli w jego tłumaczenie i zapewnienia, że po rozprawie wyjedzie do Wielkiej Brytanii by odpracować dług.
Przez kolejne trzy dni mężczyzna był nadal przetrzymywany w piwnicy. Dostał materac, koc i poduszkę. Porywacze dowieźli go samochodem do budynku sądu. Przez cały czas był pilnowany przez Michała Sz., który jednak nie mógł wejść na salę rozpraw.
Opowiedział sędziemu o gehennie i poprosił o pomoc Mężczyzna opowiedział sędziemu o porwaniu i poprosił o pomoc. Funkcjonariusze skierowani na miejsce aresztowali Michała Sz. i wraz z 44-latkiem przewieźli na grodziską komendę. Wkrótce potem zatrzymali Marka W., który, jak się okazało, był poszukiwany przez komendę we Włocławku celem doprowadzenia do najbliższego zakładu karnego.
Obaj mężczyźni usłyszeli zarzuty pozbawienia wolności i zmuszania do określonego zachowania celem wymuszenia oddania wierzytelności. Michałowi Sz. zarzucono również uszkodzenie ciała. Za przestępstwo grozi im do 10 lat więzienia.
W serwisie policyjni.pl także: Ranking kradzionych aut. Maluch ciągle w czołówce