Kilka tygodni temu małżeństwo rozbiło namiot w lesie pod koło Golubia-Dobrzynia. Po północy obudził ich huk wystrzału. Wybiegli z namiotu i znaleźli martwą Rosalitę - jedną z oślic, która niosła ich bagaż podczas podróży. Mieszkańcy wsi sugerowali, że za śmierć zwierzęcia odpowiadają kłusownicy,
policja jednak szybko znalazła prawdziwego sprawcę tragedii.
Funkcjonariusze sprawdzili ślady, przesłuchali świadków i wytypowali podejrzanego. Zabójcą osiołka okazał się być 50-letni zawodowy myśliwy z pobliskiej wsi. Strzelał z dwustrzałowej broni zwanej kniejówką. Badania pocisku potwierdziły, że właśnie z jego broni oddano śmiertelny strzał do Rosality.
Mężczyzna wyjaśnił podczas przesłuchania, że strzelał do zwierzęcia, ale myślał, że jest to duży pies. Nie przyznał się od razu, bo bał się reakcji żony. Za naruszenie prawa łowieckiego, które nakazuje by sprawdzić, do czego się strzela, grozi mu do roku więzienia.
Marianne i Werner bardzo przeżyli stratę oślicy, którą, jak mówili, traktowali jak własne dziecko. Starosta i burmistrz Golubia-Dobrzynia zdecydowali się kupić małżeństwu nowego osiołka. Nosi on imię Moonshine i ma zastąpić zastrzeloną Rosalitę. Na razie oswaja się z dwoma pozostałymi osłami - Desie i Catariną, oraz trzema psami, które również podróżują z małżeństwem.
Marianne, norweska informatyczka, i Werner, inżynier z Niemiec, poznali się 28 lat temu podczas wakacji we Włoszech. Postanowili porzucić pracę i pieszo wędrować po świecie. Utrzymują się z dorywczych prac i dzięki pomocy dobrych ludzi. Byli już prawie we wszystkich krajach europejskich, oraz w Turcji, Armenii, Maroku i Tunezji. Wkrótce kierują się na Bialoruś, później na Litwę i Łotwę, a potem przez Rosję do Mongolii.
W serwisie policyjni.pl także: Zamówiła gigantyczną muszlę. Grozi jej pięć lat więzienia